Przyjdźcie do Mnie wszyscy

 

Kościół jako miejsce publiczne rządzi się swoimi prawami. W tym miejscu oczekuje się od nas takiego, a nie innego zachowania. Dobrze jest wiedzieć, kiedy stać, kiedy siedzieć, a kiedy klęczeć. Podczas liturgii słowa słuchać w głębokim zamyśleniu, podczas śpiewu śpiewać z głębi serca, z największą życzliwością przekazywać znak pokoju. Co jednak z tymi, którzy nie dostosowują się do powyższych reguł? Czy jest dla niech miejsce w kościele?

jesteśmy tacy różni

Nie widzę w moim kościele osób niepełnosprawnych, upośledzonych, zmagających się z widoczną dysfunkcją. Czy jest to jedynie specyfika mojego miejsca zamieszkania, czy jednak w innych polskich parafiach również można dostrzec ten sam brak? Miałam zaszczyt swego czasu pracować z dziećmi autystycznymi i wspierać ich rodziców. Nawet głęboko wierzący rodzice mieli znaczny problem, żeby zabierać swoje dzieci na niedzielną Eucharystię. Jedne przeszkody dotyczyły tego, co zewnętrzne. Dzieci autystyczne mogą źle czuć się w towarzystwie kościelnych organów, dymu kadzidła, czasem przeszkadza im po prostu duża liczba nieznanych osób. Bywa jednak i tak, że odnajdują się one w kościele na swój sposób, ale nam trudno odnaleźć się w ich towarzystwie. Bo zachowują się inaczej niż my, inaczej niż nakazuje etykieta tego miejsca. I nie znaczy to bynajmniej, że są źle wychowane lub też że nie szanują miejsca świętego. Rodzice noszą na sobie podwójny ciężar – martwią się o to, by ich dziecko zaakceptowało wspólnotę Kościoła i o to, by ono samo, a wraz z nim i oni, zostali zaakceptowani. Niestety dużo osób przegrywa wewnętrzne zmagania i uczęszcza na Msze Święte bez dziecka lub też przestaje uczestniczyć w życiu Kościoła.

Nieświadomie wykluczamy z naszej wspólnoty tych najsłabszych, nie stwarzając im warunków do bycia z nami. Inność spotyka się z milczącymi spojrzeniami i zakamuflowaną obserwacją. Czasem z grymasem niezadowolenia lub dosadnym komentarzem. Boimy się tego, co inne, niezrozumiałe, nieobliczalne. A taka często jest niepełnosprawność. O ile jednak jesteśmy ubożsi, nie spotykając się z nią w kościelnych ławach. To, co wymagające powinno otwierać nasze serca. Osoby niepełnosprawne mają nam do ofiarowania niezwykłe bogactwo, wskazując na to, co najważniejsze. Jakże ubogie są wspólnoty parafialne, w których osoby z trudnościami zamykają się w przysłowiowych czterech ścianach własnych mieszkań i nawet w kościele nie znajdują zrozumienia.

Msza Święta pełna dzieci

Dzieci w kościele to temat powodujący podziały. Mam wrażenie, że większość Polaków to specjaliści od wychowania, ocenianie zachowania nieswoich dzieci często bowiem przychodzi nam nader łatwo. Z jednej strony są ci, którzy chcieliby, aby dzieci w kościele były niejako malutką kopią dorosłych i tak samo jak my statecznie siedziały w ławkach oraz w milczeniu przysłuchiwały się temu, co dzieje się na ołtarzu. Dorośli, którzy w ten sposób myślą, dopuszczają niewielkie odstępstwa od właściwego zachowania – w głowie nie mieści im się np. spacerowanie małego człowieka po całym kościele. Z drugiej strony mamy osoby, które postulują zgodę na swobodniejsze zachowanie dzieci w kościele, pozwalając im na przemierzanie świątyni wzdłuż i wszerz, wspinanie się na ławki, dotykanie, poznawanie itd. Czy pozwalają na wszystko? Nie, zapewne będą przeciwni bieganiu, zbytniemu hałasowaniu, powstrzymają też dziecko przed wchodzeniem podczas Mszy Świętej do prezbiterium.

Mamy różne poglądy i bardzo różną tolerancję na zachowanie dziecka. Zbyt często też naklejamy etykiety, nazywając dane zachowanie grzecznym lub niegrzecznym. Przypisujemy dziecku złe intencje, podczas gdy ono po prostu poznaje świat. Wymagania względem dziecka wzrastają wraz z jego wiekiem. Kilkuletni człowiek ma już znacznie dojrzalszą konstrukcję psychiczną niż roczniak lub dwulatek. Jak wprowadzać te najmniejsze dzieci we wspólnotę Kościoła? W jaki sposób kształtować ich pierwsze doświadczenia z Eucharystią, modlitwą, sferą sacrum? Msza Święta bez dzieci jest wygodna. Msza Święta z ciekawym świata dwulatkiem, który chce wszystkiego dotknąć, wszędzie wejść i wszystko poznawać, to już zupełnie inne doświadczenie.

przyjdźcie do Mnie wszyscy

Myślę, że warto na całą sytuację spojrzeć z perspektywy dziecka lub też osoby zmagającej się z pewną trudnością rozwojową. Małe dziecko nie jest stworzone do siedzenia i słuchania. Ono musi być w ruchu, musi działać. Małe dziecko całym sobą poznaje świat. Rodzice oczywiście wyznaczają temu poznawaniu pewne granice, nie mogą być one jednak zbyt sztywne. Dziecko, które na każdym kroku słyszy „nie wolno”, przeżywa zbyt dużo frustracji, z którymi nie potrafi sobie poradzić, a jego potrzeby rozwojowe nie zostają zaspokojone. Dziecko, które doświadcza świata, poznając go tak jak chce, uczy się, że świat jest miejscem przyjaznym, a jego działanie czymś dobrym. Dlaczego kościół miałby być dla swoich najmłodszych członków miejscem niezliczonych zakazów? Takie podejście może sprawić, że w młodym człowieku zostanie zahamowana naturalna chęć poznawania tego, co Boże. Bycie na Mszy Świętej będzie kojarzyło się z czymś trudnym i nieprzyjemnym. Nie jest to najlepszy start do wejścia na drogę wiary. Podobnie sprawa wygląda z punktu widzenia osoby niepełnosprawnej. Czy ceną za wspólne bycie z nami na Eucharystii musi być próba stania się niewidzialnym? Czy jako dorośli nie jesteśmy w stanie zaakceptować dziwnych, może czasem wymagających cierpliwości, lecz nie wyrządzających nikomu szkody zachowań chorych dzieci?

Uczmy się siebie nawzajem. Nie oceniajmy, lecz starajmy się zrozumieć i pomóc. Otwórzmy nasze wspólnoty na tych najmniejszych, najsłabszych, wymagających naszej opieki i towarzyszenia. Doceńmy trud rodzica, który przychodzi na Eucharystię z dzieckiem. Bądźmy dumni z tych rodzin, które wspólnie celebrują niedzielną Mszę Świętą. Co jest ważniejsze w kościele – komfort czy tworzenie wspólnoty?

Aneta Pisarczyk

Autor: Aneta Pisarczyk

Żona Jacka i mama rocznej Zosi. Wciąż od nowa nawracająca się chrześcijanka. Z zawodu i zamiłowania psycholog. Najważniejsze dla mnie to codzienne i wierne wypełnianie swojego powołania. Radość odnajduję w tym, co najprostsze i zarazem najpiękniejsze. Uwielbiam odkrywać dobro w samej sobie, moich bliskich, a także tych których spotykam na swojej zawodowej drodze. Uważam, że każdy z nas posiada w sobie niezwykłe bogactwo i potencjał. Moje bycie psychologiem rozumiem jako pomoc w wydobywaniu go na światło dzienne. Pasjonuje mnie psychologia relacji i bliskich związków. Od czasu urodzenia córki mocniej zainteresowałam się także rozwojem małego człowieka. Odpoczywam spędzając czas z moją rodziną i przyjaciółmi, najchętniej w towarzystwie natury oraz kubka dobrej kawy.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *