Przed ślubem – razem czy osobno?

Młode osoby coraz częściej decydują się na wspólne mieszkanie przed ślubem. Taka sytuacja wsiąknęła głęboko w świadomość społeczeństwa i wydaje się być już normą, a ludzie, którzy postępują inaczej, postrzegani są jako dziwacy i wytykani palcami. Doszło do tego, że dokonując na przykład rezerwacji sali na wesele, narzeczeństwo ma podać w dokumentacji imiona, nazwiska oraz wspólny adres zamieszkania. Stanowiska wobec mieszkania razem przed ślubem są rozmaite. Spróbujmy się im przyjrzeć. Co ważne, każda z rozmówczyń deklaruje się jako osoba wierząca. Ich zwierzenia zebrała Karolina Zuber.

jestem na „tak”

Przecież nie można wziąć „kota w worku” – twierdzi Magdalena (l. 21), która od dwóch lat żyje ze swoim chłopakiem pod jednym dachem.

Co mają zrobić młodzi, którzy widzą, że nie potrafią się dogadać? Czy uda im się to dopiero po ślubie? Wtedy jest problem, rozczarowanie i szybki rozwód. Nigdy nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Uważam, że trzeba zamieszkać ze sobą wcześniej, żeby zdecydować, czy właśnie ta osoba jest odpowiednia. Dopiero wtedy można stwierdzić, że chce się z nią spędzić resztę życia.

U nas każda doba wygląda jak prawdziwe życie. Budzimy się obok siebie, wspólnie robimy śniadanie, wychodzimy do pracy, wracamy wieczorem i idziemy spać. Przed snem często rozmawiamy o tym, co wydarzyło się danego dnia. Nasze zarobki pokrywają koszty wynajmu mieszkania, zakupu potrzebnych rzeczy, a przy tym odkładamy regularnie na przyszłość – wesele, podróże, własny dom. Ślub będzie dodatkiem, bo już teraz jesteśmy razem, kochamy się, korzystamy z życia i bliskości. Wiele naszych znajomych par stwierdziło, że nie potrzebują „papierka”, żeby żyć ze sobą. Jestem osobą wierzącą i chciałabym stanąć w przyszłości przy ołtarzu i powiedzieć sakramentalne „tak”. Jednak nie wyobrażam sobie obecnie życia na odległość, w którym spotykałabym się z moim partnerem jedynie na kilka godzin i to w dodatku nie codziennie. Nie po to kocha się drugą osobę, aby żyć z dala od niej.

Czy zmieni się coś w naszym wspólnym życiu po ślubie? Myślę, że nic szczególnego. Po uroczystości wrócimy do naszego mieszkania i życia, które znamy, jednak już z obrączkami na palcach. Już dzisiaj wiem, że kocham mojego chłopaka i chcę z nim spędzić życie, założyć rodzinę, zestarzeć się. Myślę, że wspólne mieszkanie pokazuje nam, jacy jesteśmy naprawdę. Poznajemy prawdziwych siebie, wady i zalety. Na nasze szczęście pokochaliśmy się wzajemnie z całym tym bagażem, a nie tylko nasze wyidealizowane wersje z pierwszych randek.

jestem na „nie”

Dla mnie to oczywiste, że z chłopakiem nie mieszkamy ze sobą na ten moment – mówi Zosia (l. 23), studentka pedagogiki.

Planujemy ślub i dopiero, gdy połączy nas sakrament, zaczniemy żyć w bliskości. To naturalna kolej rzeczy. Moim zdaniem wspólny dach nad głową jest zarezerwowany dla małżeństw, by mogły cieszyć się pełnią bliskości. Nie wyobrażam sobie życia z tak ciężkim kamieniem na sercu, to znaczy ze świadomością, że nie postępuję według przykazań.

Jesteśmy zaręczeni od dwóch lat. Mieszkamy w wynajmowanych mieszkaniach, w odległości około trzech kilometrów od siebie. Studiujemy i pracujemy, ale też znajdujemy czas na to, by kilka razy w tygodniu spotkać się, porozmawiać, pójść do kina, na spacer lub omówić kolejne kwestie dotyczące naszego ślubu. Lubimy razem gotować. Niektórzy znajomi mówią nam, że zachowujemy się nielogicznie i niepraktycznie, bo tracimy czas na dojazdy, zamiast zamieszkać razem. My oszczędzamy to jednak na późniejsze życie, to naprawdę wspólne. Wtedy będziemy razem w pełni – wyraźnie poczujemy zmianę życia panieńskiego i kawalerskiego na to małżeńskie.

byłam na „tak”, jestem na „nie”

Wspólne mieszkanie przed ślubem wychodzi nielicznym, większości bardzo szkodzi i odbiera radość w późniejszym małżeństwie – uważa Ania (l. 29), żona Dawida i matka rocznego synka.

Młode osoby, zakochane w sobie po uszy, chcą cały czas spędzać razem. Zachłysnęły się dorosłością i często pierwszą miłością. To się sprawdza, ale do czasu. Byliśmy w takiej sytuacji z moim – obecnie już mężem – Dawidem. Po roku znajomości i umawiania się na randki zdecydowaliśmy o wspólnym mieszkaniu, aby cieszyć się sobą jak najwięcej. Jednak takie branie pełnymi garściami się nie opłaciło. Zaczęły się problemy, rozdrażnienia, które każde z nas przemilczało i trawiło w sobie. W końcu coś pękło, sumienie się ujawniło, mieliśmy żal do siebie samych i do siebie wzajemnie, że oddaliliśmy się od Boga, postępujemy źle. Na szczęście byliśmy już wtedy odpowiedzialnymi ludźmi, nie chcieliśmy rezygnować ze wszystkiego, co wspólnie budowaliśmy i planowaliśmy na przyszłość. Dlatego postanowiliśmy zamieszkać osobno, zacząć znów chodzić na randki, doceniać to, że mamy siebie i nie nadszarpywać tej bliskości zarezerwowanej dla małżeństwa. Krótko po tej decyzji Dawid mi się oświadczył. Do dzisiaj dziękuję Bogu, że natchnął nas do takiego wyboru. Żyliśmy w grzechu, ale na szczęście potrafiliśmy to naprawić i dzięki temu mogliśmy odczuć różnicę między narzeczeństwem a wyczekanym małżeństwem.

Osoby, które żyją razem od początków związku, nie docenią wagi małżeństwa. Nie poczują tej świętości i wyjątkowości wspólnoty dwojga ludzi. Jeżeli gdzieś w głębi serca ma się tę świadomość, że wspólne mieszkanie przed ślubem jest błędem, należy szybko to przerwać. Nasz związek jest wyraźnym świadectwem tego, że w takiej sytuacji jeszcze nic nie jest stracone, ale trzeba podjąć odpowiednie decyzje.

Wspólne mieszkanie przed ślubem… To z jednej strony życiowa konieczność, aby podjąć właściwą decyzję, z drugiej zrujnowanie wewnętrznego sanktuarium człowieka, jakim jest sumienie oraz wzajemne wyniszczanie się i brak docenienia drugiej osoby. Trzy postawy, które właściwie sprowadzają się do dwóch wizji. Która z nich jest lepsza? Decydują o tym zawsze indywidualnie wyznawane wartości.

Avatar

Author: Karolina Zuber

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.