Wyczekana miłość

 

Być mamą, być tatą – to znaczy przyjąć na siebie odpowiedzialność za nowe życie. Potrzeba rodzicielstwa jest realizowana przez małżonków w bardzo różny sposób, zazwyczaj polega na urodzeniu i wychowaniu własnych dzieci. Dla niektórych jednak jej realizacja wiąże się z wejściem na drogę zwaną adopcją.

trudne początki

Rodzicielstwo nie jest proste, wręcz przeciwnie, szczególnie na początku, dla wielu jest ogromnym trudem. Tak jak wszystko, co najcenniejsze, rodzi się ono, stawiając nas przed koniecznością wyjścia poza samych siebie, czyli zrezygnowania ze strefy własnego komfortu. Słowo „adopcja” często w pierwszej kolejności kojarzy się nam z dzieckiem. I to z dzieckiem skrzywdzonym już na początku swej drogi, bo oddanym. Ale adopcja to także zranieni rodzice biologiczni i pełni niepokoju rodzice adopcyjni. Osobami, które często decydują się na adopcję, są małżeństwa niemogące z różnych przyczyn mieć zrodzonych przez siebie dzieci. Niepłodność jest wielkim bólem. Jest żałobą, z którą trzeba sobie poradzić, by otworzyć serce na nowe.

Rodziców adopcyjnych, a szczególnie matki mogą podobnie jak kobiety po porodzie dotknąć stany depresyjne. Wczuwanie się w niełatwe do odgadnięcia potrzeby dziecka, ciągłe zmęczenie, mnóstwo wątpliwości, lęk o to, by nie zrobić maleństwu krzywdy, a do tego zmiana dotychczasowego stylu życia, poczucie bycia uwiązaną i osamotnioną w nowej roli – to tylko niektóre składowe tego, z czym młoda mama musi się zmierzyć na początku macierzyństwa. Zazwyczaj kobiety nie mają w sobie przyzwolenia na przeżywanie takich stanów, przecież tak długo oczekiwane macierzyństwo powinno być pasmem samych radości i sukcesów. Często to otoczenie odbiera im możliwość wyrażania takich emocji jak smutek czy złość, a szkoda, bo akceptacja ze strony najbliższych ułatwia poradzenie sobie z tym, co trudne. Na szczęście mąż, widząc słabość żony, dzięki posiadanemu pragmatyzmowi i logicznemu myśleniu może tak pokierować sytuacją rodzinną, by ułatwić wszystkim odnalezienie się w nowej sytuacji. Pomoc rodziny czy osób bliskich, towarzyszenie młodej mamie, odciążenie jej z niektórych obowiązków, zapewnienie czasu na sen i odpoczynek – zazwyczaj okazują się bardzo pomocne.

Miłość potrzebuje czasu. Także miłość do dzieci, nieważne czy tych zrodzonych samodzielnie, czy adoptowanych. Czy pokochamy to dziecko? To pełne lęku pytanie nieraz odzywa się w sercach rodziców decydujących się na adopcję. Stworzone więzi tak w małżeństwie, jak i w rodzicielstwie nie są nam dane na starcie. Warto o tym wiedzieć, by nie oczekiwać od młodych rodziców tego, co niemożliwe na początku ich bycia z dzieckiem.

jedna czy dwie mamy

Na szczęście dziś temat adopcji coraz częściej przestaje być tematem tabu. O adopcję starają się także rodziny, które posiadają już własne dzieci. Rodzice są coraz częściej przekonani o tym, że ich adoptowane dziecko ma prawo do życia w prawdzie. Starają się wychowywać je w świadomości, że na początku jego drogi byli przy nim obecni inni rodzice. Jest to niezwykle ważne. Zatajanie tej informacji przed dzieckiem może wzbudzić jego nieufność, szczególnie narastającą w okresie dorastania. Uniemożliwia mu także tworzenie realnego i zdrowego poczucia własnej tożsamości oraz przynależności. Nastolatek może bardzo gwałtownie zareagować, gdy przez przypadek dowie się o tym, że jest adoptowany. W tym newralgicznym momencie życia, kiedy przeżywa rozwojowy bunt przeciwko swoim rodzicom, takie wydarzenie może doprowadzić do bardzo trudnej sytuacji, łącznie z ucieczkami z domu, poszukiwaniem rodziny pochodzenia, zerwaniem więzi z rodzicami adopcyjnymi.

Tymczasem młodsze dzieci, które od początku zaczynają nabierać świadomości, że są adoptowane, przyjmują to jako coś całkowicie niezagrażającego, przez co fakt ten staje się częścią ich tożsamości. Niezwykle ważne jest, by pomóc dziecku zachować w sercu dobry obraz rodziców biologicznych, co zminimalizuje odczuwaną traumę będącą wynikiem np. porzucenia. To dzięki rodzicom biologicznym dostało przecież to, co najcenniejsze – życie. To biologiczna mama przez dziewięć miesięcy nosiła je pod sercem. Dała dziecku tyle, ile potrafiła – urodziła je, być może obdarzyła pierwszym pocałunkiem i uśmiechem. Nie potrafiła dać mu wszystkiego, ale dzięki niej dziecko może żyć, a to wszystko, czego mu potrzeba, otrzymywać od nowych opiekunów. Oskarżanie rodziców biologicznych jest zawsze działaniem na niekorzyść dziecka. I nie chodzi tu bynajmniej o ubarwianie rzeczywistości czy udawanie, że wszystko było w porządku. Trzeba raczej spojrzeć na każdą matkę oddającą swoje dziecko jak na osobę, która dała mu tyle, ile potrafiła i mogła.

gdy jesteśmy z boku

Małżonkom, którzy otwierają swoje serca na przyjęcie daru życia, należy się duży szacunek i nie ma znaczenia, czy jest to życie rodzące się z ich fizycznej bliskości, czy z przeogromnego pragnienia. Przyjęcie każdego dziecka to wielka zasługa. Małżeństwa borykające się z problemami z płodnością, w efekcie których podejmują decyzję o adopcji, mogą czuć się gorsze od innych. Takim matkom i ojcom może towarzyszyć poczucie bycia niekompletnymi, innymi, słabszymi. Oby nie odnaleźli oni w naszym tonie głosu lub spojrzeniu niczego, co mogłoby te ich krzywdzące odczucia wzmocnić. Niech kontakt z nami będzie dla nich okazją do podniesienia wysoko głowy, poczucia dumy i radości z tego powodu, że są rodzicami.

Aneta Pisarczyk

Autor: Aneta Pisarczyk

Żona Jacka i mama rocznej Zosi. Wciąż od nowa nawracająca się chrześcijanka. Z zawodu i zamiłowania psycholog. Najważniejsze dla mnie to codzienne i wierne wypełnianie swojego powołania. Radość odnajduję w tym, co najprostsze i zarazem najpiękniejsze. Uwielbiam odkrywać dobro w samej sobie, moich bliskich, a także tych których spotykam na swojej zawodowej drodze. Uważam, że każdy z nas posiada w sobie niezwykłe bogactwo i potencjał. Moje bycie psychologiem rozumiem jako pomoc w wydobywaniu go na światło dzienne. Pasjonuje mnie psychologia relacji i bliskich związków. Od czasu urodzenia córki mocniej zainteresowałam się także rozwojem małego człowieka. Odpoczywam spędzając czas z moją rodziną i przyjaciółmi, najchętniej w towarzystwie natury oraz kubka dobrej kawy.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *