Tak robi Ojciec!

 Pamiętam jak dziś wąską via Paolina nieopodal bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie. Przy niej to znajduje się podarowana Jezuitom kamienica, gdzie dobrze już zadomowiona wspólnota Centro Aleti pozwala modlitwie i kontemplacji przesiąknąć do kamienia. Mozaikowego kamienia. Każdego i prawie wszędzie.

 

Nazwać Centro Aleti pracownią mozaik byłoby tym samym, co nazwanie Rzymu miastem gladiatorów. Prawdą jest, że twórcy nie są chrześcijańskimi celebrytami. Na co dzień pracują, czy to właśnie w pracowni, czy na uniwersytetach.

 

światowa klasa w krakowskim zasięgu

Mozaiki o. Marco I. Rupnika SJ nie sposób nie zauważyć. Bogactwo materiałów od złota, po rzeczne kamienie, smukłe postaci z twarzami ikonograficznej nuty i… ogromne czarne oczy. Dlaczego? „Bo, zanim Go zobaczyliście, zostaliście przez Niego ujrzani” – wyjaśnia Natasza, nasza przewodniczka i członek wspólnoty. Poznajemy symbolikę kolorów, rozpoznajemy znaczenie tła, teologię użytej materii.

„Sława” Rupnikowych mozaik ma także polski epizod. Papież Jan Paweł II, odwiedzając Centro Aleti po śmierci kard. Spidlika, w kaplicy wspólnoty zafascynował się ich twórczością, poprosił więc o udekorowanie prywatnej kaplicy papieskiej Redemptoris Mater w Watykanie. Kardynałowie chcieli bowiem zrobić upominek papieżowi z okazji jego 50. rocznicy kapłaństwa. Dziś, dostępna bardzo wąskiemu gronu, ma światową sławę.

Do grona światowych sanktuariów, jak chociażby Lourdes czy San Giovanni Rotondo, w których znajdują się wyjątkowe dzieła Centro Aleti, dołączyło krakowskie sanktuarium św. Jana Pawła II. Górną bazylikę zdobią Rupnikowe mozaiki, przenoszące nas w głębię biblijnego rozumienia dobroci Boga. Warto odpuścić sobie inne krakowskie atrakcje, a często skąpy czas na zwiedzanie królewskiego Krakowa poświęcić właśnie temu miejscu.

 

przesiąka dobroć

Nie wiem z jakiego powodu o. Rupnik został poproszony o stworzenie logotypu Nadzwyczajnego Roku Miłosierdzia, ale efekt końcowy niesie mocną treść, pozwalającą zrewidować obraz Boga nie jednemu z nas.

Zdecydował się odwołać do postaci Dobrego Pasterza, mocno obecnej w pierwotnym Kościele. Jezus niesie zagubionego człowieka, bez dystansu, dotyka całego jego ciała. On, który jest „światłością świata”, jasną postacią wychodzi z ciemnych kręgów dzięki krzyżowi. Bóg nie brzydzi się ciemnością, On ją zwycięża; nie lęka się zła, ono już zostało pokonane. To właśnie tam, do niespenetrowanych przestrzeni wybrał się po człowieka, bez obrzydzenia wobec innego, nie Jego świata. Bez odwoływania się, że Bogu „to nie przystoi”. Bóg, który w pogoni za człowiekiem zagląda tam, gdzie po ludzku „nie wypada”.

Daje mocą tajemnicy krzyżowej nową perspektywę dla „adamowych” rąk i nóg. To Jego przebite ręce (znak niepohamowanej miłości) trzymają bezsilnego człowieka, a zranione nogi wyprowadzają go na jaśniejszą stronę życia.

Nie może uciec uwadze jeszcze jeden szczegół: niejako wspólne oczy Niosącego i niesionego. Bóg decyduje się spojrzeć na człowieka jego okiem, by ten mógł patrzeć z Bożej perspektywy na swój dramat. Dobry Pasterz nie niesie człowieka tak, aby było to dla niosącego optymalnie wygodne, najbardziej ekonomiczne. Niosący niesie niesionego tak, aby ten mógł widzieć drogę przed sobą, aby mógł zrozumieć Niosącego, mając wreszcie ten sam punk widzenia. I jak tu nie rozkochać się w tak boskim Bogu?

 

ks. Radosław Warenda SCJ

Autor: ks. Radosław Warenda SCJ

Człowiek, chrześcijanin, sercanin, ksiądz. W takiej, a nie odwrotnej kolejności, choć to ostatnie przenika aż do początku. Dzieciństwo spędziłem w Sosnowcu, młodość zakonną w Stopnicy i Stadnikach. A pierwsze kapłańskie kroki w lubelskiej parafii Dobrego Pasterza i Społecznych Szkołach im. Klonowica, też w Lublinie.
Niegdyś studiowałem na Gregorianie, a później w latach 2011-2015 byłem redaktorem naczelnym „Czasu Serca”. Dziś pracuję w kurii generalnej w Rzymie.
Z zabranych ze sobą książek wziąłem wszystkie Tomáša Halíka.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *