Uwielbić Boga muzyką

O sprawach drobnych i codziennych, które są jednakowo istotne, a może nawet istotniejsze od tych wielkich i poważnych, oraz o tym, co muzykom zespołu Małe Ważne Sprawy w duszy gra, ks. Radosławowi Warendzie SCJ opowiada Maria Krawczyk, liderka zespołu.

 

Małe Ważne Sprawy to cztery osoby. Kto to jest?

Florian Oskwarek to gitarzysta solowy, Tomasz Piłat gra na basie, Marcin Polański gra na instrumentach perkusyjnych oraz Maria Krawczyk, czyli ja, robi wiele rzeczy.

Dlaczego oni? Skąd się wzięły Małe Ważne Sprawy?

Gramy razem już 8 lat. Z Tomkiem poznaliśmy się w duszpasterstwie akademickim. Floriana spotkałam na rekolekcjach – on był pięknym uczestnikiem, ja piękną animatorką (śmiech). Natomiast z Marcinem było tak. Tomek dał ogłoszenie, że szukamy perkusisty, i Marcin pojawił się kiedyś w drzwiach, aż wszystkim nam zaparło dech… od razu wskoczył w nasze klimaty. Wcześniej nazywaliśmy się Marysia Krawczyk i jej kukułki, ale szukaliśmy innej nazwy. Moja mama wymyśliła taki właśnie tytuł i tak już zostało do tej pory.

Trzymam w ręku drugą płytę zespołu Małe Ważne Sprawy – Tak cicho wołam. Cały czas jestem pod wrażeniem pierwszej. Czy rzeczy małe są ważniejsze od większych?

Jeśli w małych rzeczach się nie sprawdzimy, to w większych nie damy rady. Całe moje życie było chwytaniem się za duże sprawy, a teraz uczę się, że trzeba właśnie zaczynać małymi kroczkami.

Nowa płyta to 80% Biblii. Dlaczego?

Bo uważam, że to Słowo najmocniej trafia do człowieka, może go przemieniać i jest mi coraz bliższe.

Która z piosenek z drugiej płyty jest dla Ciebie najcenniejsza?

Praktycznie każda, bo każda dotyka na swój sposób.

A która dotyka Cię najbardziej?

Najbardziej Gołąbka, bo według mnie najkonkretniej mówi w niej Pan Bóg do każdej duszy. To jest chyba jedyna piosenka, w której słowa samego Boga są skierowane bezpośrednio do człowieka.

Czym jest tworzenie płyty? Jak się to robi? Kiedy wpadacie na pomysł?

Tak jakoś śmiesznie to robiliśmy, bo kiedy pojawiały się nowe piosenki, to już je graliśmy na koncertach (wiadomo, że troszeczkę rzadziej niż tamte z pierwszej, zielonej płyty – Nadzieja wyśpiewana, Każdym dźwiękiem delikatnie). Gdy uzbierało się dziewięć piosenek, stwierdziliśmy, że idziemy nagrywać.

Ta płyta jest hołdem złożonym Panu Bogu?

Myślałam bardziej o uwielbieniu Pana Boga, dziękczynieniu Mu. Płyta miała być radośniejsza, ale na pewno też i radość się znajdzie. Jest za to jeszcze bardziej skupiona na modlitwie niż nasza pierwsza płyta.

Dlaczego mam zacząć słuchać Waszej płyty?

Bo się Ksiądz wyciszy, odnajdzie radość i może też przy okazji pomodli się. Wydaje mi się, że ta płyta pozwala się zatrzymać na tych ważnych sprawach, czyli na dialogu z Panem Bogiem.

Co ta płyta Ci daje?

Dużą radość i satysfakcję, że po 2 latach trudów, potów – wiadomo, że z przerwami – została ukończona. Było wiele radości, wiele modlitwy, wiele łez jak już człowiek nie dawał rady, ale samo tworzenie tej płyty było wielką frajdą i zabawą. Tworzenie okładki, szukanie inspiracji, w jakiej kolejności ułożyć utwory, nagrywanie – to wszystko wymaga bardzo dużo pracy i wysiłku, ale jak już się widzi efekt, to jest radość.

Dla zwykłego słuchacza piosenka jest piosenką, dla artysty wszystko ma swoje miejsce i swój czas, każdy instrument coś oznacza. Zdradź nam tajemnicę o Gołąbce.

Występują w niej trzy osoby. Gitara i instrumenty perkusyjne robią tło. Flet to gołębie, ponieważ ma on delikatny dźwięk. Jednak bardziej chyba trzeba się skupić na słowach. Mamy zawołanie człowieka do Boga, gdy nocą szuka Tego, którego jego dusza najbardziej pragnie i kocha. Wbrew pozorom nie można się zatrzymywać tylko na tym zawołaniu i szukaniu, ale trzeba też usłyszeć to, co właśnie ten umiłowany, najbardziej ukochany do nas woła. A woła bardzo delikatnie: „Gołąbko”. Jest zatem pierwsze zawołanie, delikatnie dochodzi słowo Boga: „Gołąbko moja”, ale człowiek znowu Go woła, jeszcze Go nie słyszy. I potem już jest cała miłość Boga, którą słyszy względem siebie: „Cała jesteś piękna”. Naprawdę wspaniały tekst.

Okazuje się, że kolejność piosenek na płycie też nie jest przypadkowa. Dlaczego tak, a nie inaczej?

Pierwsza piosenka jest skierowana do Anioła Stróża, który jest mi bardzo bliski, jest moim przyjacielem. To takie zawołanie do niego, żeby mi pomógł iść tą ścieżką, którą mam podążać. Druga piosenka stanowi zawołanie zagubionego człowieka skierowane do Boga. My bardzo często się gubimy, potem powstajemy i znowu się gubimy. Trzecia piosenka to takie jakby zawołanie: „Gdzie jesteś, mój Boże ukochany?”. I Bóg wtedy do mnie mówi. Wystarczy, że podniosę swoją ubrudzoną twarz, a On obdarzy mnie miłością. Czwarta piosenka to Krajobraz, czyli wskazówka, gdzie mogę szukać Boga. Nie tylko w kościele, Najświętszym Sakramencie, ale też w przyrodzie, w drugim człowieku. Piąta piosenka sugeruje, że jak już Go znajdę czy On znajdzie mnie, to przechodzę do uwielbienia, dziękczynienia Bogu za te wszystkie dzieła, które dla mnie stworzył; za to piękno, które mnie otacza. Szósta i siódma piosenka to Psalm 9 i Magnificat. Mówią one o uwielbieniu Boga. W Magnificat chciałam oddać tę radość. Wyobraziłam sobie, że gdy Matka Boża usłyszała potwierdzenie w słowach Elżbiety tego, co powiedział jej anioł, to naprawdę musiała być radosna. Po tym uwielbieniu następują Okruszki. Są one, dla mnie, tym wewnętrznym rozmodleniem się, dialogiem serca z Sercem… Dziewiąta piosenka jest modlitwą do Ducha Świętego o jego dary, miłość i wszystko, czego się zechce.

Myślicie już o kolejnej płycie? Macie nowe piosenki?

Na następnej płycie chciałabym dotknąć też trochę takiego świeckiego materiału. Lubię się bawić muzyką. Nawet już mam kontakt z pewną dziewczyną i sądzę, że poradzi sobie z dopasowaniem tekstu do muzyki. A chciałabym – tak jak na zielonej płycie, na której było i o przeklinaniu, i o miłości platonicznej – tak trochę z dystansem spojrzeć na te sprawy, które są dla nas ważne, choć niejednokrotnie w tym naszym zagubieniu bolą, a można się przecież uśmiechnąć. Piosenka jest dobra na wszystko. A ja akurat we wszystkim widzę Pana Boga.

ks. Radosław Warenda SCJ

Autor: ks. Radosław Warenda SCJ

Człowiek, chrześcijanin, sercanin, ksiądz. W takiej, a nie odwrotnej kolejności, choć to ostatnie przenika aż do początku. Dzieciństwo spędziłem w Sosnowcu, młodość zakonną w Stopnicy i Stadnikach. A pierwsze kapłańskie kroki w lubelskiej parafii Dobrego Pasterza i Społecznych Szkołach im. Klonowica, też w Lublinie. Niegdyś studiowałem na Gregorianie, a później w latach 2011-2015 byłem redaktorem naczelnym "Czasu Serca". Dziś pracuję w kurii generalnej w Rzymie. Z zabranych ze sobą książek wziąłem wszystkie Tomáša Halíka.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *