W każdym narodzie są święci i zbrodniarze

„Większość Polaków jest dumna z naszej historii, choć zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy, że jej znajomość opiera się w dużej mierze na mitach, mniej czy bardziej bliskich prawdy, serwowanych na potrzeby bieżącej polityki historycznej” – mówi dr Tomasz Graff, historyk, mediewista, badacz dziejów i kultury czasów nowożytnych. Rozmawia z nim Karolina Krawczyk.

 

 

Stulecie odzyskania niepodległości to doskonała okazja do refleksji na temat znajomości historii naszej ojczyzny. O jakich wydarzeniach my, Polacy, powinniśmy szczególnie pamiętać?

Zapewne w pierwszej trójce bliskich Polakom dat znalazłaby się właśnie ta najgłośniejsza w tym roku – rok 1918, ze względu na 100-lecie odzyskania niepodległości. Uważam jednak, że Polacy, tak jak i inne narody, stale szukają swojego mitu początku, odnoszącego się wprost do genezy wspólnoty i państwowości. Takim wydarzeniem był z pewnością chrzest Mieszka I, który miał miejsce ok. 966 roku (data bowiem nie jest dla specjalistów pewna). Choć Polski wówczas jeszcze nie było (jej nazwa pojawia się ok. 1000 roku), bez wątpienia wybór religii chrześcijańskiej przez pogańskiego władcę stał się fundamentem rozwoju naszej państwowości. O chrześcijańskich korzeniach Polski powinni zatem pamiętać wszyscy Polacy, zarówno wierzący, jak i niewierzący. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach nie wszyscy to rozumieją.

Mówi się, że to właśnie historia jest nauczycielką życia. Czy jako naród potrafimy wyciągać wnioski z różnych wydarzeń, które miały miejsce na przestrzeni dziejów?

Należy uczyć się na błędach naszych ojców, ale też z historii czerpać inspirację do aktualnych, odważnych i pozytywnych działań. Historia magistra vitae est, jednak u Polaków w chwilach podejmowania ważkich decyzji zazwyczaj zwyciężają emocje, a nie chłodne kalkulacje i rozwaga. Kluczowe decyzje podejmują oczywiście politycy i wojskowi. Dlatego to na nich ciąży przede wszystkim odpowiedzialność za życie przeciętnego Kowalskiego, którym niejednokrotnie zbyt łatwo szafowano, jak pokazały nieraz nasze dzieje. Wciąż chyba tkwi w nas Mickiewiczowskie: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie…”. Doskonałym przykładem takiej postawy może być polityka polskiego rządu w 1939 roku, który wręcz modelowo dał się wmanewrować chcącemu zyskać na czasie Zachodowi w wojnę z Adolfem Hitlerem. Polskie społeczeństwo było wówczas karmione propagandową papką o ogromnej sile militarnej naszego kraju oraz jego niezawodnym sojuszu z Francją i Anglią. Wrzesień brutalnie zweryfikował te rojenia. Z drugiej strony trzeba przyznać, że byliśmy wówczas w swoistym klinczu geopolitycznym. Alternatywą był sojusz z Niemcami, włączenie do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska, niemiecka eksterytorialna autostrada i linia kolejowa oraz wspólne uderzenie na ZSRR, co także wydawało się ryzykownym rozwiązaniem i groziło wasalizacją względem silniejszego sąsiada.

Czy nadal rządzi nami myślenie o Polsce jako o kraju-ofierze wojen i zaborów, czy raczej zmienia się mentalność i żyjemy czasami najnowszymi, to znaczy rozwojem gospodarczym, ekonomicznym, społecznym itd. Czy zapominamy o własnych korzeniach?

Zapominając o historii, odcinamy się niewątpliwie od swoich korzeni. Stosunek społeczeństwa wobec historii zależy również od polityki historycznej danej ekipy rządzącej, która poprzez media i program nauczania w szkołach wywiera zazwyczaj ogromny wpływ na kształtowanie pamięci zwyczajnych ludzi. Obecny rząd zagospodarował naturalną skłonność polskiego społeczeństwa do pielęgnowania tradycji niepodległościowej i patriotycznej. Stąd takie powodzenie, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia, narracji o Żołnierzach Wyklętych, która przerodziła się z biegiem lat w swoisty mit żołnierzy bez skazy. Jak wykazują badania, większość Polaków jest dumna z naszej historii, choć zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy, że jej znajomość opiera się w dużej mierze na mitach, mniej czy bardziej bliskich prawdy, serwowanych na potrzeby bieżącej polityki historycznej. Co znamienne, od pokoleń cenimy sobie nie tylko triumfy naszego oręża, ale również sromotne przegrane, co nie zawsze jest zrozumiałe dla innych narodów. Mniej pociągająca jest dla nas narracja o pracy u podstaw, rozwoju nauki, oświaty, sukcesach na polu gospodarki itd. Zgodnie z romantyczną tradycją Polacy kochają opowieści o walce, przybywaniu z odsieczą, honorze czy też przegranych powstaniach, w których pięknie umieraliśmy, walcząc z militarną i liczebną przewagą wroga.

 

Mówi Pan o „rozkochaniu” się w trudnych wydarzeniach z przeszłości. A co z błędami, które jako Polacy popełniliśmy? Czy potrafimy się do nich przyznawać?

To nie narody popełniają zbrodnie, a poszczególni ludzie czy też grupy ludzi. Mimo fatalnego zauroczenia milionów Niemców Adolfem Hitlerem i nazizmem, trudno oskarżać cały naród niemiecki o straszliwe zbrodnie wojenne. Wszak i wśród nich zdarzali się ludzie uczciwi i wręcz bohaterscy, jak kapitan Wehrmachtu Wilhelm Hosenfeld, który uratował życie Władysławowi Szpilmanowi, pomagał wielu innym osobom narodowości polskiej i żydowskiej. W każdym narodzie są święci i zbrodniarze.

Jak rozpoznać, kto był tym świętym, a kto zbrodniarzem?

Słyszała Pani zapewne o szmalcownikach, działających w okresie II wojny światowej. Coraz głośniej mówi się o bestialskich egzekucjach partyzantów na bezbronnym przeciwniku, faktycznym bądź wyimaginowanym. Zbrodnie te zostały dokonane przez formacje leśne, nie tylko zresztą komunistyczne, to znaczy oddziały w każdym odcieniu ideowym i politycznym, o czym specjaliści i zainteresowani tematem wiedzieli przecież od dawna. W tle tych rozważań pojawia się oczywiście najgłośniejsza, nie do końca wyjaśniona sprawa Jedwabnego, czyli mordu na Żydach dokonanego rękoma Polaków z niewątpliwej inspiracji niemieckiej. Istnieją również przypadki, gdy tej inspiracji trudno się doszukiwać, a jednak zbrodnia miała miejsce. Te historie nie przedostają się zazwyczaj do mediów, a jeśli już, to nierzadko brakuje w takich przypadkach głosu specjalisty, który potrafi wyjaśnić szerszy kontekst tych tragicznych zdarzeń, umiejscawiając je na właściwej skali w morzu cierpienia milionów naszych rodaków w czasie II wojny światowej.

Karolina Krawczyk

Autor: Karolina Krawczyk

Kiedyś kard. Nagy zadziwił się moim wzrostem i nazwał mnie "małą redaktorką". Tak już zostało :) Z CzasemSERCA związana jestem od 2009 roku. Prowadzę także nasze radiowe audycje w Radio Profeto.pl Fascynuje mnie człowiek, dlatego najczęściej przeprowadzam dla Was wywiady. Uważam, że ludzie są Cudem.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *