Życie bez ucieczki

Co znaczy żyć prawdziwie? Czy mój sposób życia czyni mnie szczęśliwym, czy jedynie zadowolonym? Jak żyć, by to, co najważniejsze, nie przemknęło obok nas niezauważone? Jak pogodzić tak wiele sprzecznych potrzeb i oczekiwań rodzących się w nas i ludziach, z którymi się spotykamy? Czy zadajemy sobie te i podobne pytania na co dzień, czy tylko od święta?

ucieczki świadome i nieświadome

Świadome, prawdziwe i autentyczne życie nie jest nam dane raz na zawsze. Takie przeżywanie codzienności tworzy się w nas wciąż na nowo, staje się, aktualizuje. Codziennie dorastamy do życia w pełni. Podejmowanie refleksji nad sobą jest konieczne, by wejść na drogę twórczego i pełnego spełnienia doświadczania świata. To, co dzieje się w nas samych jest ważne. Nasze emocje, myśli, pragnienia, tęsknoty. To wszystko pozwala nam dotrzeć do prawdy o sobie. Czasem świadomie uciekamy od siebie, od naszego powołania, pełnionych ról, tworzonych relacji. Takie ucieczki ranią.

Wydaje się jednak, że więcej wokół nas ucieczek nieświadomych. Ucieczek w tzw. życie przed życiem. Ucieczki w pracę, w kolejne punkty do odhaczenia na liście zadań. Ucieczki w zarabianie pieniędzy, kupowanie nowszych modeli, gadżetów, rzeczy, które nie są nam tak naprawdę potrzebne. Ucieczki w intensywne życie towarzyskie, niekończące się wyjazdy, mnożące się przyjemności. Czy zarabianie pieniędzy jest złe? Podejmowanie kolejnych zadań? Praca? Podróże? Spotkania w gronie znajomych? Oczywiście, że nie, jeśli służą temu, co najważniejsze. Źle się jednak dzieje, kiedy ważne sprawy odkładamy wciąż na później, a w ich miejsce wybieramy kolejne nadgodziny. Często mamy w sobie silne przekonanie, że jako dorośli powinniśmy zachowywać się w pewien określony sposób, chcemy sprostać oczekiwaniom otoczenia, szefa, dalszej rodziny. Powielamy rodzinne skrypty, nawet jeśli nie są one dla nas dobre. Chcemy być poważnymi ludźmi, a zachowujemy się zupełnie niepoważnie, żyjąc pod dyktando innych.

dlaczego uciekamy?

Z jednej strony uciekamy powodowani lękiem, brakiem dojrzałości, wygodnictwem. Niektóre osoby próbują żyć na 120 proc., czerpać z życia garściami; boją się, że czegoś nie przeżyją, nie doświadczą. Trudno im odnaleźć sens, prawdę i piękno w tym, co proste, zwyczajne, codzienne. Bez ekstremalnych doznań nie czują, że żyją. Głęboko w sobie chowają lęk przed śmiercią, stratą, boją się zatrzymać i odnaleźć prawdziwego siebie. Z drugiej strony brak nam odwagi do podążania za tym, co dobre dla nas samych i naszej rodziny. Nie podejmować dodatkowej pracy na rzecz czasu spędzonego z żoną i dziećmi? Przedłużyć urlop wychowawczy mimo krzywych spojrzeń szefa i współpracowników? Zrezygnować z awansu, który wiązałby się z licznymi wyjazdami i pozostawaniem poza domem? Powiedzieć „nie” relacji, która jest zagrożeniem dla naszego małżeństwa? Trzeba mieć odwagę w sercu, by podjąć takie i podobne, jakże niepopularne, kroki w imię dobra rodziny.

Możemy uciekać od tego, co ważne, mimo dobrych chęci i podejmowanych wysiłków. Możemy pogubić się wśród niezliczonych ofert i informacji, często sprzecznych, docierających do nas każdego dnia. Możemy wpaść w pułapkę niedoceniania tego, co proste, codzienne, pełne bliskości na rzecz rzeczywistości wykreowanej, kolorowej, nęcącej. Pytam, cóż to za siła każe nam zapisywać kilkuletnie (a często, o zgrozo, kilku-, kilkunastomiesięczne) dziecko na niekończącą się listę zajęć dodatkowych? Czy mamy jeszcze czas, by wychowywać własne dziecko? To w zwyczajnym, codziennym byciu ze sobą przekazujemy mu to, co najważniejsze. Każdego dnia, nie tylko od święta. Niestety, często boimy się wziąć na siebie odpowiedzialność za wychowanie własnego dziecka. Wychowanie, nie utrzymanie. Zarabiamy pieniądze, by zapewnić rodzinie dobry byt. Wychowanie zrzucamy na barki dziadków, nauczycieli, trenerów, psychologów czy innych specjalistów. Tymczasem nikt nie może dać dziecku tego, co mogą dać mu rodzice. Nikt nie może nas zastąpić. To my rodzice jesteśmy najważniejszą częścią dziecięcego świata.

nie uciekam, zostaję

Jak więc nie uciekać przed życiem? Pierwszym krokiem jest wzrost naszej samoświadomości. Bez pracy nad sobą nie wygramy życia. Pogłębianie świadomości samego siebie to piękna i zachwycająca droga. Uciesz się sobą, swoimi reakcjami, przemyśleniami, uczuciami. Zobacz w sobie dobro i ogromne pole do zagospodarowania. Zapragnij żyć, nie udawać, że żyjesz. Bądź autentyczny i zgódź się na siebie. Dobrze jest wypracować sobie pewien rytuał, który będzie nam pomagał zatrzymać się każdego dnia nad tym, co w nas. My chrześcijanie nie musimy szukać daleko, mamy przecież codzienną, szczerą, osobistą modlitwę, w której jest czas na przyjrzenie się sobie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by sięgnąć po dodatkowe metody na przyglądanie się sobie – proste narzędzia psychologiczne, spisywanie własnych odczuć, zachowań, pragnień, rozmowy z bliskimi, podczas których zostaniemy po prostu wysłuchani. Dzięki takiemu codziennemu wysiłkowi będzie nam łatwiej docierać do własnych emocji i odczuć w różnych sytuacjach dnia. Wypracujemy w sobie nawyk słuchania tego, co w nas. Będziemy w kontakcie z samym sobą.

Pomocne może okazać się nazwanie tego, co jest dla nas w życiu naprawdę ważne, dotarcie do najgłębszych pragnień i tęsknot. Istotne jest, by ukonkretnić odkryte pragnienia. Jeżeli ważne jest dla nas szczęście rodzinne, to zastanówmy się, co to właściwie dla nas znaczy. Jeśli na przykład zależy nam na autentycznych, głębokich relacjach z bliskimi, to zerknijmy na nasz miniony rok, kwartał, miesiąc – jakie kroki czyniliśmy, by wzbogacać wzajemne relacje? Czego zabrakło? Na co poświęcaliśmy czas i energie? W co angażowaliśmy się, a gdzie dawaliśmy jedynie okruchy naszych możliwości? Niezależnie od wyników refleksji zacznij budować to, co dla Ciebie ważne tu i teraz. Podejmij konkretne decyzje, zaplanuj następne działania, stwórz swój życiowy „biznes plan” i zacznij inwestować w to, co najcenniejsze. Nie uciekaj! Odkrywaj i twórz! Żyj!

Aneta Pisarczyk

Autor: Aneta Pisarczyk

Żona Jacka i mama rocznej Zosi. Wciąż od nowa nawracająca się chrześcijanka. Z zawodu i zamiłowania psycholog. Najważniejsze dla mnie to codzienne i wierne wypełnianie swojego powołania. Radość odnajduję w tym, co najprostsze i zarazem najpiękniejsze. Uwielbiam odkrywać dobro w samej sobie, moich bliskich, a także tych których spotykam na swojej zawodowej drodze. Uważam, że każdy z nas posiada w sobie niezwykłe bogactwo i potencjał. Moje bycie psychologiem rozumiem jako pomoc w wydobywaniu go na światło dzienne. Pasjonuje mnie psychologia relacji i bliskich związków. Od czasu urodzenia córki mocniej zainteresowałam się także rozwojem małego człowieka. Odpoczywam spędzając czas z moją rodziną i przyjaciółmi, najchętniej w towarzystwie natury oraz kubka dobrej kawy.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *