Wyznanie grzechów

Wyznanie grzechów może nastąpić dopiero po spełnieniu trzech pierwszych warunków dobrej spowiedzi: rachunku sumienia, żalu za grzechy i postanowienia poprawy. Dlatego nie można przychodzić do kościoła dopiero w ostatniej chwili, „łapać” spowiednika, dopóki siedzi w konfesjonale. Najlepiej zacząć rachunek sumienia już w domu. Dłuższa modlitwa, cisza, spokój to najlepszy klimat przygotowujący do spowiedzi. A potem w kościele spojrzenie na krzyż, na tabernakulum – na miejsca, w których widzimy miłosiernego Zbawiciela. On nam nie poskąpi swej łaski.

                  

Gdy idę do konfesjonału, do kapłana, nie idę do człowieka, lecz do samego Boga, który przyoblekł ludzką postać. Idę do majestatu Bożego, który tak bardzo obraziłem, idę do sprawiedliwego Sędziego, przed którym stanę w godzinę śmierci i na Sądzie Ostatecznym. Nic przed Nim nie da się zataić. Ale równocześnie idę do miłosiernego Boga, który zstąpił na ziemię, by wziąć na siebie ludzki grzech i umrzeć za nas na krzyżu. Spowiadając się, musimy być pełni bojaźni Bożej, bo stoimy przed sprawiedliwym Sędzią, który za dobre wynagradza, a za złe karze. Stoimy równocześnie przed Tym, który nawet łotra rozgrzeszył po jego dobrej spowiedzi.

Znamy formułę rozpoczęcia spowiedzi świętej. Ważne, aby powiedzieć, kiedy była ostatnia spowiedź i kim się jest: dzieckiem, młodzieńcem, matką, ojcem… Wyliczamy najpierw wszystkie grzechy ciężkie, ich liczbę i okoliczności. Na przykład ile razy opuściłem mszę świętą, ile razy się upiłem, ile razy popełniłem grzech nieczysty i z kim. Grzechy muszą być odpuszczone w tej liczbie, w jakiej zostały popełnione, dlatego nie mogą być wymienione w liczbie pojedynczej. Nie czekajmy, aż kapłan zacznie z nas wydobywać szczegóły.

Skoro nie wstydziłem się grzeszyć, niech też nie wstydzę się wyznać swoich win. To prawda, że wyznawanie grzechów jest upokarzające, rani naszą miłość własną i zawstydza. Na tym właśnie polega lecznicza moc sakramentu pokuty. Chirurg, przeprowadzając operację, rani ciało pacjenta, a lekarz przepisujący lekarstwa zdaje sobie sprawę z tego, że są one niesmaczne. Czego jednakże nie robi się dla zdrowego ciała. Tym bardziej powinniśmy przyjąć to zawstydzenie, gdy chodzi o uleczenie duszy, która ma żyć wiecznie.

Jakże słodkie jest to lekarstwo, z jak wielkim uczuciem ulgi wstajemy od kratek konfesjonału, jak chciałoby się nam tańczyć i śpiewać, ponieważ znów jesteśmy dziećmi Bożymi, przeznaczonymi do radości wiecznej. Całą wieczność będziemy Bogu dziękować za łaskę sakramentu, który nas pojednał z Nim i z ludźmi, który nam otworzył bramy raju, który nas, grzeszników, uczynił świętymi.

Autor: ks. Franciszek Grudniok

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *