Tak jak Chrystus kocha Kościół

Prawdę o nierozerwalności ważnie zawartego małżeństwa znajdziemy w Nowym Testamencie powtórzoną aż pięć razy. Dlaczego Bogu tak bardzo zależy na poważnym traktowaniu małżeńskiej przysięgi?

przymierze

Wydaje się, że życie chrześcijan i głoszenie Dobrej Nowiny byłyby zdecydowanie prostsze, gdyby nie wymóg tego, że zawarcie ponownego związku za życia współmałżonka jest grzechem ciężkim. Już apostołowie zauważają: „Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić” (Mt 19,10). Jezus jest jednak nieubłagany, a Jego nauczanie w tej kwestii klarowne. Temat powtórnych związków po rozwodzie czy nawet samego rozwodu stale powraca w nauczaniu ojców Kościoła. Również we współczesnej teologii to jedna z kwestii zapalnych.

Przyczyn tej jednoznaczności trzeba szukać w Starym Testamencie. Tutaj zarówno małżeństwo, jak i przymierze z Bogiem opisuje to samo hebrajskie słowo – berit. U proroków, a następnie w Pieśni nad pieśniami ta zbieżność staje się podstawą analogii, w której zestawione zostają relacje: Boga z Jego ludem oraz męża z żoną. Kiedy prorocy zapowiadają przyjście Mesjasza, używają obrazu zaślubin, a mówiąc dokładnie – uczty, także weselnej.

Nowy Testament

Pierwszego cudu dokonuje Jezus na weselu. To nie przypadek. Przemiana wody w wino nie stanowi przecież zachęty do upijania się, ale jest znakiem, że oto nadszedł czas prawdziwej radości, obfitej, wręcz przelewającej się, gdyż przyszedł Pan. Wesele w Kanie jest również zapowiedzią krzyża, na którym Chrystus zaślubi Kościół – Eklezję.

W przepowiadaniu Jezusa pojawia się kilkakrotnie opowieść o uczcie. Odnosi się On też wprost do uczty weselnej, jak choćby w przypowieści o pannach mądrych i głupich. W tych historiach wraca jak bumerang obraz zaślubin jako ostatecznego zjednoczenia z Bogiem.

Całość tych zapowiedzi domyka Apokalipsa, której ostatnie rozdziały, zawierające obraz ostatecznej szczęśliwości wybranych, zaczynają się od wizji Oblubienicy Baranka (zob. Ap 21). W interpretacji księgi wieczność stanowi wejście w pełnię relacji tak głębokiej, intymnej, wiernej i ścisłej, a jednocześnie opartej na trwałej decyzji, a więc wolności obu stron, jak w sytuacji małżeństwa.

Jeśli w Kościele brak będzie związków, które będą przykładami takiego przeżywania małżeństwa, zabraknie analogii pozwalającej na właściwe odczytanie obietnicy danej przez Chrystusa. Złożenie sobie nawzajem przed Bogiem i wspólnotą przysięgi małżeńskiej, a potem zerwanie jej przez trwanie w powtórnym związku, podważa nie tylko wartość wszelkich przysiąg i odbiera wagę słowu, ale również rodzi podejrzenie, że także Bóg nie jest wierny, to znaczy może nas zostawić i zbudować sobie lepsze przymierze z kimś innym. Tymczasem, jak pokazuje to historia Izraela, krzyż Chrystusa oraz dzieje Kościoła, Bóg pozostaje wierny człowiekowi bez względu na okoliczności.

życie domowe według św. Pawła

Jak w świetle Biblii budować związek, by nie zabrakło w nim miłości, dzięki której może on być trwały? Odpowiedź znajdujemy przede wszystkim w dwóch tekstach św. Pawła. Jest to słynny Hymn o miłości z 1 Listu do Koryntian (zob. 1 Kor 13) oraz fragment z Listu do Efezjan (Ef 5,21–33). Pierwszy opisuje precyzyjnie, co Ewangelia rozumie przez miłość, a więc dotyczy postawy osobistej. Drugi skupia się na relacjach między małżonkami i dlatego jemu przyjrzyjmy się uważniej.

Apostoł rozpoczyna od wezwania, aby żona i mąż byli sobie nawzajem poddani. W tamtych czasach brzmiało to co najmniej obrazoburczo. Oznaczało bowiem, że nie tylko kobieta ma być posłuszna mężowi, ale również on swojej żonie. Paweł dodaje przy tym: „w bojaźni Chrystusowej”. To wzajemne posłuszeństwo wynika zatem z tego, że oboje powinni być przede wszystkim posłuszni Bogu. Użyte tu słowo „bojaźń” oznacza nie tyle strach, co pełną szacunku i miłości postawę uznania swojej zależności. Fundamentem takiego związku jest zatem wzajemna żywa relacja każdego z małżonków i obojga naraz do Boga.

Autor listu stawia następnie wymaganie skierowane do żony, aby była poddana mężowi i to we wszystkim, gdyż jest on jej głową, jak Chrystus jest głową Kościoła. Gdyby pouczenie Pawła zakończyło się na tym stwierdzeniu, zarzucający mu niechęć do kobiet mieliby rację. Apostoł kontynuuje jednak i w większości poświęca swój tekst sprawie postawy mężczyzny w związku. Co więcej, te pouczenia znajdują się w centrum omawianego fragmentu, co zgodnie z zasadami retoryki hebrajskiej oznacza, że są ważniejsze niż te skierowane do kobiet. Paweł wymaga przede wszystkim od mężczyzn i są to bardzo wysokie wymagania.

Mąż ma kochać żonę tak, jak Chrystus kocha Kościół, to znaczy aż po ofiarę ze swojego życia. A ponieważ Pan pokochał nas zanim jeszcze byliśmy święci i nieskalani, czyli w naszej słabości i przejawiającej się w grzechu niechęci wobec Niego, mężczyzna winien również kochać swoją wybrankę bez względu na to, jaka ona jest.

Ma ją też kochać jak własne ciało. Głowa pozbawiona ciała umiera i jeśli nie troszczy się o nie, sama na tym cierpi. Wielokrotnie i na różne sposoby Paweł stara się zatem uzmysłowić mężom, że są oni związani z żonami w nierozerwalny sposób, a ich bycie głową w związku oznacza służbę, nie zaś autorytarną władzę. Kluczem do właściwej postawy jest bowiem miłość wobec kobiety, zgoda na poświęcenie, a nawet umieranie. Chodzi przecież o taką miłość, której przymioty wymienia apostoł w słynnym hymnie.

łaska

Zgodnie z zaleceniami św. Pawła żona ma zatem odnosić się do męża z czcią, poddać jego prowadzeniu. Najistotniejsze jest jednak, na ile to mąż upodobni się w swojej postawie wobec żony do Chrystusa. Ślepe posłuszeństwo kobiety wobec człowieka, który nie kieruje się miłością, to najkrótsza droga do katastrofy i Paweł nie ma co do tego złudzeń. Jest on przy tym przekonany, że tylko dom zbudowany na fundamencie zawierzenia z miłością ku Bogu może się rozwijać i być stabilny. Oznacza to, że bez Jego łaski ani żona nie jest zdolna do właściwego poddania się mężowi, ani on nie wypełnieni stawianych mu wymagań. Nie bez powodu przecież apostoł pisze o małżeństwie jako o wielkim misterium, szczególnie w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła, więc sami z siebie nie jesteśmy zdolni do wypełnienia tak wielki misji. Na szczęście dla Boga nie ma niczego niemożliwego. W tym nasza nadzieja.

Elżbieta Wiater

Autor: Elżbieta Wiater

Historyk, doktor teologii, pracuje jako redaktor w wydawnictwie Tyniec, publicystka związana z portalem deon.pl oraz christianistas.org. Autorka kilku książek. Mieszka w Krakowie.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *