Usunąć złe duchy

z egzorcystą, o. Józefem Zwolińskim CSSp, rozmawia redaktor naczelny „Czasu Serca” ks. Gabriel Pisarek SCJ


Chciałbym Ojca zapytać, jak się zostaje egzorcystą?

Można by zacytować słowa piosenki: „Jak to się stało, nie wiem do dziś”. To spadło jak grom z jasnego nieba. Na początku były rozmowy z Księdzem Prowincjałem, który prosił mnie, żebym został egzorcystą. Ja robiłem wszystko, żeby nie pełnić tej posługi. Byłem niepewny, myślałem, że są lepsi ode mnie, godniejsi do pełnienia tej funkcji. Prowincjał dał mi określony czas na przemyślenie tej decyzji. W końcu powiedziałem „tak”. Czułem, że musi być ktoś, kto pomoże ludziom dręczonym, zniewolonym przez złego ducha. W sierpniu 2002 r. dostałem dekret od Księdza Arcybiskupa. Od tej pory jestem tym, który wykonuje posługę uwalniania.

Czy każdy może zostać egzorcystą?
Według przepisów prawa kanonicznego – nie. Ten urząd wyznacza Ksiądz Arcybiskup po zasięgnięciu różnych opinii. W moim wypadku opinia była zasięgnięta u prowincjała. Wiem, że jest to uwarunkowane pewnymi przepisami prawnymi. Od takiego kapłana wymaga się, żeby prowadził życie pobożne, stateczne, żeby był dobrym, może za dużo tu powiem – świętym kapłanem.

To wszystkie warunki, które musi spełniać egzorcysta?
Oprócz tych, które wymieniłem i których może nie pamiętam, jest jeszcze jeden warunek, który jest najważniejszy – kochać to, co się wykonuje i chcieć to robić. Kochać – ja rozumiem jako pomaganie innym.

Wspomniał Ojciec o posłudze uwalniania. Nie wszyscy wierzą w istnienie złego ducha czy szatana…
Szatan istniał od samego początku świata. Jeżeli weźmiemy do ręki Pismo święte, to już w Starym Testamencie, w Księdze Rodzaju, spotykamy się z tym złym duchem – z szatanem, który namawia pierwszych rodziców do grzechu, a oni mu ulegają. Szatan pojawia się również w Nowym Testamencie i kusi Jezusa. W obecnych czasach ludzie nie wierzą w jego istnienie. Oczywiście nie mamy w niego wierzyć tak, jak się wierzy w Boga, ale przywiązywać większą wagę do tego, żeby go zauważyć, rozpoznać.

Czy często Ojciec spotyka osoby, które oddały się szatanowi i zostały przez niego opętane?
Kiedy rozmawiam ze znajomymi, bardzo często pytają, czy widziałem ludzi opętanych. Podczas mojej pracy związanej z uwalnianiem od złego nie widziałem jeszcze takich ludzi. Tych przypadków jest bardzo mało. Wielu ludzi jest natomiast dręczonych i zniewolonych przez szatana, i właśnie takich ludzi spotykam, towarzyszę im, modlę się za nich modlitwą o uwolnienie lub o uzdrowienie.

Jak takie osoby trafiają do Ojca?
Jak wiadomo, różne są drogi informacji. Najczęstszą jest poczta pantoflowa. Często osoby opętane nie przychodzą same – przychodzą z kolegą, koleżanką, osobą bliską. Są po prostu przyprowadzane.

W jaki sposób człowiek przyczynia się, by szatan go dręczył i niepokoił? Jakie konkretne praktyki otwierają mu drogę do ludzkiego serca?
Takim klasycznym środkiem, przez który człowiek pozwala szatanowi się dręczyć są różnego rodzaju praktyki magiczne, okultystyczne. To najczęściej także sekty. Objawia się to tym, że ktoś po prostu wstępuje do sekty, podpisuje cyrograf własną krwią, chodzi do numerologa, wywołuje duchy, uczestniczy w jakichś targach, na których sprzedawane są amulety, ktoś, gdy dziecko jest chore, zaprasza jakąś osobę, która „odprawia czary” nad nim, by je uzdrowić. Bardzo często wśród tych ludzi spotykam chorych psychicznie. W mojej pracy nie chcę ich odsuwać. Traktuję ich bardzo poważnie – nie jak ludzi chorych, ale przede wszystkim jak ludzi potrzebujących. Poświęcam im wiele mojego czasu.

Po czym ludzie poznają, że dręczeni są właśnie przez szatana?
Charakterystycznym objawem jest lęk, jakiś wewnętrzny niepokój. Dalszym etapem są zaburzenia snu, brak apetytu. Później zerwanie kontaktu z Bogiem poprzez rezygnację z modlitwy, z sakramentów świętych, przede wszystkim z sakramentu pokuty. Ci, którzy chodzili do kościoła, odczuwają niechęć do niego; kiedy przyjmują Komunię św., coś ich ściska w gardle. Tacy ludzie mają często samobójcze myśli, bluźnią, przeklinają, wyzywają. Podam taki przykład: kiedy odmawiałem modlitwę o uwolnienie, osoba zapytana, co czuła w tym czasie, powiedziała, że czuła ogromną potrzebę wyzywania mnie, chęć rzucenia się na Najświętszy Sakrament itd.

Czy Ojciec takie osoby również spowiada?
Kiedy tacy ludzie do mnie przychodzą, wtedy pytam o ostatnią spowiedź. Bardzo często zdarza się, że byli u spowiedzi rok, pół roku temu, a nawet kilka lat temu. Proponuję i namawiam ich wtedy do sakramentu pojednania, bo pierwszym takim egzorcyzmem jest spowiedź, czyli pojednanie się z Panem Bogiem. Ci ludzie proszą mnie często o ten sakrament. Ja oczywiście zgadzam się. Bywa tak, że ta spowiedź jest z całego życia, generalna. Jest również tak, że ludzie obiecują, że przystąpią do spowiedzi. Ci, którym to się uda, przychodzą do mnie często zmienieni wewnętrznie, a tym samym i zewnętrznie, już są radośniejsi, uśmiechnięci, nie mają w sobie lęku. Wtedy następuje modlitwa o uzdrowienie czy uwolnienie.

Jaka to jest modlitwa?
Jest to modlitwa błagalna. Ważne jest, aby kapłan przygotował się do takiej modlitwy – przede wszystkim poprzez spowiedź, bo musi być w łasce uświęcającej. Przed egzorcyzmem jest również wskazane odprawienie Mszy św. Kapłan również sam duchowo musi się przygotować poprzez modlitwy, które otwierają serce na tę właśnie posługę. Następnie, kiedy kapłan jest sam z osobą dręczoną w kaplicy czy kościele, wspólnie się modlą. Jest to Litania do Serca Pana Jezusa, modlitwa do Michała Archanioła czy dziesiątek Różańca. Później następuje modlitwa o uwolnienie czy o uzdrowienie. W tej modlitwie zanosi się prośby do Jezusa, bo to właśnie On uzdrawia, nie egzorcysta. Często prośby są też kierowane do Maryi, patrona opętanej osoby czy do wszystkich Świętych. Po modlitwie jest pokropienie wodą święconą, błogosławieństwo, dziękczynienie i zaproszenie do rozmowy, kontynuacji modlitwy.

Czy zdarzają się przypadki, kiedy takie osoby podczas tej modlitwy zachowują się dziwnie, niewłaściwie?
Tak. Kiedy na przykład wymieniałem imiona: Jezus, Maryja, czy uwielbiałem imię Boga, to osoby drżały, pociły się. Jedna z osób, która próbowała wywoływać duchy, podczas takiej modlitwy osunęła się z krzesła, było to swego rodzaju omdlenie. Miałem również inne zdarzenie. Przyszła do mnie dziewczyna, której koleżanka przestała uczestniczyć we Mszy św., przestała się modlić. Prosiła mnie, abym pomógł jej przyjaciółce. Uczyniłem na jej czole znak krzyża. Później dostałem wiadomość od dziewczyny, która prosiła o pomoc, że jej przyjaciółkę piecze czoło, piecze ją ten znak krzyża św. Kiedy tej osobie udzieliłem błogosławieństwa, poczuła się lepiej, nie miała w sobie lęków. Ale potem, kiedy Msza św. się skończyła, zachowywała się dziwnie, mówiła niestworzone rzeczy, śmiała się. W pewnym momencie to wszystko uciszyło się i nawet nie była świadoma tego, co się z nią wcześniej działo.

Czy Ojciec odczuwa lęk przed spotkaniem z takimi osobami?
Na początku mojego posługiwania bałem się. Uważam, że tej funkcji nie można się wyuczyć, trzeba do tego pewnego doświadczenia. Nie wpadłem też w rutynę. Strach próbuję wyeliminować poprzez modlitwę, poprzez akty strzeliste, poprzez spojrzenie na krzyż czy na monstrancję.

Co ważnego chciałby Ojciec powiedzieć Czytelnikom „Czasu Serca”?
Chciałbym ostrzec, abyście nie dali uwieźć się złu. Należy pamiętać, że zło przybiera z początku charakter dobra, jest logiczne, pociągające, odprężające. Kiedy wejdziemy w relację z tym złem, wtedy zaczynamy np. wierzyć w horoskopy, bioenergoterapeutów, zachwycamy się pokemonami, amuletami, talizmanami, wstępujemy do sekt itd.
Szczególną uwagę chciałbym zwrócić właśnie na pokemony, które wśród dzieci zdobyły ogromną sympatię. Nazwa „pokemon”, z ang. pocket – kieszeń; monster – potwór, oznacza kieszonkowe potwory. Bardzo modne wśród najmłodszych stało się zbieranie wszelkich gadżetów z wizerunkiem tych potworków. Wytworzyła się wśród dzieci niezdrowa rywalizacja, polegająca na tym, które z nich zdobędzie ich najwięcej. Niestety, na Zachodzie znane są już przypadki samobójstw dzieci, które w takiej rywalizacji przegrały. Nie jest to może opętanie, ale zniewolenie, uzależnienie od takich stworów.
Podobnych zjawisk w naszym życiu jest bardzo wiele i chciałbym uczulić przede wszystkim rodziców, aby poświęcali więcej uwagi swoim dzieciom.

Dziękuję za rozmowę.

Autor: ks. Gabriel Pisarek SCJ

Sercanin, absolwent Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie oraz Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Misyjnym Księży Sercanów w Stadnikach; były redaktor naczelny „Czasu Serca”; teolog duchowości zajmujący się życiem wewnętrznym, kierownictwem duchowym i komunikacją interpersonalną, autor artykułów naukowych i popularnonaukowych.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *