Powołanie do płodności

Prawdę o rajskim przymierzu Boga z człowiekiem pokazał mi z całą jasnością dopiero francuski filozof Fabrice Hadjadj. W specyficznym dla siebie, świadomie prowokacyjnym stylu napisał on, że jedynym wymaganiem, jakie Stwórca postawił pierwszej ludzkiej parze było… rozmnażanie się.

przymierze

Konstrukcja biblijnych przymierzy jest bardzo prosta. Mamy dwie strony, które angażują się w relację. Jedna z nich jest silniejsza, na ogół to inicjator zawarcia „umowy”, oferujący drugiej stronie konkretne profity w zamian za faktyczne zobowiązania. Opis zawarcia takiego układu mamy już w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju: „Bóg im [mężczyźnie i kobiecie] błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną»” (Rdz 1,28).

Człowiek otrzymuje od Boga do dyspozycji ogród, w którym jest wszystko, czego potrzebuje do życia. Z drugiego opisu stworzenia wiemy, że wykonuje pracę, która mu przynosi radość, oraz jest w relacji jedności i miłości z drugim człowiekiem odmiennej płci. Co tu dużo mówić – po prostu raj. W dodatku jeszcze błogosławiony przez Najwyższego.

Czego Stwórca oczekuje w zamian od ludzkiej pary? „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”. To czas przed grzechem, więc nie ma niezmiernie wielkiego trudu kobiecej brzemienności i rodzenia w bólu (por. Rdz 3,16). Rodzicielstwo jest pozbawione związanego z nim współcześnie ciężaru i lęku, za to są już w nim obecne wszystkie jego radości i błogosławieństwa. I pomyśleć, jak to podkreśla Hadjadj, że wszystko to straciliśmy dla możliwości zjedzenia jednego „owocu”.

Wracając jednak do przymierza… Pierwsze powołanie, jakie otrzymują Adam i Ewa, jest wezwaniem do płodności i zaludniania ziemi, na której ludzie mają być namiestnikami Boga. To wezwanie nigdy nie zostało odwołane przez Stwórcę. Ci, którzy wybierają życie w małżeństwie, wchodzą ciągle w to pierwsze i najbardziej podstawowe powołanie do bycia rodzicami i zaludniania ziemi. Wezwanie do „płodzenia nieśmiertelnych”, jak to ujęła prof. Elizabeth Anscombe.

płodność jako droga do zbawienia

Rzadko kiedy kojarzymy naszą zdolność do bycia rodzicami z drogą, która umożliwiła dokonanie się zbawienia. Zajrzyjmy do pierwszego rozdziału pierwszej Ewangelii w Nowym Testamencie. Znajdziemy tam nie tyle mistyczno-intelektualne rozważania ignorujące to, że człowiek jest ciałem, co listę kolejnych aktów współżycia, bo co innego w najbardziej dosłownym sensie oznacza słówko egennesen (grec. sprawił, że się narodził), jak to, że dany mężczyzna współżył ze swoją żoną? Do tego, by mogło dokonać się wcielenie, a dokładnie by mogła narodzić się Niepokalana, potrzebne były całe pokolenia małżonków, którzy byli otwarci na życie i z radością wypełniali dane przez Boga rajskie polecenie: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”.

Ktoś jednak może powiedzieć: „Jezus nie został poczęty przez mężczyznę”. To prawda, On jest pierworodnym nowego stworzenia. Do niego wprowadzeni mogą być jednak tylko ci, którzy poczęli się w ciele. Kiedy Tomasz z Akwinu pisze swój polemiczny traktat o wyższości stanu zakonnego De perfectione vitae spiritualis, dokonuje ważnego rozróżnienia. Mówi, że są dwa sposoby budowania Kościoła. Małżonkowie budują go cieleśnie, zaś duchowni – duchowo. Pierwszy z nich jest podstawowy, dlatego bez niego nie ma drugiego. Bez hojności i otwartości na dzieci tych, którzy wybrali życie małżeńskie, wszystkie elementy naszego świata, nawet te najwyższe i najbardziej wzniosłe, więdną i umierają. Aby być zbawionym, najpierw trzeba się urodzić.

celibatariusze i niepłodni

Skoro płodność ma tak wielkie znaczenie i jest podstawą pierwszego zawartego między Stwórcą a ludźmi przymierza, to dlaczego Kościół tak ceni czystość seksualną, celibat, a nade wszystko dlaczego są takie pary, które nie mogą spłodzić dzieci?

Wróćmy do wspomnianego traktatu Akwinaty. Autor kontynuuje swoją myśl, dodając, że o ile bez cielesnego płodzenia nie ma fizycznych podstaw do istnienia wspólnoty, o tyle ci, którzy ze względu na Chrystusa decydują się na życie w czystości, budują Kościół duchowo. Są znakami nowego świata, w którym będziemy mieli ciała, ale nie będzie już płodzenia. Oni także rodzą, ale wewnętrznie: przez modlitwę, ascezę, prowadzenie duchowe innych i na wiele innych sposobów. Dobrowolna rezygnacja z bycia rodzicem jest bolesna, bowiem powołanie do płodności wpisane jest w nas także fizycznie. Im człowiek staje się wewnętrznie dojrzalszy i bardziej spójny, tym pragnienie bycia ojcem/matką jest silniejsze. Zgoda na poświęcenie go Bogu i na to, by Duch pozwolił je realizować w inny niż fizycznie sposób, jest jedną z największych ofiar, jakie przychodzi złożyć celibatariuszowi żyjącemu na serio swoim powołaniem. Właśnie ze względu na tę trudność jest ono tak wysoko cenione. Zresztą również niewielu ślubujących czystość dorasta do pełni tego wyrzeczenia.

A co z parami niepłodnymi? Był czas, kiedy uważano je za pozbawione Bożego błogosławieństwa. Później zrozumiano, że skoro Bóg zamyka przed nimi w tym momencie lub na stałe drogę do spłodzenia dzieci, oczekuje od nich czegoś innego. Każde z tych małżeństw jest zaproszone do poszukania odpowiedzi na pytanie, jak sobie z tą sytuacją radzić, a przede wszystkim czego Pan od nich oczekuje?

Z pewnością rodzi się też pytanie o zdecydowany sprzeciw Kościoła wobec metod wspomaganego rozrodu, czyli in vitro. Skoro małżonkowie są powołani do płodności, czemu nie korzystać z możliwości oferowanych przez medyczną technologię? Pomijając kwestie nadużyć związanych z rynkiem usług in vitro, trzeba przede wszystkim dostrzec jedno: dzieci w tej procedurze są produkowane. Nie ma zjednoczenia w miłości dwóch osób, są dwie gamety łączone na sterylnej szalce Petriego albo w próbówce, a potem zarodki są hodowane do określonego stadium poza ciałem matki. To właśnie budzi główny sprzeciw Kościoła – traktowanie człowieka jak laboratoryjny preparat, to znaczy bardziej jak rzecz niż osobę.

przekroczyć lęk

Na przeszkodzie realizacji wezwania do otwartości na życie stoi lęk. I to nie jeden. Odpowiedzią na niego jest zawsze zaufanie, że dla Boga nie ma nic niemożliwego i że nie opuszcza On nigdy tych, którzy pełnią Jego wolę. Warto pozwolić Mu się zaskoczyć.

Elżbieta Wiater

Author: Elżbieta Wiater

Historyk, doktor teologii, pracuje jako redaktor w wydawnictwie Tyniec, publicystka związana z portalem deon.pl oraz christianistas.org. Autorka kilku książek. Mieszka w Krakowie.

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.