Zwyczajnie niezwyczajni

W historii Kościoła można odnaleźć prawie setkę małżeństw, w których żona i mąż zostali wyniesieni na ołtarze. Prowadziło ich na nie jednak męczeństwo, życie w dziewictwie czy asceza, a nie wspólna miłość. Wreszcie Kościół zaczyna dostrzegać, że świętość wykuwa się nie pomimo małżeństwa, ale przez nie.

Za znak czasu można uznać to, że każda epoka miała swój typ świętości. W okresie narodzin Kościoła byli to męczennicy, potem eremici i ojcowie pustyni. Gdy zaczęli żyć wspólnie, szkołami świętości stały się klasztory. W epoce renesansu świętość wyrażała się w wielkim zapale misyjnym, potem przez zgromadzenia założone dla opiekowania się biednymi duchowo i fizycznie. Patrząc na zachodzące zmiany, można mieć nadzieję, że nasz wiek otwiera epokę świętych świeckich małżonków, zwykłych chrześcijan żyjących w świecie. Wskazówką ku temu wydają się być Maria Zelia i Ludwik Martin, którzy zostaną ogłoszeni świętymi na zakończenie jesiennego Synodu Biskupów o rodzinie. Wielu postrzega to jako proroczy znak, tak bardzo potrzebny współczesnemu światu, w którym rodzina i małżeństwo przeżywają coraz głębszy kryzys i są coraz powszechniej negowane.

Wszystkie dzieci państwa Martin poszły do klasztoru, są oni też rodzicami św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Nie dlatego jednak zostaną świętymi. Ich droga uświęcenia wiodła nie „mimo” małżeństwa, ale właśnie „poprzez” nie. W nim bowiem realizuje się ta sama miłość, która łączy Kościół z Chrystusem, a oni wzajemnie osiągnęli jej wyżyny heroiczności. Państwo Martin są wzorem chrześcijan świeckich. Ich przykład pokazuje, że świętość nie jest nieosiągalnym ideałem, nawet dla osób żyjących w małżeństwie, zajmujących się rodziną, prowadzących interesy handlowe itp. Wypełniając każdego dnia swoje obowiązki stanu, przyjmując i zgadzając się na wszelkie związane z tym trudy i nieszczęścia, wypełnili oni Boży zamiar wobec nich.

świętość chodzi parami

Ciekawą rzeczą jest, że podwaliny pod tę małżeńską drogę na ołtarze położył św. Jan Paweł II – „papież rodziny”. Ogłaszając heroiczność cnót państwa Martin, przypomniał, że powszechne wezwanie do świętości może się w pełni urzeczywistniać w małżeństwie. Z pewnością nieprzypadkowe było to, że miało to miejsce w Roku Rodziny. Ich beatyfikacja dokonała się w Lisieux, gdzie żyli i pracowali, za pontyfikatu Benedykta XVI. Przypomniano wówczas, że mogą być wzorem i dla współczesnego pokolenia, zwłaszcza w tym, co dotyczy moralności małżeńskiej i otwartości na życie.

Z obecnej perspektywy może wręcz zadziwiać, że małżeństwo jako relacja oparta na bezgranicznej, wzajemnej miłości małżonków, także tej seksualnej, było przez wieki poza zasięgiem Kościoła. Powoli zaczął to zmieniać II Sobór Watykański. W konstytucji Gaudium et spes cały pierwszy rozdział poświęcono godności małżeństwa i rodziny, nazywając je świętym związkiem. Milowym krokiem była encyklika Pawła VI Humanae vitae, przedstawiająca apoteozę aktu małżeńskiego i przekazywania ludzkiego życia, a jej mocną kontynuacją nauczanie św. Jana Pawła II. W Tertio millenio adveniente postulował on „potrzebę znalezienia odpowiednich sposobów, ażeby świętość ta była przez Kościół stwierdzana i stawiana za wzór dla innych chrześcijańskich małżonków”, a w Familiaris consortio pisał, że „wszyscy małżonkowie są powołani do świętości w małżeństwie według woli Boga, a to powołanie realizuje się w miarę, jak osoba ludzka potrafi odpowiedzieć na przykazanie Boże, ożywiona spokojną ufnością w łaskę Bożą i we własną wolę”. Pieczęcią na tej drodze była beatyfikacja chrześcijańskich małżonków Alojzego i Marii Beltrame Quatrocchich. Było to jasne pokazanie światu, że świętość chodzi parami, a małżeństwo nie jest czymś, co się przydarza z braku „lepszego” powołania, tylko jest prawdziwą drogą do świętości – wiodącą „przez” małżeństwo, a nie „mimo” niego.

razem mimo trudności

W czasie pielgrzymki do Rwandy św. Jan Paweł II spotkał się z afrykańskimi intelektualistami. Mówił wówczas o konieczności zaangażowania świeckich w budowanie pokojowego społeczeństwa, o znaczeniu rodziny, o powołaniu do świętości. Podkreślił z mocą, że „nikt nie ma monopolu na beatyfikacje czy kanonizacje. Istnieje tylko kwestia dojrzałości. Ewidentnym jest, że Kościoły mające ponad 2000-letnią historię są jakby pierwsze, mimo wielu niedociągnięć w społeczeństwie. Z drugiej strony jestem pewien, że święci znajdują się także wśród was tu zebranych, wśród mieszkańców Rwandy, wśród rwandyjskich małżeństw, rodzin. Jestem o tym głęboko przekonany”. Papież mówił wówczas o swym wielkim pragnieniu wyniesienia na ołtarze małżeństwa. I dodał: „Życzę wam, aby to święte małżeństwo pochodziło z Rwandy”. Tych słów słuchali wówczas Cyprian Rugamba i jego żona Dafroza Mukansanga. Przykład ich niełatwego małżeńskiego życia, naznaczonego zdradami męża i pełną ufności miłością żony, coraz bardziej pociąga Rwandyjczyków, którzy szukają w nich wzoru i oparcia dla siebie. Dafroza, pozostając wierną mężowi, modliła się o jego nawrócenie, codziennie przez 20 lat… Kilka lat później w czasie ludobójstwa zostali zabici wraz z sześciorgiem swoich dzieci. Zginęli, klęcząc razem przed Najświętszym Sakramentem. Gdy matka poprosiła, by mogli wspólnie pomodlić się przed śmiercią, w odpowiedzi jako pierwsza otrzymała cios maczetą. Czy Cyprian i Dafroza, spełniając marzenie wypowiedziane przez św. Jana Pawła II w Kigali, trafią kiedyś na ołtarze, nie wiadomo. Ich przykład jednak buduje i stanowi małżeński zasiew świętości na Czarnym Lądzie.

Takich zwykłych świętych ludzi dnia codziennego jest wielu. Często nawet oni sami nie uświadamiają sobie, że kroczą małżeńską drogą świętości; drogą nie wielkich gestów, ale rodzinnego życia z troskami i radościami dnia codziennego. Kanonizacja Marii Zelii i Ludwika Martin będzie manifestacją codzienności podniesionej do rangi świętości. Święci rodzice pragnęli na miarę swych sił uczestniczyć w misji zbawiania świata. Mieli wizję globalną, ale miłość lokalną skupioną na kolejnych przychodzących na świat pociechach. Ich życie pokazuje, że świętość polega nie na ucieczce od rzeczywistości i codzienności, ale ich pogłębieniu. Małżeństwo jest przecież jednym z sakramentów, a rodzina nazywana jest domowym Kościołem. Daniel Ange, który przez lata pracował w Rwandzie i poznał tam wielu świętych małżonków, podkreślał wręcz, że nadchodzi właśnie czas, gdy świętymi będą razem ogłaszani nie tylko małżonkowie, ale wręcz całe rodziny.

Beata Zajączkowska

Autor: Beata Zajączkowska

Dziennikarka Radia Watykańskiego, publicystka Gościa Niedzielnego. Współpracująca z portalami Wiara.pl i Stacja7.pl oraz Misyjnymi Drogami i Pastores. Pracując w sercu chrześcijaństwa u boku już trzeciego papieża fascynuje się odkrywaniem bogatej mozaiki Kościoła powszechnego. Zakochana po uszy w Afryce, gdzie kiedy tylko może ucieka. Czarny Ląd to dla niej bijące serce Kościoła, a przede wszystkim ląd gdzie ludzie relacje mają jeszcze znaczenie. Teren gdzie mimo nędzy, wojen i prześladowań można się uczyć radości życia i mocy wiary.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *