Stanisław  Kostka – czego święty dziwak uczy młodych?

„Towarzyszył mi w Rzymie, gdy byłem studentem (…). Prawie każdego dnia przychodziłem szukać u niego duchowego światła i pomocy” – tak wspominał św. Stanisława Kostkę, patrona młodzieży, Jana Paweł II. W tym roku obchodzimy 450. rocznicę jego śmierci. Czy pobożny młodzieniec z epoki renesansu przystaje do naszych czasów?

nieszczególny święty?

Zawsze miałam problem ze św. Staszkiem. Spotykałam się z nim na lekcjach religii lub w parafiach jego imienia, które przypadkowo odwiedzałam. Nie zwracałam na niego uwagi, bo czego mogłam się nauczyć od pobożnego nastolatka z XVI wieku, który chciał wstąpić do zakonu, ale ojciec mu nie pozwalał? A kiedy wreszcie mu się to udało, po kilku miesiącach zmarł, mając zaledwie 18 lat. Wokół niego nie działy się żadne wielkie cuda, nie był męczennikiem, nie napisał wielkiego dzieła. Jakie było zatem moje zdziwienie, kiedy rok 2018 liturgicznie dedykowano właśnie jemu. Okazało się ono jeszcze większe w momencie, kiedy odkryłam w nim młodego, prostego chłopaka z wyjątkowo głęboką relacją z Bogiem i niespotykaną często miłością do Maryi.

surowy i pobożny dom

Stanisław pochodził z bogatego szlacheckiego rodu Kostków z Rostkowa na Mazowszu od strony ojca i równie szanowanej rodziny Kryskich ze strony matki. Dla jego ojca, który przywiązywał dużą wagę do wykształcenia, a przy tym miał gwałtowny i burzliwy charakter, niezwykle ważne były dokonania i sukcesy synów. Paweł, brat Stanisława, na procesie beatyfikacyjnym o domu rodzinnym mówił tak: „Rodzice wychowali nas po katolicku, pouczając o dogmatach. Nie przyzwyczajali nas do przyjemności, postępując z nami surowo. Zaprawiali nas do modlitwy, uczciwości”.

dla kolegów dziwak

Do 14. roku życia Stanisław pobierał nauki w domu, potem razem z bratem Pawłem uczył się w renomowanym jezuickim gimnazjum w Wiedniu. Choć na początku nie radził sobie za dobrze, na trzecim roku był jednym z najlepszych uczniów. Wolny czas poświęcał książkom, modlitwie i kontemplacji, która często odbywała się w nocy. Ten młody chłopak sam sobie zadawał pokuty i się biczował. Świadkowie na procesie beatyfikacyjnym zeznawali, że Stanisław doznawał także ekstazy, co nie było zrozumiałe dla jego współlokatorów. Nie cieszył się sympatią kolegów, którzy uważali go za odmieńca, często naśmiewając się z niego, a nawet go bijąc. Jeden z nich po śmierci Stanisława ze łzami w oczach przyznał się, jak go kopał, gdy ten modlił się, leżąc krzyżem na podłodze.

odwiedziny św. Barbary i Maryi

Przebywając w Wiedniu, bardzo poważnie zachorował i właściwie był pewien, że umrze. Pragnął przyjąć Komunię Świętą, ale luterański właściciel stancji, na której mieszkał, nie pozwolił na to w swoim domu. W jego życiorysie czytamy, że wówczas sama św. Barbara – patronka dobrej śmierci, w asyście aniołów przyniosła mu wiatyk, czyli Komunię Świętą podawaną umierającemu. Później zjawiła się również Maryja z Dzieciątkiem, za przyczyną której wyzdrowiał. Od Niej też miał otrzymać polecenie wstąpienia do jezuitów.

przeciw wszystkim

Stanisław obiecał tak uczynić, ale do Towarzystwa Jezusowego w Wiedniu nie chcieli go przyjąć. Nie z powodów, które świadczyłyby o tym, że się do zakonu nie nadaje, ale z racji braku zgody rodziców, a bez takowej nie mógł dołączyć do jezuitów. Pragnienie wstąpienia do zakonu było w nim jednak na tyle mocne, że postanowił wyruszyć w poszukiwaniu innego dostępu do klasztoru. Sam, wbrew woli rodziców, rodzeństwa i znajomych, uciekł do Rzymu przez Augsburg i Dylingę, przemierzając drogę głównie pieszo.

pogoń za nieposłusznym bratem

Po drodze przeżył wiele niezwykłych wydarzeń. Niektóre z nich sam opisał w listach do przyjaciela z Wiednia. Pewnego razu, kiedy zszedł do źródła zaczerpnąć wody, usłyszał głos kopyt końskich. „Podnoszę się i przyglądam jeźdźcowi. To mój brat, Paweł. Koń w pianie, twarz brata rozpalona bardziej niż słońce. Możesz sobie wyobrazić, mój Erneście, w jakim musiałem być wtedy strachu, nie mając możności ucieczki. Stanąłem dla nabrania sił i pierwszy zbliżając się do jeźdźca, proszę jako pielgrzym o jałmużnę. Zaczął dopytywać się o swojego brata. Zwrócił uwagę, że był podobny do mnie. Odpowiedziałem, że nad ranem tędy przechodził. Na to on, nie tracąc chwili, spiął ostrogami konia i rzuciwszy mi pieniądz, popędził w dalszą drogę. Podziękowałem Najświętszej Pannie, Matce mej, i by uniknąć następnej pogoni, skryłem się do pobliskiej groty, gdzie przeczekawszy trochę, puściłem się w dalszą podróż”.

stworzony do wyższych rzeczy

Po dotarciu do Rzymu, dzięki św. Piotrowi Kanizjuszowi, od którego otrzymał list polecający, jezuici przyjęli Stanisława do nowicjatu. Jego ojciec wciąż nie dawał za wygraną, strasząc syna więzieniem, a nawet odgrażając się przełożonym. Ten jednak wiedział, że „do wyższych rzeczy jest stworzony i dla nich winien żyć”. Jego bliskość z Bogiem była niezwykła, a posłuszeństwo Bożej woli w pełni dojrzałe. W 1568 roku złożył śluby zakonne. Podczas konferencji dla nowicjuszy prowincjał niemiecki pouczał, że tak należy spędzić każdy miesiąc, jakby był ostatnim w życiu. Te słowa tak mocno poruszyły serce Kostki, że pewnym głosem wyznał: „Umrę jeszcze w tym miesiącu”.

śmierć

Kilka dni przed świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Stanisław zastanawiał się głośno przy swoich kolegach nad tym, jak pięknie ten dzień muszą obchodzić święci i aniołowie. We wspomnienie św. Wawrzyńca, które przypada 10 sierpnia, modlił się o łaskę śmierci w święto Wniebowzięcia. Jeszcze tego samego dnia źle się poczuł, a w kolejnych miał wysoką gorączkę. O północy 15 sierpnia odszedł do Pana, a chwilę wcześniej oznajmił, że widzi wychodzącą mu na przeciw Maryję ze świętymi. Umarł niepostrzeżenie, pełen pokoju i pewności, że idzie prosto w ramiona Boga.

kult

Wieść o śmierci niezwykłego młodzieńca z Polski szybko obiegła Rzym i wszystkie domy jezuitów. W tym czasie Paweł, który nieświadomy jeszcze, co się stało, przyjechał do Rzymu, aby nakłonić brata do powrotu, był świadkiem rozchodzącej się sławy świętości Stanisława. Kiedy po dwóch latach od uzyskania pozwolenia współbracia otworzyli grób, aby zabrać ze sobą jego relikwie, okazało się, że ciało Stanisława nie zostało dotknięte rozkładem. W 1606 roku papież Paweł V ogłosił go błogosławionym, a w 1726 Benedykt XIII świętym. Nastolatek został także jednym z głównych opiekunów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litwy, ale przede wszystkim patronuje do dzisiaj młodzieży, studentom i nowicjuszom.

Autor: Ewelina Słomka

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *