Synod wciąż trwa

Toczymy grę o wysoką stawkę. O jej wyniku zadecyduje międzysynodalny rok. To czas podniesienia wielkiego rabanu o rodzinę. I codziennej modlitwy za rodzinę.

Już przedsynodalna debata, którą w mediach zdominował temat Komunii Świętej dla rozwodników będących w powtórnych związkach, zapowiadała, że na synodzie będzie gorąco. Rozpoczynając obrady, papież Franciszek poprosił ich uczestników o jedno: „Mówcie szczerze i pokornie słuchajcie”. Nikt się chyba jednak nie spodziewał aż takiej temperatury dyskusji. Miało się też nieodparte wrażenie, że na początku ojcowie synodalni sami nie wiedzieli, jaki cel przyświeca temu synodowi. Zdrowa i normalna rodzina zeszła na drugi, jeśli nawet nie trzeci lub czwarty plan, a skupiono się na kazusach specjalnych. Tak na pewno było przez pierwszy tydzień. Zdecydowaną cezurą synodalnej debaty stała się Relacja po dyskusji podsumowująca pierwszy tydzień obrad. Dokument zamiast pokazywać światu piękno i moc chrześcijańskich rodzin, na siłę doszukiwał się m.in. wartości w związkach homoseksualnych, mówiąc, że „są one wzorem wzajemnego wsparcia aż do poświęcenia” i „mają wiele walorów i przymiotów do zaoferowania wspólnocie chrześcijańskiej”, a konkubinaty ukazywał jako stopień na drodze do świętości, jednocześnie zupełnie zapominając o czymś takim jak grzech, a mówiąc o „obiektywnych przeszkodach” w przystępowaniu do sakramentów.

opuszczone rodziny

Mainstreamowe media obwieszczały rewolucję, a zwykłe, na co dzień starające się dobrze żyć rodziny ze zdumienia przecierały oczy, czując się piątym kołem u wozu. Mój redakcyjny kolega, wspaniały mąż i ojciec czworga dzieci ze smutkiem wyznał, że jest mu przykro. Na próżno doszukiwał się w synodalnej debacie choćby słowa wsparcia dla wielodzietnych rodzin, które stawiając czoła wielu trudnościom i codziennym wyrzeczeniom, starają się żyć zgodnie z Ewangelią. To uczucie opuszczenia towarzyszyło wielu rodzinom. Ktoś ze smutkiem zapytał, czy aby znaleźć się w sercu Kościoła, musi najpierw porzucić żonę… Paradoksalnie jednak jednostronna Relacja po dyskusji przyniosła pozytywny efekt. W synodalnej auli zawrzało jak nigdy wcześniej. Okazało się, że zdecydowana większość ojców synodalnych myśli zdrowo i nie zamierza poddać się naciskom małej, choć wpływowej grupki. W auli powiał inny wiatr. Tekst końcowy i orędzie synodu dają nadzieję, że zaplanowany na jesień przyszłego roku synod zwyczajny będzie mocniejszym i bardziej zdecydowanym głosem za chrześcijańskim modelem rodziny. Czy tak się stanie, zależy jednak również od samych rodzin. Ten międzysynodalny rok to czas rodziny i wszystkich ludzi, którym leży na sercu jej prawdziwe dobro. Synodalna debata pozwoliła bowiem zobaczyć, jak wielkim naciskom poddawany jest Kościół, byle tylko zechciał zapomnieć o prawdzie i odejść od nauki Chrystusa. I te naciski nie ustaną.

świadectwo rodziny

W synodzie uczestniczyło 13 rodzin z różnych kontynentów i to od ich świadectw zaczynała się każda z synodalnych sesji. Ich treść była w całości publikowana w sieci. I choć – jeśli chodzi o synodalną debatę – była to jedna upubliczniona rzecz, bo wystąpienia ojców synodalnych utajniono, to znalazła lichy oddźwięk. Nagłośniono jedynie wystąpienie Australijczyków, którzy opowiadali m.in. o swych przyjaciołach, których syn jest gejem, i trudnej decyzji wierzących rodziców, gdy postanowił przyjść na rodzinną, bożonarodzeniową kolację ze swym towarzyszem. Słowa matki: „To nasz syn” przetransponowano na Kościół, obwieszczając, że musi „szanować homoseksualistów”. Australijczycy mówili też o swej rozwiedzionej przyjaciółce, która choć żyje w ponownym związku, w każdą niedzielę chodzi z dziećmi do kościoła, „gdzie nie zawsze czuje się akceptowana”. W kontekście tego świadectwa „przyjęcie” i „miłosierdzie” prezentowano tak, jakby było to odkrycie nieznanych dotąd lądów w życiu Kościoła…

W synodalnych świadectwach wiele mówiono o małżeństwie i rodzinie jako codziennym budowaniu. Pięknym, ale zarazem trudnym. I o tym, że dla zbyt wielu par ślub jest już metą, a nie dopiero startem we wspólne życie. „Gdy rozmawiamy z młodymi, patrzą na nas z podziwem, ale jednocześnie nie wierzą, że uda im się stworzyć trwały i dobry związek” – podkreślało jedno z małżeństw. Wyraźnie mówiono też o znaczeniu seksualności. „Odkryliśmy, że małżeństwo jest sakramentem seksualnym, którego najwyższym wyrazem jest właśnie akt seksualny małżonków” – stwierdzili Romano i Mavis. „Jesteśmy przekonani, że dopóki małżeństwa nie zaczną przeżywać jedności seksualnej jako nieodłącznej części ich duchowości, to trudno im będzie docenić piękno takiego choćby nauczania, jak encyklika Humanae vitae. W tej dziedzinie życia małżeńskiego potrzeba nowego języka, który będzie przemawiał do ludzkich serc”. Z kolei o otwartości na życie mówili Olivier i Xristilla Roussy z Francji. Są małżeństwem od 20 lat i mają siedmioro dzieci. Po trzecim dziecku sięgnęli na kilka miesięcy po środki antykoncepcyjne. Miały one ulżyć Xristilli, przyniosły jednak odwrotne skutki. „Wygasło pożądanie i radość. Czuliśmy, że nie żyjemy w prawdzie. Nie byliśmy już zjednoczeni. Zrozumieliśmy, że zamknęliśmy Bogu drzwi do naszego życia małżeńskiego” – opowiadali państwo Roussy. Wyznali, że po tym przykrym doświadczeniu wrócili do metod naturalnych, które wydają się bardziej wymagające, ale lepiej sprzyjają pożyciu małżeńskiemu. Podkreślili również, że na tej metodzie można polegać. Przyznali jednak, że nie zawsze potrafili opanować namiętności i wtedy po dziewięciu miesiącach rodziło się dziecko. Z kolei Cynthia Campos z Filipin mówiła o tym, jak ważne jest zaufanie Bogu: „Kiedy oczekiwałam czwartego dziecka, lekarze nakłaniali mnie do aborcji. Zdiagnozowali u mnie cukrzycę i stan przedrzucawkowy. Mówili, że ciąża zagraża mojemu życiu i zdrowiu dziecka. Ja jednak urodziłam zdrową córeczkę”.

Z kolei Jeff i Alice Heinzen postawili sobie pytanie, komu oni zawdzięczają udane życie małżeńskie. Okazało się, że najwięcej własnym rodzicom, którzy co wieczór odmawiali z nimi pacierz, a w maju różaniec. „W ich codziennym życiu odkrywaliśmy Boży zamysł dla małżeństwa i rodziny” – mówiła Alice. Przyznała jednak, że dziś młodzi nie otrzymują już takiego wychowania. Nie mają doświadczenia udanego życia małżeńskiego swych rodziców. „To coś więcej niż tylko kryzys. Jak powiedział św. Jan Paweł II, «rola rodziców jako wychowawców jest tak ważna, że niemal nic nie jest w stanie naprawić ich zaniedbań»”. Zdaniem amerykańskiego małżeństwa taka sytuacja wymaga adekwatnej odpowiedzi ze strony Kościoła. Aktualne programy duszpasterskie są niewspółmierne do skali tego negatywnego zjawiska. Niezbędna jest nowa metodologia przekazu chrześcijańskiej wizji małżeństwa.

podniesiona poprzeczka

Odpowiedzią na kryzys musi być ewangelizacja. „W Brazylii mało ludzi wierzy w małżeństwo. Pary żyją bez ślubu, w konkubinacie. Małżeństwo odkładają na później. Jest to coraz bardziej powszechne. Dlatego zanim poprowadzimy jakąś parę przed ołtarz, trzeba ją zewangelizować, pokazać, czym jest sakrament. Aby zrozumieli, że małżeństwo to prawdziwy sakrament, a nie tylko związek dwojga osób” – podkreśla Arturo Zamberline. W tym kontekście kard. Lluís Martínez Sistach przypomina, że zbyt mało mówi się o tym, iż małżeństwo na całe życie jest możliwe. „Trzeba pamiętać o lepszym formowaniu młodego pokolenia do świadomego zawierania związku małżeńskiego. Musimy ich przygotować do wchodzenia w związek z przekonaniem, że dojrzała miłość prowadzi ich ku związkowi na całe życie, wiernemu i otwartemu na potomstwo. Potrzebne jest też świadectwo tych, którzy na tej drodze, trudnej, ale na pewno możliwej, wytrwali” – wskazał arcybiskup Barcelony. Zgodnie podkreślano, że dotychczasowy sposób przygotowania narzeczonych do małżeństwa wydaje się już nie na nasze czasy. Wielu, stając na ślubnym kobiercu, nie ma świadomości zawierania sakramentu. Liczy się tylko uroczystość o wyjątkowym klimacie. Stąd wnioski, by zdecydowanie podnieść poprzeczkę i nie bać się stawiać młodym wymagań, zarazem mocno weryfikując ich przedślubne motywacje. Może to znacznie zmniejszyć liczbę związków, które zostały zawarte nieważnie. Mocno wybrzmiał też postulat konieczności stałego towarzyszenia małżeństwu i rodzinie, a także dobrego przygotowania do tego księży oraz aktywniejszego włączenia w tę posługę ludzi świeckich. „Kiedy po 22 latach małżeństwa przeżywaliśmy kryzys, spotkaliśmy ludzi, którzy nas wsparli. Nie wiem, czy bez tej pomocy byśmy wytrwali. Dziś wspomagamy innych” – mówiło jedno z małżeństw zaproszonych na synod.

międzysynodalny rok

Szczera dyskusja jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Warto pamiętać, że gdy pomysłodawca synodów bł. Paweł VI rozpoczął dyskusję na temat środków antykoncepcyjnych, rozpętała się prawdziwa burza. Głosy biskupów były wtedy podzielone, można było się spodziewać daleko idących zmian… W końcu papież napisał Humanae vitae. Warto być ostrożnym w ferowaniu ostatecznych osądów. Trzeba za to naprawdę modlić się do Ducha Świętego, by wspierał ojców synodalnych. Spotkanie to nie jest bowiem poświęcone debacie nad pięknymi i oryginalnymi ideami czy dowodzeniu własnej inteligencji, ale szczerej trosce o rodzinę. Stąd trzeba nieustannego wpatrywania się nie w oczekiwania świata, a w Jezusa. Bez tego, jak stwierdził papież Franciszek, „można zniweczyć plany Boga wobec rodziny, która od samego początku należy integralnie do Jego planu miłości względem rodzaju ludzkiego”. W tym roku czeka nas ogromna praca. Bo każdy, komu leży na sercu dobro rodziny, musi na swym podwórku przygotować drugą część synodu. Już dziś toczy się walka o jego kształt i treść.

Beata Zajączkowska

Autor: Beata Zajączkowska

Dziennikarka Radia Watykańskiego, publicystka Gościa Niedzielnego. Współpracująca z portalami Wiara.pl i Stacja7.pl oraz Misyjnymi Drogami i Pastores. Pracując w sercu chrześcijaństwa u boku już trzeciego papieża fascynuje się odkrywaniem bogatej mozaiki Kościoła powszechnego. Zakochana po uszy w Afryce, gdzie kiedy tylko może ucieka. Czarny Ląd to dla niej bijące serce Kościoła, a przede wszystkim ląd gdzie ludzie relacje mają jeszcze znaczenie. Teren gdzie mimo nędzy, wojen i prześladowań można się uczyć radości życia i mocy wiary.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *