Czynił znaki i cuda
Cze07

Czynił znaki i cuda

Znaki i cuda, które czynił Jezus, miały ludziom otworzyć oczy oraz pomóc im uwierzyć, że przyszedł do nich ktoś niezwykły; ktoś, na kogo od wieków czekali – obiecany Mesjasz. Jednakże chodziło o Mesjasza rozumianego nie tylko po ludzku jako wybawiciela Izraela z niewoli rzymskiej, ale jako prawdziwego Syna Bożego, który chce wybawić każdego człowieka z niewoli grzechu do stanu łaski, ze śmierci do życia wiecznego.

Boskie rapowanie
Kwi24

Boskie rapowanie

Będąc dziewięcioletnim chłopakiem, czyli w drugiej klasie podstawówki, zacząłem swoją przygodę ze złem od pierwszego papierosa. Starsi kumple nauczyli mnie, jak się zaciągać. W wieku 12 lat po raz pierwszy zapaliłem marihuanę i tutaj nastąpiła taka stagnacja do tego momentu, aż ukończyłem 17 lat. Przez pięć lat paliłem prawie codziennie.

Od grzechu do wiary… w Jezusa
Kwi19

Od grzechu do wiary… w Jezusa

Być może główną przeszkodą do nawrócenia jest ich przekonanie o własnej świętości, o tym, że swoimi uczynkami potrafią zasłużyć na niebo. Ilustracją tej postawy jest chociażby modlitwa zadowolonego z siebie faryzeusza, który dziękuje Bogu, że nie jest podobny do celnika, i chwali się swoją wiernością przepisom prawa: „Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam” (Łk 18,12).

Cud znad Wisły, czyli the perfect way is love
Mar25

Cud znad Wisły, czyli the perfect way is love

Wiara zdecydowanie pozwala mi zauważyć sens życia, w jego poszczególnych momentach i nawet z pewnej perspektywy. Gdy przyglądam się swojej przeszłości po nawróceniu: studiom politologicznym, zajęciom u Krzysztofa Zanussiego, potem studiowaniu filologii klasycznej, sześciomiesięcznemu stypendium i pobytowi w Indonezji, a następnie niby przypadkowemu trafieniu na studia do niemieckiego Fryburga, w którym po jednej z Mszy św. poznałem swoją dziewczynę Iwonę, nie mogę tego wszystkiego traktować jak przypadku.

Byłem zły, bo nikt we mnie nie widział dobra
Mar22

Byłem zły, bo nikt we mnie nie widział dobra

Panu Krzysztofowi spodobało się to, że s. Kazimiera nie była nachalna ze swoim nawracaniem, jedynie proponowała. Ich rozmowy budziły w nim ciekawość i wciąż nowe pytania o sens życia. Odpowiedzi na nie szukał głównie w Piśmie Świętym, jednak do wszystkiego dojrzewał stopniowo. Najpierw przerażała go grubość księgi, potem trudny język.