Pokochasz mnie?

 

Wydaje się czymś zupełnie oczywistym, że rodzicielstwo człowieka jest wpisane w jego historię, egzystencję czy drogę życiową. Jest to naturalny element ludzkiego powołania. Kapłan przed udzieleniem sakramentu małżeństwa, rozmawiając z narzeczonymi, pyta ich, czy chcą przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym ich Bóg obdarzy. Narzeczeni zgodnie odpowiadają: „Tak”. Są gotowi wziąć udział w wielkim dziele stworzenia. Bycie rodzicami jest bowiem zaproszeniem do udziału w tajemnicy stwarzania człowieka. Zdarza się jednak, że nie do wszystkich kierowane jest to zaproszenie albo kierowane jest w innej formie. Trudno pogodzić się z tą myślą i żyć z nią na co dzień.

decyzja serca

Bezpłodność jest problemem coraz częściej omawianym i poruszanym w mediach czy w rozmowach między ludźmi. Jest ona niewątpliwie wielkim cierpieniem. Każdy dzień zdaje się być wołaniem o łaskę, o cud. Jest to doświadczenie bycia biblijnym Hiobem, który słuchał milczenia Boga. Jedni rezygnują, popadając w rozpacz, inni obojętnieją, uciekając w pracę czy działalność charytatywną. Jest jednak grupa ludzi, którzy pokonując cierpienie biologicznej bezsilności, podejmują decyzję o adoptowaniu dziecka, które już czeka na dom. Adopcja to jedna z dróg rodzicielstwa, tylko że nieco inna. Fora internetowe dotyczące adopcji pełne są przekonań często odbiegających od rzeczywistości. Telewizyjne programy – pełne sentymentu i działające na emocje człowieka – ukazują nam dzieci stojące w długich kolejkach i czekające na nowych rodziców. Są zaprezentowane jako istotki budzące litość, małe, zapłakane. W pewnym sensie jest to prawda, ale niepełna. Programy te mają za zadanie wzbudzić wrażliwość w widzach i obudzić ich serca. Przed telewizorami siedzą często małżeństwa, które mają za sobą kolejną porażkę, szereg uciążliwych i poniżających badań czy uszczypliwe komentarze najbliższych. Decyzji o adopcji nie można jednak podejmować pod wpływem telewizyjnych emocji. To jest decyzja serca i to serce musi być silne, żeby przetrwać wszystko, co nastąpi później.

W Polsce jest 350 domów dziecka, w których przebywa około 20 000 dzieci. Naturalne sieroty to teraz wielka rzadkość, dzieci zazwyczaj mają rodziców, ale niewydolnych wychowawczo z wielu różnych względów. Do najczęstszych przyczyn umieszczania dzieci w placówce wlicza się alkohol i narkotyki. Zdecydowana większość z nich, przybywając do placówki, ma już zatem swój bagaż bolesnych doświadczeń i wielu cierpień. Dla niektórych dom dziecka to pierwsze miejsce w ich krótkim życiu, w którym czeka na nie czyste łóżko, ciepły posiłek i spokój. Większość par myślących o adopcji marzy o maleńkim dziecku, często niemowlęciu, i trudno się dziwić takim marzeniom. Natomiast w domach dziecka jest mnóstwo dzieci starszych, rodzeństw czy chorych także szukających domu.

droga do adopcji

Rodzice, którzy podjęli decyzję o adopcji, rozpoczynają swoją drogę pełną wątpliwości, obaw, pytań i nadziei, zastanawiając się, czy sprostają stawianym im wymaganiom. Każdy ośrodek adopcyjny przeprowadza wywiad z kandydatami. Tam zostają oni poinformowani o wymogach formalnych, jakie powinni spełniać. Takie informacje ośrodki umieszczają również na swoich stronach internetowych.

Najczęściej pytania, które padają z ust pracowników ośrodka podczas procedury adopcyjnej, po prostu muszą paść, aby mieli oni pewność, że ludzie, którzy chcą przyjąć dziecko do swojego domu, są odpowiedzialni i w pełni świadomi swojej roli. Ważne jest też, by relacja między małżonkami była ugruntowana, pełna miłości i wzajemnego zaufania. Adopcja wiąże się często z zaburzeniem ich dotychczasowego stylu życia, zatem muszą być oni na tyle silni, by przetrwać wszelkie trudności.

Długość oczekiwania na dziecko zależy od tego, jakiego dziecka rodzice pragną. Najdłużej czeka się na noworodki czy niemowlęta, a dużo krócej na dziecko w wieku przedszkolnym czy starsze oraz jeżeli rodzice decydują się na rodzeństwo. Wyżej w kolejce oczekiwań stają ludzie, którzy nie przekreślają dziecka chorego czy z różnymi widocznymi deficytami rozwojowymi. Zazwyczaj na zabranie takich dzieci jest dużo mniej chętnych, co automatycznie zmniejsza czas oczekiwania.

To, jakie informacje otrzymamy na temat rodziny biologicznej dziecka, zależy tylko od tego, jakie informacje – uzyskane od placówki, w której dziecko przebywa – posiada ośrodek adopcyjny. Najczęściej są one niekompletne. Jednak ufam w uczciwość placówek, które powinny mieć świadomość, że zatajenie istotnych informacji przed kandydatami, owszem, może przyspieszyć adopcję, ale równocześnie może stać się źródłem jej niepowodzenia.

Każda rodzina kandydatów na początku określa swoje oczekiwania co do wieku i płci dziecka. Ta informacja jest kilka razy weryfikowana w czasie kursu. Zdarza się bowiem, że rodzice otwierają swoje serca coraz mocniej i ze zdrowego, upragnionego noworodka ich oczekiwania skierowują się na rodzeństwo w wieku przedszkolnym. Do każdej decyzji trzeba dojrzewać, ale nikt nie podejmuje ich za kandydatów.

wyjść z kręgu obaw

Czy będziemy gotowi przyjąć dziecko z różnymi deficytami? Ta wątpliwość jest jedną z najczęstszych i najbardziej słusznych. Jak już wcześniej wspomniałam, dzieci w domach dziecka najczęściej pochodzą z rodzin patologicznych, a co za tym idzie – są obciążone nie tylko chorobami psychicznymi, ale też skutkami stosowania wszelkiego rodzaju używek. Jednym słowem, decyzja o adopcji często łączy się z decyzją o przyjęciu dziecka z jego zaburzeniami i deficytami rozwojowymi. Negatywne doświadczenia wyniesione z najwcześniejszego okresu życia zawsze komplikują proces rozwoju, albowiem rzutują na jego kolejne stadia. Jeśli pierwsze lata życia dziecka naznaczone są brakiem zaspokajania jego potrzeb, przynosi ono ze sobą do rodziny adopcyjnej bagaż trudnych doświadczeń, z którymi przyjdzie się jej zmierzyć. W ostatnich latach wiele mówi się na temat FAS (alkoholowego zespołu płodowego), który też ma ogromny wpływ na rozwój i funkcjonowanie dziecka. Kurs Szkoła dla rodziców to dobry czas, aby odpowiedzieć sobie na te wszystkie wątpliwości. Z jednej strony dobrze jest mierzyć siły na zamiary, ale z drugiej Bóg nie zostawia swoich dzieci w potrzebie, więc siła miłości ma wielką moc. Mówią o tym często sami rodzice adopcyjni: ,,Nasze maleństwo miało być niepełnosprawne, chore. Słyszeliśmy o wszystkich zaburzeniach, zanim ją jeszcze zobaczyliśmy. Miała dwa latka. Gdy wnieśli ją do pokoju, rzeczywiście przemknęło mi przez myśl, że nie damy rady, ale to był tylko jeden moment. Rok po pierwszym spotkaniu widzę, jak moja królewna urosła, pęknie mówi, nabrała sił. Jest normalnym, wesołym i rozbrykanym dzieckiem, jak każde inne. Miłość potrafi zdziałać cuda”.

Przyszli rodzice adopcyjni często martwią się też, czy pokochają obce dziecko i czy ono ich pokocha. Przypomina mi się świadectwo Izy, która podczas Szkoły dla rodziców na pytanie, czy będziemy umieli pokochać dziecko jak swoje własne, odpowiedziała pytaniem: ,,Kochani! A jaki mamy punkt odniesienia? Co według was oznacza «jak własne»? Bo przecież własnych dzieci nie mamy. Skoro kochamy się w małżeństwie, będąc kiedyś obcymi sobie ludźmi, to nie martwmy się na zapas”. Iza ma zupełną rację. Miłość to proces i potrzeba jej czasu. Agnieszka i Michał twierdzą: ,,Wiele osób, opisując swoje pierwsze spotkanie z dzieckiem, mówi o miłości, która spada jak grom czy błyskawica. My tak tego nie odczuwaliśmy. Nawet nie wiemy, czy takie uczucie jest możliwe. Zdenerwowanie przykrywało wszystkie inne uczucia. Ale od razu pojawiła się wiara, że to na pewno nasze dziecko, a miłość przyszła z czasem”. Natomiast Karolina powiedziała mi: ,,Kiedy dzieliłam się z koleżanką moimi obawami, czy uda mi się pokochać moje dziecko jak własne, odpowiedziała mi, że w jej przypadku było podobnie, a miała dziecko biologiczne. Nie oszalała od razy z miłości, to się działo stopniowo”.

Czy będziemy w stanie dobrze wypełniać rolę rodzica adopcyjnego? To pytanie towarzyszy nie tylko rodzicom adopcyjnym, ale większości rodziców na całym świecie. Co oznacza bycie dobrym rodzicem i rodzicem adopcyjnym? Jeden z adopcyjnych ojców powiedział kiedyś do mnie: „Odpowiedz sobie, czy chcesz mieć dziecko, czy być rodzicem, bo to dwie całkiem odrębne sprawy”. Rodzic adopcyjny nie dość, że podejmuje wszystkie codzienne, zwykłe czynności związane z opieką i wychowaniem dziecka, to dodatkowo jego zadaniem jest naprawianie szkód wyrządzonych przez kogoś, kto był przed nim na drodze tego małego człowieka. Wiąże się to nie tylko z trudnościami w życiu codziennym, cierpliwością aż do stopnia heroizmu, ale także z wielorakimi terapiami czy specjalistycznymi zabiegami. Zapytałam kiedyś pewną matkę adopcyjną, co było dla niej najtrudniejsze. Odpowiedziała, że sama była kiedyś perfekcjonistką i takie dziecko wykreowała sobie w wyobraźni. Natomiast gdy przyjęła dzieci do swojego domu, musiała umrzeć dla własnych ambicji i zaakceptować z pokorą to, że nie były one prymusami, miały ataki histerii w każdym supermarkecie, bały się każdego szmeru albo wyciągały ręce do obcych ludzi po ciastko czy cukierka, kiedy zauważyły je u kogoś. Początkowy wstyd musiał ustąpić miejsca rodzącej się miłości i akceptacji. Owszem, praca z dzieckiem jest bardzo ważna, ale ono idzie swoim własnym torem i zadaniem rodzica jest mu towarzyszyć.

stanąć w prawdzie

Adoptowane dziecko – tak jak każde inne – stawia sobie pytania, kim jest i jak przyszło na świat. Nie przywykliśmy do tego, żeby z pełną naturalnością i spokojem odpowiadać na te pytania dziecku, które zostało porzucone. Często pojawia się zatem obawa, czy mówić, jak mówić itp. Poinformowanie dziecka adoptowanego o jego pochodzeniu wymaga, aby niczego przed nim nie ukrywać. Tak naprawdę przecież nie mamy nic do ukrycia. Jeżeli myślimy o tym, by zataić przed dzieckiem fakt, że nie zostało zrodzone przez nas, to znaczy, że nie zrozumieliśmy, iż prawdziwe narodziny następują w chwili, kiedy bierzemy dziecko w ramiona. Obawę o to, że brak więzów krwi może pomniejszać znaczenie relacji miłości, zaczerpnęliśmy z kultury. Nie ma to jednak potwierdzenia w realnym świecie relacji. Nie trzeba dobierać nie wiadomo jakich słów, by powiedzieć dziecku, że od zawsze było przez nas chciane, kochane, upragnione czy wytęsknione. Ola opowiada: „Na Szkole dla rodziców rozmawialiśmy o tym, czy mówić dziecku o adopcji i kiedy mu o tym powiedzieć. Prowadzący stwierdził: «Proszę państwa, nasza historia to część naszej tożsamości i często jej podstawa. Dziecko też ma dany czas, aby to, co się stało, w sobie przepracować. To jest widocznie jego życiowe zadanie. A jeśli nadejdzie dzień, gdy będzie chciało wyruszyć i poznać swoją przeszłość, to jako prawdziwi rodzice musicie mu wtedy towarzyszyć. Kiedy dziecko zetknie się z brutalną rzeczywistością, musi mieć wtedy do kogo się przytulić i obok siebie będzie miało was»”.

A jak osiągnąć poczucie ,,sukcesu adopcyjnego”? Przede wszystkim należy mieć świadomość swojego rodzicielstwa jako nieco odmiennego. Uznawanie różnic w stosunku do rodzin naturalnych przyczynia się do lepszej integracji rodziny, otwartej komunikacji między jej członkami, większej empatii i otwarcia na potrzeby dziecka, a w rezultacie – większej satysfakcji z adopcji. Uznanie, że rodzicielstwo jest adopcyjne, przekłada się na wiele aspektów prawidłowego funkcjonowania rodziny, a więc i na powodzenie adopcji.

Autor: Wiktoria Janikowska

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *