Sakrament umocnienia

W tym roku córka chrzestna mojej znajomej przyjmowała bierzmowanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego – w końcu jest już w szkole średniej – gdyby nie data, jaką wyznaczono na sprawowanie tego sakramentu. Otóż była to… środa w Wielkim Tygodniu. Dzień, kiedy tradycyjnie czyta się Ewangelię o zdradzie Judasza. Rodzi się więc pytanie, czy w przypadku tej grupy kandydatów słowo to było ostrzeżeniem czy proroctwem – w końcu sakrament ten bywa nazywany uroczystym pożegnaniem z Kościołem. A czym jest w istocie?

umocnienie

Jego polska nazwa pochodzi od poprzecznej belki wzmacniającej strop – bierzma. Można ją zobaczyć w dawnych wnętrzach lub tradycyjnych góralskich chatach; często jest bogato zdobiona, a czasem nawet pojawia się w jej centrum motyw krzyża. Jest jak poprzeczna cezura na długich belkach, z których składa się sufit.

Podobnie przyjęcie bierzmowania ma być momentem potwierdzenia i wzmocnienia (to zresztą oznacza jego łacińska nazwa confirmatio) decyzji o pójściu za Jezusem. Do nas należy potwierdzenie, a Duch, który na nas zstępuje, tę decyzję wzmacnia. On jest Mocą z wysoka, Tym, dzięki któremu nie jesteśmy sierotami, bo Jego obecność w naszych sercach czyni nas dziećmi Boga.

znaki i słowa

Jak na każdy sakrament, tak i na bierzmowanie składa się materia i forma, czyli słowo. Kiedy biskup go udziela, najpierw nakłada na głowę kandydata ręce, a potem namaszcza jego czoło krzyżmem (specjalnym olejem poświęconym w Wielki Czwartek), czyniąc na nim znak krzyża i wypowiadając słowa: „N., przyjmij znamię daru Ducha Świętego”. W tej formie kryje się całe bogactwo treści.

gest

O nałożeniu rąk czytamy już w Dziejach Apostolskich: „Kiedy Apostołowie w Jerozolimie dowiedzieli się, że Samaria przyjęła słowo Boże, wysłali do niej Piotra i Jana, którzy przyszli i modlili się za nich, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy więc (Apostołowie) wkładali na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego” (Dz 8,14–17). Ten krótki fragment przekazuje nam kilka ważnych informacji. Po pierwsze, sam chrzest nie wystarczy do osiągnięcia pełni chrześcijańskiego wtajemniczenia – trzeba jeszcze szczególnego napełnienia Duchem Świętym. Po drugie, szafarzami tego daru są apostołowie, a obecnie ich następcy, czyli biskupi. Wreszcie po trzecie, z udzielaniem tego sakramentu związany jest gest nałożenia rąk. W Starym Testamencie był to gest błogosławieństwa, ale też utożsamienia się tego, kto nakłada ręce z tym, na kogo one są nakładane, również przekazania posiadanej władzy. Znak ten jest wzmacniany i wyjaśniany przez namaszczenie, które należy do istoty obrzędu sakramentalnego.

wybrani do służby

Namaszczenie związane jest z wyborem i przeznaczeniem namaszczanego do jakiejś znaczącej funkcji: posła, kapłana, króla, proroka. Osoba naznaczona krzyżmem staje się kimś posłanym przez Boga i Jemu służy. Można się oburzać, że zostajemy sprowadzeni do roli służącego, że to odbiera nam wolność. Jednak za tym gestem kryje się po prostu prawda o naszej kondycji życiowej. Rewelacyjnie śpiewa o tym Bob Dylan, a w polskiej wersji jego utworu Mate.O: „Może to być diabeł lub może być Bóg, zawsze jednak musisz komuś służyć”.

Jesteśmy zbyt słabi, żebyśmy byli zdolni do autonomii, zawsze ktoś lub coś stoi w centrum naszego życia i nim rządzi. Jak powiedział w jednej ze swoich konferencji bp Barron, bierzmowanie jest odwróceniem się od kogoś, by zwrócić się ku Komuś innemu. Nie da się służyć dwóm panom, bo ich polecenia są sprzeczne. Nie da się też uciec od decyzji, bo nawet jej brak jest już jakimś wyborem. Wybierając Boga, mamy gwarancję, że nasz Pan będzie nad nami czuwał i ostatecznie da nam zbawienie. Co więcej, jeśli pozostaniemy wierni Jego służbie, w dniu paruzji każe nam zasiąść przy weselnym stole i sam będzie nam usługiwał (zob. Łk 12,37).

Namaszczenie dotyczyło również chorych i słabych. Chodziło o to, by ich uzdrowić i wzmocnić. Duch Święty tak samo działa w sercu bierzmowanego: uzdrawia je i umacnia. Co więcej – przynosi też wewnętrzny pokój i mądrość. I posyła do konkretnego zadania w Kościele i świecie, a przede wszystkim daje nam zdolność dawania świadectwa. W teologii mówi się, że zapytać kogoś, czy chce przyjąć bierzmowanie, to tak naprawdę spytać, czy chce zostać męczennikiem. Czy jest gotów oddać swoje życie, by świadczyć o Chrystusie. Może to oznaczać podjęcie codziennego wysiłku życia zgodnie z Ewangelią, a może oznaczać gotowość na to, że ktoś nas zabije, jeśli pozostaniemy wierni Jezusowi.

słowo

W formule słownej pojawia się słowo „znamię”. Oznacza ono, że na osobie bierzmowanej zostaje odciśnięty już na zawsze znak przynależności do Boga i nie można przyjąć tego sakramentu powtórnie. Znak ten jest dla nas obroną w sferze duchowej, a w relacjach z innymi ludźmi zobowiązuje do życia w taki sposób, by inni patrząc na nas, odnajdywali w naszych twarzach i sposobie bycia Bożą obecność. Jak napisałam wyżej, jesteśmy dziećmi Boga, a to oznacza, że mamy nieskończoną godność i powinniśmy żyć w sposób, który jej odpowiada.

Nie oznacza to, że mamy się wcisnąć w sztywny gorset jakiejś etykiety. Raczej jest dokładnie odwrotnie: łaska i dary Ducha sprawiają, że stajemy się po Bożemu nieprzewidywalni – w końcu Duch jest tym, który nie wiadomo skąd przychodzi i dokąd podąża. Jedno jest tylko pewne w Jego przypadku – zawsze obdarza wiarą, nadzieją i miłością. Przynosi szczęście.

prezenty

W chwili otrzymania bierzmowania każdy z nas zostaje też obdarzony jakimś konkretnym charyzmatem, czyli talentem, którym ma służyć w Kościele. Mogą to być dary nadzwyczajne, jak charyzmat uzdrawiania czy prorokowania, a mogą być te najzwyczajniejsze: bycia dobrym rodzicem, współodczuwania z ubogimi i słabymi, modlitwy wstawienniczej. Najważniejsze, żeby pamiętać, że one nie są dane nam dla podbudowania naszego poczucia wartości. Mamy tymi darami posługiwać. Dla nas samych jest przeznaczona wielka siódemka, czyli dary Ducha Świętego: mądrości, umiejętności, rozumu, rady, męstwa, pobożności i bojaźni Bożej. W każdym pracują inaczej, ale wszystkich nas prowadzą do jednego celu: do świętości.

 

 

Elżbieta Wiater

Autor: Elżbieta Wiater

Historyk, doktor teologii, pracuje jako redaktor w wydawnictwie Tyniec, publicystka związana z portalem deon.pl oraz christianistas.org. Autorka kilku książek. Mieszka w Krakowie.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *