Teatralna lekcja miłosierdzia

Koścół na Dębnikach, z którym przed laty związany był Karol Wojtyła, jest miejscem, gdzie nie tylko sprawuje się świętą liturgię. Niecodzienne rzeczy dokonują się w jego podziemiach. To tam grupa niezwykłych artystów przygotowuje się do kolejnego występu. Tym razem chcą przywrócić sławę Kabaretowi Starszych Panów, a to zadanie niełatwe. Oni jednak nie boją się wyzwań, co udowodnili już nie raz.

Mowa o jedynym w Polsce Integracyjnym Teatrze Aktora Niewidomego, który zrzesza blisko 50 artystów. Jedni tuż przed próbą doskonalą swoją dykcję, inni zaś powtarzają ćwiczoną po raz kolejny choreografię. Drzwi do sali prób nieustannie otwierają się, by wypuścić krzątających się tam aktorów, uwalniając ze środka coraz to głośniejsze dźwięki podkładów muzycznych.

współczesna trupa Moliera

Teatr powstał 12 lat temu przy Scenie Moliera. Początkowo jego siedziba mieściła się w wyremontowanym lokalu przy ul. Szewskiej 4. Kiedy jednak właściciel budynku podniósł czynsz, aktorzy musieli opuścić to miejsce. Od 2010 roku – jak mówią aktorzy – teatr jest bezdomny. „Wszystko, czego potrzebujemy do grania przedstawień, jest na dużej przyczepie, którą za każdym razem ciągnę za swoim samochodem” – opowiada Artur Dziurman, aktor, reżyser i przede wszystkim założyciel Teatru ITAN.

Aktorzy z kolei na własną rękę dojeżdżają na miejsca spektakli. „Tułamy się jak trupa Moliera z XVII wieku albo wóz Drzymały, a naszym miejscem jest przyczepa i bruk” – dodaje reżyser.

Już od kilku lat Teatr ITAN korzysta z gościny proboszcza parafii św. Stanisława Kostki na Dębnikach, który wynajmuje aktorom pomieszczenia na próby i spektakle. „Nie grają u nas gwiazdy znane z telewizji i ciężko te przedstawienia sprzedać. Nikt nie lituje się nad niepełnosprawnymi aktorami. Po prostu nikt tego nie chce” – przyznaje gorzko Artur Dziurman. Brak wsparcia ze strony władz miasta czy miejscowych teatrów nie przeszkadza jednak aktorom w dalszym rozwoju.

Aktorzy spotykają się dwa razy w tygodniu i ćwiczą przez około 6 godzin. Z prób niejednokrotnie wychodzą późnym wieczorem. „Może kiedyś nadejdzie taki moment, że ludzie sami zaczną kupować bilety na nasze występy” – mówi reżyser.

trudne początki

Aktorzy na swoje miejsce w Krakowie niewątpliwie zasługują, bo ich spektakle za każdym razem wprawiają widownię w niemały zachwyt. W ich przedstawieniach przeplata się sceniczna gra aktorska z nakręconymi wcześniej przez nich sekwencjami filmowymi. Taką koncepcję 12 lat temu wymyślił założyciel teatru i sprawdza się ona do dziś.

Początki jednak – choć przepełnione wiarą w powodzenie – nie dla każdego z niepełnosprawnych aktorów były proste. „Najwięcej trudności miałem z tym, żeby się odblokować. Musiałem poznać swoje ciało i swoje emocje, czyli tak naprawdę poznać samego siebie – instrument pracy reżysera” – tłumaczy Krzysztof Bartosz, niewidomy aktor.

Dużo pewności siebie dodały aktorom profesjonalne zajęcia w szkole teatralnej, stworzonej przez Artura Dziurmana specjalnie dla osób z dysfunkcją wzroku. „Widać duży postęp w poczuciu ciała i interpretacji tekstu, nadal jednak nie jest łatwo. Niewidomego aktora trzeba wziąć za rękę i ułożyć każdą część jego ciała, żeby wiedział, co ma robić na scenie” – tłumaczy reżyser.

Warto jednak się starać, bo profesjonalna praca przed publicznością wynagradza im każdy trud włożony w przygotowanie. „Najbardziej cieszy to, kiedy widzowie podchodzą do nas po spektaklach i z niedowierzaniem dopytują, czy my naprawdę nie widzimy” – opowiada Krzysztof. „Mam satysfakcję, że swoją niepełnosprawność zamieniam w atut” – dodaje.

W Teatrze ITAN z osobami niepełnosprawnymi pracują również w pełni sprawni aktorzy, m.in. z Teatru Starego czy Teatru Słowackiego. „Jesteśmy jednym zespołem i nie ma różnicy, czy ktoś widzi, czy nie” – przekonują aktorzy.

zainspirowani Świętym

Teatr ITAN na swoim koncie ma już kilkanaście przedstawień. Widzów zdecydowanie najbardziej przyciąga jednak dramat Karola Wojtyły pt. Brat naszego Boga, którego premierowy pokaz odbył się 2 kwietnia 2009 roku.

Jest to historia Adama Chmielowskiego, który jako br. Albert postanawia pomagać ubogim, porzucając swoje dotychczasowe życie. Mimo agresji ze strony bezdomnych, br. Albertem kieruje czysta miłość do drugiego człowieka, którą czerpie z Jezusowego miłosierdzia i która prowadzi go do świętości. „Naszym przedstawieniem pokazujemy widzom coś, co dziś zanika na naszych oczach, czyli pomoc drugiemu człowiekowi. Rzadko zdarza się osoba, której można zaufać, a wkoło panuje straszna znieczulica” – przyznaje ze smutkiem Artur Dziurman. „To jest wołanie o pewne wartości, które tkwią w człowieku – o to, by popatrzeć na drugiego w tramwaju czy na ławce w parku. Nieważne, czy z zawałem, czy pijanego. Trzeba dostrzec w nim potrzebującego pomocy” – zachęca reżyser.

Tę sztukę niewidomi aktorzy zagrali już ponad 160 razy, co przy braku własnej siedziby jest niemałym sukcesem. Za każdym razem ich gra zachwyca tak samo. „Wydaje mi się, że duch Karola Wojtyły czuwa nad nami i wciąż zsyła nam ludzi, którzy pomagają, żeby to przedstawienie żyło. To mój ulubiony spektakl, dlatego że Wojtyła swoje słowo kieruje do ludzi właśnie przez nas. Jego tekst zmienił też wiele we mnie samym” – wyznaje Krzysztof.

„Wszyscy powinniśmy się inspirować postacią br. Alberta i pomagać słabszym, bo wciąż wokół nas jest wielu biednych, ale chyba niewiele osób zdobyłoby się na taki gest. Tylko święty może robić takie rzeczy” – przekonuje z kolei inna niewidoma aktorka, Małgorzata Walkosz.

marzenie na szklanym ekranie

Niezwykli aktorzy na swoim koncie mają również debiut filmowy. Produkcję zatytułowaną Marzenie. Prawdziwa historia nagrodziła publiczność podczas 13. Europejskiego Festiwalu Filmowego „Integracja Ty i Ja” w Koszalinie. „Prawda i autentyzm aktorów niewidomych absolutnie biją z ekranu i właśnie dlatego na pokazie publiczność biła brawa na stojąco” – mówi z niekrytą dumą Artur Dziurman.

Film ten opowiada o niewidomych aktorach, którzy tworzą teatr i szukają swojego miejsca w Krakowie, aby właśnie tam wystawić sztukę Brat naszego Boga Wojtyły. Przez cały czas zmagają się z urzędniczymi formalnościami, pukają do niejednych drzwi, a wszyscy odsyłają ich z niczym. Jest to zatem nic innego, jak historia Teatru ITAN, wzbogacona o elementy fikcyjne. „Myślę, że ten film wstrząśnie polską kinematografią, bo pokazuje smutne realia osób z dysfunkcją wzroku – nasze życie i niejednokrotnie przeciwności losu, które można pokonać, jeśli tylko się tego chce” – zapewnia Krzysztof Bartosz.

 

Autor: Paulina Smoroń

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *