Wezwani na wyżyny

O powołaniu w ścisłym sensie mówimy w odniesieniu do kapłaństwa: Jezus powoływał apostołów, uczniów – aby głosili Jego orędzie, przybliżali ludzi do zbawienia. Jednakże w szerszym sensie możemy powiedzieć, że są wartości, postawy, cele, do których Pan powołuje każdego człowieka, bez względu na jego powołanie szczególne – do kapłaństwa, do małżeństwa, życia zakonnego czy samotnego. Jaka jest ta droga najbardziej uniwersalna, a jednocześnie najgłębsza i zasadnicza?

ku wolności

Podczas Wigilii Paschalnej w 2008 roku Benedykt XVI ochrzcił Magdi Allama, Egipcjanina, zastępcę redaktora naczelnego „Corriere della Sera”. W swoim liście do redakcji Allam napisał, że odszedł od islamu, aby stawić czoła muzułmańskiemu nieposzanowaniu dla wolności religii. Wyraził wdzięczność katolickim zakonnikom z Egiptu, którzy nauczyli go głęboko etycznej koncepcji życia. Zgodnie z nią osoba ludzka stworzona na obraz i podobieństwo Boże jest wezwana do realizacji misji, wpisującej się w obraz wewnętrznego zmartwychwstania indywidualnego i zmartwychwstania całej ludzkości w dniu sądu ostatecznego; misja ta ma za fundament wiarę w Boga i prymat wartości. Ten nawrócony muzułmanin docenił w chrześcijaństwie to, czego my może już nie dostrzegamy: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus!” (Ga 5,1). W Chrystusie jesteśmy prawdziwie wolni!

W biografii Gilberta Keitha Chestertona, jednego z największych myślicieli i pisarzy brytyjskich, jej autor, Jarema Piekutowski, podaje powody swojego zainteresowania tym anglikańskim konwertytą na katolicyzm. Czytając jego książki, Piekutowskiego olśniło i poruszyło do głębi świadectwo człowieka wolnego i radosnego, któremu chrześcijaństwo daje prawdziwe życie, który kocha Boga, a dzięki temu potrafi cieszyć się pięknem ukochanej kobiety, potrafi zapalić cygaro i wypić szklaneczkę whisky. Do takiej radosnej wolności powołuje Chrystus każdego z nas. Nie tylko nas powołuje, ale dzięki swojej łasce pozwala nam tę wolność osiągnąć.

miłość doskonała

Jezus wzywa nas również do doskonałej miłości na wzór Ojca Niebieskiego. Czyni to wówczas, gdy zachęca nas do miłości nieprzyjaciół i naszych prześladowców. Nie chce, aby nasza miłość była wyrachowana i ograniczona jedynie do tych, którzy dla nas są dobrzy. Ojciec Niebieski sprawia, że Jego słońce świeci i nad dobrymi, i nad złymi, podobnie deszcz – pada na dobrych i na złych (por. Łk 6,27-35). Dlatego oczekuje od nas podobnej postawy, aby kochać tych, którzy są trudni do kochania, którzy nie odpłacają nam życzliwością. Gdy zdobywamy się na taką postawę, wówczas dopiero wkraczamy na drogę Ojca, stajemy się do Niego podobni, a On wierzy, że nas na to stać, jako Jego dzieci.

Taką wymagającą miłość wypełnił swoim życiem chociażby bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Podawał aktualną wykładnię Ewangelii w trudnych czasach zniewolenia: „Mamy wypowiadać prawdę, gdy inni milczą. Wyrażać miłość i szacunek, gdy inni sieją nienawiść. Zamilknąć, gdy inni mówią. Modlić się, gdy inni przeklinają. Pomóc, gdy inni nie chcą tego czynić. Przebaczyć, gdy inni nie potrafią. Cieszyć się życiem, gdy inni je lekceważą”.

świętymi bądźcie

U św. Piotra odnajdujemy zaś wezwanie nas wszystkich do świętości: „Świętymi bądźcie, bo ja jestem święty, mówi Pan” (1 P 1,16). Właściwie nie jest ono niczym nowym, bo było zapisane już w Starym Testamencie w Księdze Kapłańskiej i to kilkakrotnie (por. Kpł 11,44.45; 19,2; 20,7). Świętość wydaje się na pierwszy rzut oka czymś bardzo odległym, wręcz abstrakcyjnym. Zobaczmy, jak odkrył ją Karol de Foucauld. Ten szlachetnie urodzony francuski hrabia, gdy zainteresował się życiem Jezusa, zadziwił się zwłaszcza tym, że Jezus żył jak ubogi i robotnik. Nie był uczonym w Piśmie ani członkiem zamożnej rodziny, wybrał Nazaret, miejsce nieznane, dla biednych i robotników, którzy ciężko pracują na chleb. Dziwne było przede wszystkim to, że Jezus realizował swoją świętość nie jakimś nadzwyczajnym sposobem życia, ale zupełnie zwyczajnie, przez pracę, sprawy rodzinne, społeczne, pospolite czynności, które spełniają wszyscy. Karol podjął taki ideał świętości: życie ukryte, zwyczajne, ale w bliskości z Bogiem. Myślę, że taki ideał świętości jest dostępny dla każdego i każdy może być na tej drodze szczęśliwy.

droga królewska

Jest jeszcze jedno powołanie, chyba najtrudniejsze, które nieodłącznie związane jest z ludzkim losem, bez względu na urodzenie, stan, zamożność. To jest ta droga, przed którą św. Piotr chciał koniecznie ocalić Jezusa: „Panie, nie przyjdzie to nigdy na Ciebie!” (Mt 16,22) – a chodziło o cierpienie i krzyż, które czekały na Jezusa. Takie już jest ludzkie życie, że każdy śmiertelnik, czy chce, czy nie, doświadcza cierpienia: duchowego, psychicznego czy wreszcie fizycznego, związanego z chorobami, z wiekiem. Jezus mówi, że kto chce iść za Nim, ma wziąć swój krzyż, przyjąć go i w ten sposób Go naśladować (por. Mk 8,34). On sam, „chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (Hbr 5,8), spodobało się Bogu udoskonalić Go przez cierpienie (por. Hbr 2,10). Przez swoje cierpienie zostawił nam wzór, abyśmy szli za Nim, Jego śladami (por. 1 P 2,21). Brzmi to może paradoksalnie, ale mamy się nawet cieszyć jako uczestnicy cierpień Chrystusowych, bo są one zapowiedzią naszej przyszłej radości jako uczestników Jego chwały! (por. 1 P 4,13). Jest to jeden z najtrudniejszych wymiarów naśladowania Jezusa, ale równocześnie przynosi on najgłębsze owoce duchowe dla naszego życia. Frances Hogan w książeczce pt. Niechciane błogosławieństwo pisze o wielkim sekrecie naszego życia: cierpienie i ból przyjęte z poddaniem Bożej woli i we współpracy z odkupieńczym dziełem Chrystusa są niezwykłym źródłem radości i pokoju w ukryciu. Ceną najgłębszego pokoju jest cierpienie, tak jak ceną zmartwychwstania jest śmierć. Nie ma innej drogi, Jezus pierwszy nią przeszedł. Na szczęście nie brakuje też dojrzałych ludzi dotkniętych krzyżem cierpienia, którzy dzięki Chrystusowi nie widzą w nim przekleństwa, ale rozpoznają go jako źródło błogosławieństwa. Bez Chrystusa krzyż jest zupełnie pozbawiony logiki. Ale po to nosimy konanie Jezusa w naszym ciele, aby życie Jezusa objawiło się w nas (por. 2 Kor 4,10). I to jest ta jasna perspektywa, ku której zmierzamy.

 

ks. Dariusz Salamon SCJ

Autor: ks. Dariusz Salamon SCJ

Sercanin, opiekun postulantów w Pliszczynie, wykładowca teologii fundamentalnej i religiologii, prowadzi rekolekcje dla młodzieży, lubi wyprawy w góry, narty, fotografię.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *