Ślub nie jest magiczną różdżką

O tym, czy istnieje klucz do szczęśliwego związku, w rozmowie z Pauliną Smoroń opowiadają Marta i Marek Babik, małżeństwo z 25-letnim stażem, które od kilkunastu lat prowadzi warsztaty komunikacji małżeńskiej oraz kursy przedmałżeńskie dla narzeczonych.

Czy para, która przed ślubem ciągle się kłóci, ma szansę na udane małżeństwo?

Marek: Zależy, jak się kłóci i o co. Jeżeli w trakcie sprzeczki wypowiadane są bardzo ostre słowa, które już na całe życie mogą zostać w pamięci, to może być niebezpieczne. Jeśli narzeczeni kłócą się o rozrzucone buty, muszą wiedzieć, że całe życie będą się droczyć o takie drobnostki. Gdy zaś podstawą kłótni jest kwestia światopoglądu, systemu wartości, należy się zastanowić, czy ślub to dobry pomysł.

Marta: Źle jest, gdy młodzi przed ślubem w ogóle się nie kłócą, bo to oznacza, że są oni na etapie mocnego zauroczenia i wielu rzeczy nie dostrzegają. Nie są w stanie racjonalnie spojrzeć na to, co ich łączy. Nie ma możliwości, że dwie różne osoby, które chcą być ze sobą, nie odkrywają w sobie wzajemnych różnic. Takie pary po prostu nie istnieją, a jeśli ktoś tak uważa, to zapewne wkrótce odkryje, że tak nie jest.

Czym jest kłótnia?

Marta: Zazwyczaj kojarzy nam się ona z niekontrolowanym wybuchem emocji, podczas którego rzuca się mocnymi słowami czy trzaska drzwiami. To zatem taki raniący sposób bycia z drugą osobą.

Awantury mają miejsce nawet pomiędzy kochającymi się małżonkami. Dlaczego?

Marek: Najczęściej idzie o drobiazgi, które tak rozkręcają emocje, że ludzie już nie pamiętają, o co się kłócą, ale są w danym momencie przekonani, że się nienawidzą. Później się okazuje, że chodziło o nieumyty widelec. Ale to nie wszystko. Bywa też tak, że nie dostrzega się potrzeb drugiej osoby albo narzuca jej własne rozwiązania. Inne, książkowe przyczyny konfliktów, to pieniądze, dzieci, sprawy wychowawcze i teściowie.

Marta: Kiedy zapyta się małżonków czy narzeczonych, o co się kłócą, odpowiadają najczęściej, że o rację. Dopóki obojga nie uda się przekonać, że każde z nich ma własną rację, bo po prostu z innej strony patrzy na rzeczywistość, bardzo trudno wyprowadzić ich z tego konfliktu.

Zapewne często spotykacie się z przekonaniem, że po ślubie będzie lepiej i konflikty znikną. Czy ślub może uzdrowić związek?

Marek: Ślub niczego nie zmieni.

A małżeństwo?

Marek: W nim można zmieniać siebie. Samo zawarcie małżeństwa jest daniem słowa drugiej osobie, ale nie powoduje cudownych zmian. Ślub – nawet kościelny – nie jest czarodziejską różdżką.

Marta: Jeżeli przed ślubem widzimy, że gdzieś jest problem i słyszymy to od innych ludzi, warto potraktować sprawę poważnie. Nie znaczy to, że nie należy brać ślubu, ale to sygnał, że on tego problemu nie rozwiąże. Z całą pewnością problem urośnie po ślubie jeszcze bardziej. Jeśli narzeczeni dostrzegają, że coś nie gra, powinni się zatrzymać nad tym problemem i go rozwiązać, a dopiero później iść dalej i być może wziąć ślub.

Jaki jest klucz do udanego związku?

Marek: Szaleństwo! Trzeba być szalonym. A tak na poważnie, nie ma jednego klucza.

Marta: Z pewnością pomocna jest udana, konstruktywna komunikacja, czyli uczenie się rozmawiania, bycia ze sobą i tworzenia satysfakcjonującej relacji.

Marek: Często powtarzamy na warsztatach, że głównym czynnikiem trzymającym obecnie ludzi ze sobą jest dobra relacja. Aby jednak stworzyć udany związek, trzeba ze sobą być, rozmawiać, interesować się sobą, a przy tym uwzględniać wolność i inność drugiej osoby.

Zapewne trudno wprowadza się to w życie?

Marek: Bardzo trudno uświadomić ludziom to, że komunikacja jest ważna. Ale gdy już się w to wejdzie, czeka nas długi proces uczenia się.

Marta: Myślę, że bardzo ważne jest już samo uświadomienie sobie, że komunikaty, które wysyłam, są niewłaściwe. Dzięki temu nie obwiniam innych, że mnie nie rozumieją czy też ranią, ale wiem, że być może przyczyna leży w moich komunikatach. To już jest wielki sukces.

Marek: Później przychodzi czas na kolejny krok. Pierwszy etap – mówiąc krótko – można opisać: „Nie wiem i nie umiem”. Z kolei przychodzi moment na: „Wiem, że nie umiem”, a dopiero następnie: „Umiem i już się nad tym nie zastanawiam”.

Marta: Trzeba też dodać, że bardzo wiele zależy od środowiska, z jakiego wyszliśmy. Jeśli wychowywaliśmy się w rodzinie, w której rodzice w miarę prawidłowo się komunikują, człowiek dostaje na start ogromny kapitał na życie. Niestety równie mocno utrwalają się w nim zachowania raniące.

Czy możecie powiedzieć o sobie, że wiecie, jak się ze sobą komunikować?

Marek: Ciągle to odkrywamy. Mamy ogromną satysfakcję, gdy udaje się nam spokojnie wychodzić z trudnych sytuacji. Również to, że prowadzimy warsztaty komunikacji, pozwala nam nie zapomnieć tego, co istotne. Wielu narzeczonych, którzy przychodzą na spotkania z nami, słuchają, rozumieją, jednak kiedy nie wracają do tej wiedzy, po prostu o wszystkim zapominają.

Marta: Mam poczucie życia w związku, w którym jest bardzo dobrze. Oznacza to, że chce mi się wracać do domu, czasami nie mogę się doczekać, kiedy wróci mój mąż i coś ze mną omówi. Mam ochotę jeździć z nim w dalekie podróże, bo wiem, że będzie ciekawie.

W jaki sposób w związku nie walczyć o „swoje”, tylko o „nasze”?

Marek: Trzeba walczyć o swoje i z tego wyjdzie „nasze”. Efekt „my” rodzi się zarówno z działania „mojego”, jak i „twojego”.

Marta: Dlatego właśnie w rozmowie trzeba szukać wyjścia, które zaakceptują obie strony.

Marek: I wcale nie musi być przy tym tak, że ja się z tym czy tamtym w pełni identyfikuję. Mam jednak w sobie zgodę na coś „naszego”.

Czy zatem „nasze” oznacza kompromis?

Marta: Tak, to jest kompromis w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Chodzi o to, że wspólnie wypracowujemy rozwiązanie, które oboje przyjmujemy.

Marek: To kompromis, który nie oznacza rezygnacji, ale szukanie wspólnego wyjścia. Oczywiście nie zawsze się tak da.

W jednej ze swoich książek piszecie o „zgniłym kompromisie”. Co to takiego?

Marta: „Zgniły” kompromis to rezygnacja z siebie, własnych potrzeb, marzeń, pragnień, co sprawia, że zaczynamy z tego powodu cierpieć. To zazwyczaj nakręca konflikty, bo wzmacnia w nas przekonanie, że żyjemy w nieszczęśliwym związku, a ta druga osoba nas nie kocha. Zdrowy kompromis polega na tym, że mamy świadomość tego, co się nam podoba i czego potrzebujemy, ale wiemy, że to samo dotyczy tej drugiej osoby. W związku z tym chcemy ją wysłuchać, a następnie jesteśmy gotowi do uwzględnienia wzajemnych pragnień oraz wypracowania wizji, która będzie nasza.

Marek: Czasem taka rozmowa o potrzebach pozwala wypracować rozwiązanie, na które żadna ze stron sama by nie wpadła.

Marta: Kiedy jest w nas otwartość na drugą osobę, zauważamy, że nie zawsze musi być tak, jak ja chcę, bo rozwiązanie drugiej strony może być po prostu lepsze. Myślę jednak, że to, co blokuje ludzi w rozmowach, to nadawanie takim sytuacjom znaczenia, że coś jest dobre albo złe. To już ma wydźwięk oceny moralnej. Właściwiej w takich okolicznościach ocenić, że coś mniej lub bardziej pasuje do naszej sytuacji, lepiej odpowiada moim potrzebom czy też możliwościom finansowym.

Marek: Można pomyśleć, że to tylko zabawa słowem, ale ona bardzo rzutuje na późniejsze myślenie.

Jak zrodziła się w Was idea doradzania innym?

Marek: Zaczęło się od tego, że nie radziliśmy sobie z dziećmi i poszliśmy na warsztaty komunikacji, które znalazła moja żona. Później sami zrobiliśmy uprawnienia do prowadzenia takich spotkań, a pierwszymi były kursy dla nauczycieli. Pracując w Wydziale Duszpasterstwa Rodzin, zaczęliśmy zwracać uwagę na to, że na kursach przedmałżeńskich nie ma czasu, aby nauczyć narzeczonych naturalnych metod planowania rodziny czy zasad związanych z komunikacją. Wyszliśmy wtedy z propozycją, aby dla chętnych zorganizować spotkania, na których poruszaliśmy właśnie te tematy…

Marta: …i odkryliśmy w tym pasję, która zaczęła nas cieszyć.

O czym mówicie na prowadzonych przez Was spotkaniach?

Marek: Na warsztatach dla narzeczonych realizujemy trzy główne części: pierwsza dotyczy emocji, druga komunikatów empatycznych, a trzecia dotyka tematu pochwał.

Marta: W porównaniu z nimi warsztaty komunikacji są rozbudowane o wiele różnych rodzajów komunikatów. Na to potrzeba jednak sporo czasu i najlepiej sprawdzają się tu rekolekcje albo dłuższe wyjazdy wakacyjne. Dobrze jest się wtedy spotkać kilka razy, później trenować i sprawdzić, jak zdobyta wiedza wygląda w praktyce, a następnie znów się zobaczyć, żeby to omówić. To wszystko ma formę warsztatów grupowych. Prowadzimy również indywidualne poradnictwo dla małżonków.

Jak zapisać się na takie warsztaty?

Marek: Zachęcamy do wejścia na stronę www.strefarodziny.eu – tam jest do nas kontakt.

Avatar

Author: Paulina Smoroń

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.