Nie taki churching straszny?
Lis13

Nie taki churching straszny?

Każdy program, który próbuje wyjść naprzeciw człowiekowi jest dobry. Tyle, że czasami kusi księży, żeby za wszelką cenę związać ludzi z parafią, a przecież powinno chodzić przede wszystkim o to, żeby doprowadzić ich do Jezusa.

Ducha świeckich nie gasić
Lis06

Ducha świeckich nie gasić

Myślę, że jeśli chodzi o obecną sytuację, to stanowi ona rezultat zaangażowania wielu pokoleń, a spora liczba istniejących obecnie grup parafialnych nie jest kwestią przypadku. Poszczególne wspólnoty rodziły się w związku z konkretnymi okolicznościami oraz zapotrzebowaniem mieszkańców. W moim przekonaniu są one pewnym owocem otwarcia wszystkich na Ducha Świętego.

Kościół… ale który?
Sie28

Kościół… ale który?

Jezus założył Kościół…, ale który? Czy wszystkie grupy religijne odwołujące się do osoby Jezusa Chrystusa i posługujące się tekstem Ewangelii można nazwać prawdziwymi Kościołami Jezusa Chrystusa i nie ma znaczenia, do której się należy? A może żadna dzisiejsza wspólnota nie zasługuje na to miano, bo prawdziwym Kościołem był tylko ten z pierwszych wieków?

Przyjdźcie do Mnie wszyscy
Gru28

Przyjdźcie do Mnie wszyscy

Dzieci w kościele to temat powodujący podziały. Mam wrażenie, że większość Polaków to specjaliści od wychowania, ocenianie zachowania nieswoich dzieci często bowiem przychodzi nam nader łatwo. Z jednej strony są ci, którzy chcieliby, aby dzieci w kościele były niejako malutką kopią dorosłych i tak samo jak my statecznie siedziały w ławkach oraz w milczeniu przysłuchiwały się temu, co dzieje się na ołtarzu.

Kościół śmierci i życia
Kwi15

Kościół śmierci i życia

Eugénie ma w sobie jakieś wewnętrzne światło i pokój. Przeszła długą drogę, tym dramatyczniejszą, że doskonale znała oprawcę swoich najbliższych. „Znam mordercę mojej matki, grywaliśmy razem, bawiliśmy się razem na piasku, był bardzo miłym chłopcem. Ale czas zabawy się skończył, świat się zmienił, Nsanganira zamordował moją matkę. Zamiast bawić się ze swoimi dziećmi, wziął haczkę do swej prawej ręki i zabił moją matkę, brata i przyjaciół” – to fragment jej książki, która sześć lat po ludobójstwie sprawiła, że zupełnie wbrew sobie przyjechała na chwilę do Rwandy.