W katechezie chodzi o spotkanie

Katecheza nie może być oderwana od życia. Jej zadaniem jest niesienie Boga i Jego woli współczesnemu światu. Potrzeba do tego życia w prawdzie.

Pamiętam jedne ze swych pierwszych odwiedzin w głębokim afrykańskim buszu. Zanim dotarliśmy na miejsce z misjonarzem, który miał w wiosce odprawić pierwszą po kilkumiesięcznej przerwie Mszę, do naszych uszu doleciał harmonijny śpiew. Od kilku dobrych godzin Kongijczycy przygotowywali się do liturgii. Przewodniczył temu katechista, na barkach którego spoczywa „ożywianie braci w wierze”, wówczas gdy nie dojeżdża tam żaden kapłan, czyli przez zdecydowaną większość roku. Wysoki przystojny mężczyzna przywitał nas z uśmiechem i ogromnym szacunkiem. Moje spojrzenie utkwiło na Biblii, którą trzymał w ręku. Była zużyta do granic możliwości przez systematyczne czytanie. Afrykańskim zwyczajem na szyi miał zawieszony plastikowy różaniec. Gdy Alfred usłyszał, że przyjeżdżam z Rzymu, zaproponował spontanicznie: „Podziel się z nami swoją wiarą”. Sam zresztą bardzo chętnie to robił. Jestem pewna, że Bóg nie był dodatkiem, ale codziennością jego życia. „To właśnie doświadczanie trzeba mocniej przenieść do Europy. Katecheza nie może być oderwanym od życia wykładem z teologii i dogmatyki, poutykanym całą serią zakazów i nakazów. Katecheza musi wchodzić w życie i pokazywać, że ma na nie realny wpływ” – mówił misjonarz, któremu towarzyszyłam. Wskazywał też ogrom zaangażowania miejscowych katechistów, bez których tak dynamiczna ewangelizacja Czarnego Lądu nie byłaby możliwa. W 1900 roku były 2 mln katolików afrykańskich. Dzisiaj jest ich 185 mln.

 

świadectwo pośród przeciwności

Także syn Alfreda skończył kurs katechetyczny i odpowiada za jedną z wiosek. „Od dziecka widziałem modlących się na różańcu rodziców, ale też tatę, jak przy płomyku świecy czytał wieczorami Biblię i nam ją tłumaczył. Ten przykład pociągał, ale nie wystarczał. Moje życie się zmieniło, gdy jako nastolatek spotkałem Boga. Bez doświadczenia żywego Jezusa nie da się prawdziwie wierzyć” – opowiada Jean Pierre. Na znaczenie świadectwa życia katechistów wskazuje kard. Robert Sarah w książce Bóg albo nic. Wspomina, jak w rodzinnej Gwinei odwiedzał wioski, które po wygnaniu misjonarzy z tego kraju przez miejscowy reżim całe lata nie widziały księdza: „Wieśniacy sami uczyli dzieci katechizmu, odmawiali modlitwy w ciągu dnia, modlili się na różańcu, z ogromnym, synowskim nabożeństwem do Matki Bożej, a w niedzielę słuchali słowa Bożego. Miałem łaskę umacniania tych ludzi, którzy zachowali wiarę bez żadnego sakramentalnego wsparcia, z powodu braku księży. Nigdy nie zapomnę ich niewyobrażalnej radości, kiedy odprawiałem Mszę, której tak dawno nie mieli. Jakże nie czuć wielkiej wdzięczności, patrząc na katechistów, wędrujących z wioski do wioski, przez długie godziny, by ustrzec ten mały zapalony płomyk? Ich ofiarność na zawsze pozostała w moim sercu”. Dziękując za tę wierność, obecny kardynał włożył ogromny wysiłek w kształcenie przyszłych katechistów, nie tylko w swej ojczyźnie, ale i na innych kontynentach, gdy został sekretarzem watykańskiej Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów.

 

głośmy Jezusa z radością

Franciszek wielokrotnie zwracał się do katechetów, kreśląc ich rysopis. „Nie jesteśmy ludźmi, którzy okopują się w swoich środowiskach, wydając gorzkie osądy na temat społeczeństwa, Kościoła, na temat wszystkiego i wszystkich, skażając świat negatywnością” – mówił do uczestników Jubileuszu Katechetów. Wezwał ich do głoszenia z radością, że Jezus kocha każdego z nas osobiście. Papież wskazał też na konieczność powrotu do pulsującego serca chrześcijaństwa, jakim jest przepowiadanie paschalne. „Ludziom nie mamy głosić naszych mądrości, tylko przepowiadać, że Pan Jezus zmartwychwstał, że ciebie kocha i właśnie dla ciebie oddał swoje życie; zmartwychwstały i żyjący stoi obok ciebie i na ciebie czeka każdego dnia. Nigdy nie możemy o tym zapomnieć” – mówił papież. Nie ma ważniejszej prawdy i bardziej potrzebnego przekazu niż ten, że Jezus zmartwychwstał. „Każda treść wiary staje się piękna, jeśli jest przeniknięta orędziem paschalnym. Jeśli się ją izoluje, traci sens i moc” – wskazał Franciszek. Przypomniał dwie oczywiste prawdy, a mianowicie te, że nie można głosić Jezusa, nie spotkawszy Go, oraz przepowiadać Boga-miłości, nie miłując. „Tylko świadectwo życia ma moc przekonywania, nigdy nie narzucając prawdy ani też nie upierając się przy jakimś obowiązku religijnym czy moralnym. Boga głosi się, spotykając osoby, zwracając uwagę na ich historię i przebyte przez nie drogę” – mówił Franciszek, zachęcając katechetów do otwierania się na nowe metody przepowiadania.

 

młodzi bez doświadczenia Boga

Problemem, o który rozbija się w katechezie współczesny Kościół, jest kwestia wiary i doświadczenia Boga, którego młodzi nie mają. Nie pomoże tu szarpanie się z nimi na pułapie powinności, wymagań, nakazów. Współczesny młody człowiek w imię najświętszej dla niego wolności odrzuci wszystko, co pachnie przymusem. Stąd najważniejszym wyzwaniem nie jest mówienie młodym, jak mają żyć, tylko doprowadzenie do tego, by poszli za Jezusem i zachwycili się Ewangelią. Nie można stawiać moralności, wymagań, nakazów przed doświadczeniem, spotkaniem, bo to nie działa. Tylko spotkanie z żywym Bogiem zmienia sposób życia. To jest zadanie dla katechety, ale i punkt wyjścia, bo jeśli on sam nie ma tego doświadczenia, a jedynie wiedzę teologiczną, jego nauczanie pozostanie bezowocne. Młodzi potrzebują głoszenia, opartego na całkowitej wolności, wspólnym poszukiwaniu oraz budowaniu relacji. To jest dziś szczególnie ważne, ponieważ świat wirtualny coraz bardziej ich pochłania, nie zapewniając jednocześnie prawdziwych relacji. Franciszek zwraca uwagę, że katecheza nie jest pracą ani zadaniem zewnętrznym wobec osoby katechety, ale katechetą jest się stale i przez całe życie obraca wokół tej misji. Toteż bycie katechetą jest wezwaniem do służby w Kościele, które się otrzymało, jako dar od Pana, aby go dalej przekazywać. Katecheta ma być zwyczajnie prawdziwy. Bez podlizywania się słuchaczom. Żadnych umizgów do współczesnych mód, jakiegokolwiek łagodzenia wymogów Ewangelii, sprzedawania jej po zaniżonej cenie. Takie zafałszowane świadectwo nie działa. Trzeba spokojnego, rzeczowego i klarownego wyjaśniania. I argumentów, jeszcze raz argumentów za katolicką wiarą i moralnością. Niewiara rodzi się z grzechu, a nie z rozumowania. Jak mawiał ks. Tischner: „To nie wiara jest złożona, a my prości, ale my powikłani, a wiara prosta”.

Beata Zajączkowska

Autor: Beata Zajączkowska

Dziennikarka Radia Watykańskiego, publicystka Gościa Niedzielnego. Współpracująca z portalami Wiara.pl i Stacja7.pl oraz Misyjnymi Drogami i Pastores. Pracując w sercu chrześcijaństwa u boku już trzeciego papieża fascynuje się odkrywaniem bogatej mozaiki Kościoła powszechnego. Zakochana po uszy w Afryce, gdzie kiedy tylko może ucieka. Czarny Ląd to dla niej bijące serce Kościoła, a przede wszystkim ląd gdzie ludzie relacje mają jeszcze znaczenie. Teren gdzie mimo nędzy, wojen i prześladowań można się uczyć radości życia i mocy wiary.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *