Walka o życie najmniejszego

 

W tegorocznej edycji Grand Press Photo, w kategorii „Życie codzienne” nagrodzone zostało zdjęcie Bartosza Wrześniowskiego. Fotografia przedstawia maleńką, kruchą istotkę wtuloną w pierś matki, otoczoną skomplikowaną aparaturą medyczną. Dziecko ze zdjęcia to mała Matylda, która została uwieczniona przez fotografa w trakcie pierwszego karmienia po skomplikowanym porodzie na Oddziale Intensywnej Terapii Neonatologii w szpitalu w Düsseldorfie. Ale to zdjęcie, obok matki i dziecka, ma jeszcze jednego, niewidzialnego bohatera. Są nim lekarze, neonatolodzy i perinatolodzy, którzy codziennie stają w obronie życia najmłodszych pacjentów.

cud przetrwania

Neonatologia, czyli dziedzina medycyny zajmująca się leczeniem noworodków, oraz perinatologia skupiająca się na opiece medycznej w okresie prenatalnym to stosunkowo młode i dynamicznie rozwijające się gałęzie wśród nauk medycznych. Ich osiągnięcia budzą prawdziwe zdumienie. To, co jeszcze 20 lat temu wydawało się niemożliwe, dziś dzieje się na naszych oczach.

Charlie Allen urodził się w 23. tygodniu ciąży. Według wskazań medycznych za wcześniaka uznawane jest dziecko, które urodziło się przed 37. tygodniem ciąży. Literatura medyczna wskazuje, że szansę na przeżycie poza organizmem matki ma dziecko, które urodziło się po 22. tygodniu. Mały Charlie ważył zaledwie 0,5 kg. Lekarze dawali mu 7% szans na przeżycie. W 14. tygodniu po urodzeniu chłopiec przeszedł skomplikowaną operację serca, w 19. tygodniu po raz pierwszy przyjął pokarm z butelki, a dopiero w 20. tygodniu od przyjścia na świat mama mogła wziąć go na ręce i przytulić. Dziś jedyne ślady jego dramatycznych doświadczeń z pierwszych tygodni życia to krótkowzroczność i drobna budowa ciała, ale jak przekonuje matka chłopca: „Może i nosi mniejszy rozmiar ubranek niż jego rówieśnicy, ale Charlie potrafi więcej niż chłopcy w jego wieku. Ma ogromnego ducha walki, który sprawił, że udało mu się przeżyć, gdy był malutki”. Przypadek Charliego jest o tyle znamienny, że zgodnie z prawem Wielkiej Brytanii lekarze do 24. tygodnia ciąży nie mają obowiązku ratowania życia wcześniaków.

to, co niemożliwe, staje się możliwe

Na polskich oddziałach neonatologicznych również dokonują się podobne cuda. W 2008 roku w Zielonej Górze urodziło się dziecko o wadze 450 g, w Wałbrzychu w 22. tygodniu ciąży na świat przyszła dziewczynka, która ważyła zaledwie 350 g i mierzyła 20 cm. Dzięki interwencji lekarzy oboje udało się utrzymać przy życiu. Profesor Ryszard Lauterbach, kierownik Kliniki Neonatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem dla TVP Info przekonuje, że dziś nie do pomyślenia jest przekroczenie granicy 22. tygodnia. Urodzone wcześniej dziecko nie ma szans na przeżycie, ponieważ w tym okresie środowisko zewnętrzne jest dla niego zbyt inwazyjne. Ale – jak dodaje – jeszcze 20 lat temu dzisiejsze osiągnięcia w leczeniu wcześniaków także wydawały się niemożliwe.

milowy krok

W latach 70. poważnie zagrożone było dziecko o wadze 2 kg. Wówczas jedyną metodą leczniczą było stosowanie kroplówki. Nie było inkubatorów czy zaawansowanych technik terapeutycznych.

Dziś neonatologia i perinatologia rozwijają się bardzo prężnie, poczynając od wprowadzenia inkubatorów i zastosowania tlenu w leczeniu niewydolności układu oddechowego, co dziś wydaje się oczywistością, a skończywszy na operacjach chirurgicznych jeszcze w łonie matki, wykorzystaniu rezonansu magnetycznego w neuropediatrii czy leczeniu poprzez komórki macierzyste lub nanotechnologię. Już dziś w fazach testu są mikroroboty, które w przyszłości będą mogły poprzez naczynia krwionośne dostawać się do uszkodzonych organów i dokonywać zabiegów.

Neonatologia ma swoje zasługi także w odkrywaniu roli kontaktu dziecka z ciałem matki. Dziś normalną praktyką jest bezpośrednie podanie nowonarodzonego malucha matce. Jak przekonują neonatolodzy, taki kontakt zmniejsza u dziecka poziom stresu, przez co działa przeciwbólowo, a także zwiększa odporność noworodka, ponieważ kontakt z bakteriami matki pomaga malcowi lepiej walczyć z niebezpiecznymi bakteriami wywołującymi choroby.

wynagrodzenie trudów

To nie jest łatwa praca. Jak przekonuje prof. Lauterbach, czasem trzeba się poddać, pogodzić z tym, o czym zadecydowała natura, zbyt wcześnie wywołując poród. Czasem trzeba podjąć decyzję o ustąpieniu od uporczywej terapii, która przedłuża tylko cierpienie, a nie daje szans na przeżycie. Doktor Beata Rzepecka-Węglarz, ordynator Oddziału Intensywnej Terapii Neonatologicznej UJASTEK w Krakowie, w rozmowie dla TVP Kraków podkreślała, że lekarze często nie są przygotowani do rozmów z rodzicami o trudnej diagnozie: „Trzeba tu oddzielić dwie rzeczy: powiedzieć jako lekarz, ale też powiedzieć jako człowiek. Czasem nie udaje nam się tego oddzielić i wielokrotnie w naszej pracy płaczemy razem z rodzicami”. Są jednak takie sytuacje, które wynagradzają cały trud: „Kiedy pięcioletnia dziewczynka własnoręcznie pisze do nas na święta kartkę z życzeniami, to jest największa nagroda” – mówi prof. Lauterbach.

jeszcze wiele pracy przed nami

Choć śmiertelność wśród noworodków systematycznie spada – w 1992 roku umieralność wynosiła 17,4‰ (co oznacza, że na 1000 narodzin śmiercią kończyło się około 17), a w 2012 roku już tylko 4,6‰ – to neonatolodzy przekonują, że wciąż wiele nam brakuje do standardów europejskich. W krajach Zachodu, ale też na Węgrzech i w Czechach śmiertelność noworodków wynosi 3-4‰. Jak przekonują lekarze, wiele wcześniaków, zwłaszcza tych urodzonych poza dużymi ośrodkami, nie może liczyć na profesjonalną opiekę. Wciąż brakuje wyspecjalizowanych szpitali i profesjonalnego sprzętu, które mogłyby sprawić, że wiele maleńkich żyć mogłoby zostać ocalonych. Tak jak mała Matylda ze słynnego zdjęcia, wtulona w pierś matki i nareszcie bezpieczna.

Dorota Bidzińska

Autor: Dorota Bidzińska

Absolwentka dziennikarstwa i religioznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Jako dziennikarz – wolny strzelec współpracuję m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” i magazynem „Świat Wiedzy Historia”. W wolnych chwilach pochłaniam książki, wędruję po górach lub jeżdżę po Polsce z aparatem w poszukiwaniu ciekawych kadrów.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *