Wskrzesił to, co umarłe

 

„To nie jest konfabulacja. To wydarzenie, na które nie mieliśmy żadnego wpływu, a które wyreżyserował sam Jezus Chrystus. W sposób spektakularny, z dnia na dzień wskrzesił nasze małżeństwo. Po ludzku sprawa była przegrana”. Tymi słowami państwo Danuta i Lech Kołodziejczykowie opisują to, co stało się w ich życiu. W kwietniu będą obchodzić 47. rocznicę zawarcia sakramentu małżeństwa.

wystarczyło zdjęcie

„Moja koleżanka postanowiła zorganizować Sylwestra u siebie, a my wtedy nie miałyśmy chłopaków – zaczyna swą opowieść pani Danuta – dlatego postanowiła zaprosić kuzyna i jego kolegów. Akurat miała moje zdjęcie, kiedy jechała razem z Lechem pociągiem na trasie Kraków–Wieliczka. Zdaje się, że wtedy wpadłam mu w oko… Postanowił przyjść na Sylwestra. Tak się zaczęło…” – uśmiecha się. A pan Lech dodaje: „Od razu zaczęliśmy ze sobą chodzić, nie mieliśmy żadnych wahań. Zżyliśmy się ze sobą, zakochaliśmy się… Poznaliśmy się w 1961 roku, a pobraliśmy w 1966 roku”.

ciche dni

Dalszy ciąg tej historii już nie jest taki sielankowy. „Po dziesięciu latach małżeństwa rozstaliśmy się, mąż wyjechał…” – mówi pani Danuta. Szybko przerywa. Historię kontynuuje mąż: „Wie pani, to był kryzys, który chyba każde małżeństwo przechodzi. U nas też się pojawił. Każde z nas miało własną wizję małżeństwa, nie dogadywaliśmy się w sprawach wspólnych przedsięwzięć. Pojawiały się coraz częściej ciche dni, a ja zacząłem uciekać od tych konfliktów domowych – w pracy stosunki były bardzo rodzinne, spotykaliśmy się we własnym gronie, piliśmy alkohol. Było gdzie zapomnieć o tym, co trudne”. Jak sam zauważa, bardzo łatwo usprawiedliwiał się z tych wyskoków koleżeńsko-alkoholowych. Czuł się niedoceniany, a uwagi żony nie były mu na rękę. „Owszem, czasem żona miała słuszne pretensje, ale wydawało mi się to niesprawiedliwe. Nie miałem odwagi tego przyjąć” – wyjaśnia.

katastrofa gotowa

Pani Danuta dyskretnie ociera łzy. Patrzę na nią, a ona tylko cicho szepcze: „Nie lubię do tego wracać”. Tym bardziej doceniam ich odwagę i gotowość do dania świadectwa. „Po 10 latach postanowiliśmy, że wyjadę do pracy na Śląsk – kontynuuje historię pan Lech – bo tam były lepsze zarobki. Myśleliśmy, że dzięki temu nasze relacje się poprawią. Stało się zupełnie inaczej. Wdałem się w romans z zamężną kobietą, która mieszkała w sąsiedztwie. Ona zaangażowała się bardzo mocno, ale jej mąż się dowiedział. Wybuchła straszna afera. A ja nawet nie miałem zamiaru wiązać się z kimkolwiek. Katastrofa była gotowa mimo to. A moja żona… Ona była przy mnie cały czas, usiłowała mi w tym wszystkim pomóc. I to było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nawet przyjechała do mnie, żeby ratować to nasze małżeństwo. I nie na zasadzie pretensji, absolutnie… Jednak sprawy zaszły za daleko i nie potrafiłem się z tego wykaraskać”. Po pewnym czasie państwo Kołodziejczykowie rozwiedli się, a pan Lech zawarł cywilny związek z tamtą kobietą.

na ostrzu noża

Dalsze losy pana Lecha są zawiłe. Przeprowadzki, powstanie Solidarności i włączenie się w działalność opozycyjną, praca w hucie… Były też pobyty w więzieniach przy ul. Montelupich czy ul. Mogilskiej w Krakowie, m.in. za założenie podziemnej drukarni w Wieliczce. „Kiedy się modliłem w więzieniu, to było mi lżej – zauważa pan Lech – ale gdy przyjmowałem postawę bojownika, to było mi bardzo źle. W pewnym momencie zapytałem wprost Pana Boga: «Panie Boże, czy mogę się do Ciebie modlić? Bo tyle razy Cię oszukiwałem, okłamywałem, obiecywałem pielgrzymki do Częstochowy». Oszukiwałem jak tylko się dało. Postanowiłem postawić sprawę na ostrzu noża”. „I co na to Pan Bóg?” – pytam zaciekawiona. „Nie miałem żadnych snów ani wizji prorockich” – zastrzega się pan Lech. „Pozostała mi jedynie możliwość słuchania Mszy św. przez więzienny radiowęzeł. I w którąś niedzielę pierwsze czytanie było o Abrahamie, który w bezczelny sposób kłóci się o Sodomę. Na miejscu Pana Boga przerwałbym tę rozmowę dużo, dużo wcześniej! A On do bólu był cierpliwy. Ewangelia zaś mówiła o człowieku, który przyszedł w nocy do sąsiada i prosił o chleb. Pukał tak długo, aż go dostał. Wiadomo, jaka jest konkluzja – Bóg, który cię kocha, zawsze da ci to, o co prosisz. Módl się i kołacz. Lepszej odpowiedzi nie mogłem sobie wyobrazić. Po wyjściu z więzienia zacząłem chodzić regularnie do kościoła”.

spowiedź ponad wszystko

„Sprawy obróciły się bardzo dramatycznie. Moja cywilna żona zmarła w miesiąc po operacji. Wtedy zobaczyłem cały bezmiar tego, co zrobiłem. Zrujnowałem jej rodzinę, jej małżeństwo, swoją rodzinę i swoje małżeństwo. To było cierpienie ogromnego grona ludzi. Zacząłem pokutę. Nagle poczułem, że coś we mnie mówi, żeby postawić sprawę spowiedzi ponad wszystkie inne rzeczy. To był okres świąt, konfesjonały były oblężone. Pojechałem do Katowic, do bazyliki w Panewnikach. Spowiedź trwała naprawdę długo, kolejka była ogromna, pewnie wszyscy za mną klęli na mnie, jak tylko mogli, tyle to trwało” – uśmiechając się, mówi pan Lech. Z pewnością w głosie dodaje: „Nim się tam jednak dostałem, to jeszcze miałem przygodę z autobusem, bo przez przypadek ominąłem ten właściwy przystanek. Pomyślałem, że wysiądę na najbliższym. Jak się okazało, autobus zatoczył pętlę przez całe miasto i znalazłem się znowu na dworcu, w miejscu, gdzie wsiadałem. Myślę, że to była sprawka demona, on naprawdę walczy o każdą spowiedź”.

melduję Ci, Panie Boże…

Pan Lech pamięta też dobrze kolejne spowiedzi, ale już w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. „Któregoś dnia trafiłem na kapłana, który mnie niesamowicie przemaglował. Byłem totalnie oburzony na niego” – wspomina. „Myślałem, że odejdę od konfesjonału! Jednak gdy tylko się uspokoiłem, od razu stwierdziłem, że ma świętą rację. Postanowiłem, że pójdę do mojej żony i postaram się jakoś nawiązać relację. Żadnych przeszkód nie było. No i przyszedłem na tę rozmowę, z której nic nie wynikło. Jakoś nie mogłem przebić tej bariery piętnastu lat rozstania… Wróciłem do domu, zameldowałem Panu Bogu: «Widzisz, Panie Boże, chciałem, ale się nie dało». Gdy to powiedziałem, poczułem, że to nie jest prawda. Miałem takie wewnętrzne przekonanie, że ja tę kobietę bardzo kocham. Nie ma żadnych przeszkód, żebyśmy się zeszli, ale trzeba sprawę postawić jasno, a nie owijać w bawełnę”. Pani Danuta stwierdza z przekonaniem, że było to ewidentne działanie Pana Boga. „Wtedy, kiedy mąż tu był, a później zameldował Panu Bogu, że już nic z tego nie będzie, ja w nocy po tym spotkaniu nie mogłam w ogóle spać” – przypomina sobie. „Upadłam na kolana i zaczęłam się modlić i dziękować Mu za to, że się zejdziemy. Naprawdę wiedziałam, że następnego ranka mąż zadzwoni i zaproponuje spotkanie. Czułam, że nastąpi przełom, chociaż mąż nic nie mówił. Po prostu Pan Bóg czekał też na moją zgodę, na to, aż ja sama poproszę Go o powrót męża. Nigdy nie modliłam się w tej sprawie. Owszem, przez parę lat czekałam, ale później już wiedziałam, że nie wrócimy do siebie. Upewniłam się w tym, kiedy umarła jego cywilna żona. A jednak zeszliśmy się w 1991 roku. Pan Bóg odkręcił to wszystko w jednej chwili”. „Rzeczywiście tak było” – dodaje pan Lech. „Rano zadzwoniłem, umówiliśmy się na ten sam dzień. Pierwszy raz przeprowadziliśmy ze sobą taką szczerą kilkugodzinną rozmowę. Żona zdecydowała, że daruje mi wszystko to, co jej zrobiłem. Postanowiliśmy, że będziemy małżeństwem, rozpoczniemy je tak jakby od nowa. I to trwa już 22 lata”.

szczęśliwe samobóje

W październiku 2012 roku państwo Kołodziejczykowie zostali zaproszeni do wygłoszenia świadectwa w czasie ewangelizacji Krakowa na stadionie Cracovii. Pani Danuta wspomina, że w pierwszej chwili była przerażona i sparaliżowana ze strachu, jednak nazajutrz, kiedy się obudziła, pomyślała: „Dlaczego mam nie mówić świadectwa? Przecież to mój obowiązek”. Od tej pory była już absolutnie spokojna, także w dniu wygłaszania świadectwa. „Wiem, kto dał mi ten pokój” – podsumowuje. Jej mąż dodaje: „Nie ma co chować głowy w piasek. To Jezus stoi za tym wszystkim, co dobre. Tylko zło pochodzi z naszej prywatnej inicjatywy. Trzeba dawać świadectwo, a z tym stadionem wiąże się naprawdę zabawna historia. Kibicem Cracovii jestem od wielu, wielu lat. Moim marzeniem było, by wystąpić na tym stadionie, ale w takim charakterze, żeby mnie oklaskiwano, gratulowano mi, żebym był zauważony… A tymczasem musiałem stanąć przed całym tym zgromadzeniem i przyznać, że nastrzelałem sobie w życiu tyle samobójczych bramek i przegrałem je na własne życzenie, ale przyszedł Sędzia, który cały ten wynik unieważnił i z mojej porażki uczynił swoje zwycięstwo”.

fundament w Kościele

Pan Lech nie kryje uśmiechu. „Myśmy się nic nie zmienili – podkreśla – charaktery mamy dalej te same. Sytuacja jest dokładnie taka sama jak w dniu, kiedy się rozstawaliśmy. Jednak dzięki temu, że jesteśmy w Kościele, mamy to światło od Jezusa Chrystusa, które pomaga nam popatrzeć przede wszystkim na siebie i swoje słabości. To mi pozwala podejść do mojej żony i prosić ją o wybaczenie, przeprosić, a kiedy ja czuję się zraniony, to wtedy żona dostaje takie światło i ona wychodzi z inicjatywą. Wtedy te ciche dni naprawdę bardzo szybko mijają. Razem się modlimy, razem przystępujemy do sakramentów. To jest nieprawdopodobny ratunek dla człowieka. Trwanie w grzechu bardzo szybko prowadzi do katastrofy. Jeśli zaczyna mnie dręczyć sumienie, to mam ten jeden jedyny ratunek – sakramenty. Jeżeli ja i moja żona nie dostalibyśmy tej łaski, to choćbyśmy na głowie stawali, to nic by z tego nie wyszło. Nie wiem, dlaczego Chrystus dał mi tę łaskę. Może po prostu patrzył się na takiego biedaczka i widział, że sobie sam nie poradzi… Jestem święcie przekonany, że to jest ewidentny cud. Jezus wyprowadził nas z tej beznadziejnej sytuacji. On wskrzesił nasze małżeństwo i ono trwa, dłużej niż nasze rozstanie”.

Karolina Krawczyk

Autor: Karolina Krawczyk

Kiedyś kard. Nagy zadziwił się moim wzrostem i nazwał mnie "małą redaktorką". Tak już zostało :) Z CzasemSERCA związana jestem od 2009 roku. Prowadzę także nasze radiowe audycje w Radio Profeto.pl Fascynuje mnie człowiek, dlatego najczęściej przeprowadzam dla Was wywiady. Uważam, że ludzie są Cudem.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *