Pojednanie – milowy krok do nieba

 

Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia jest czasem niesamowitej łaski dla Kościoła. Sięgając do historii Starego Testamentu, możemy zobaczyć, jakie Bóg ma plany dla człowieka w szczególnych okresach jubileuszy: „Będziecie święcić pięćdziesiąty rok, oznajmijcie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców. Będzie to dla was jubileusz (…), to będzie dla was rzecz święta” (Kpł 25,10-12). Aluzję do roku jubileuszowego czyni sam Jezus, gdy komentuje tekst Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19). Jak refren w tych tekstach przewija się motyw wolności, obfitości darów, trwania w ufności w miłość, dobroć i hojność Boga. Lecz spróbujmy przełożyć Boże obietnice na nasze życie, przyglądając się minionym wydarzeniom.

„bajka” o dwóch takich, co szukali miłości

Dawno, dawno temu (no dobrze, niecały rok temu) za górami, za lasami żyli ludzie bardzo zamknięci w sobie, dbający tylko o to, aby im było dobrze. Każdy chciał być jak najlepszy, najmądrzejszy, najpiękniejszy, podziwiany przez innych. Wojtek uczył się w dobrym liceum, właśnie zaczął trzecią klasę, nie narzekał na swoje oceny i życie towarzyskie. Wolne chwile spędzał z kolegami, wymieniając się medialnymi ciekawostkami i nowościami z YouTube, Twittera i innych portali społecznościowych. Jednym z głównych tematów były oczywiście dziewczyny, to, jak która wygląda, co robi, komu się podoba. Wojtek zawsze tylko dużo mówił, jaki to on nie jest wspaniały i ile osób się w nim kocha. W głębi serca był jednak bardzo samotny, najbardziej doświadczał tego w wolnych chwilach, a wręcz nie do wytrzymania były dni bez internetu czy komórki. Jego puste serce z dnia na dzień zamiast prawdziwych wartości i miłości wypełniało zakłamanie o swojej wielkości i byciu najlepszym. Pragnienie miłości zastępował grzech, przyjemności i kruche znajomości. Ponieważ Wojtek był pięknej postury i miał dobrą wymowę, pewnego razu wychowawczyni poprosiła go, by przeczytał kilka zdań podczas szkolnej akademii. Na tę myśl Wojtkowi prawie wyskoczyło serce. „Jak to, ja mam stanąć przed wszystkimi i coś czytać? A co jeśli się pomylę, potknę… Ja mam wyjść na środek?” – myśli przebiegały mu szybko. „Proszę Pani, takie rzeczy są nie dla mnie, niech inni sobie czytają” – powiedział Wojtek, odmawiając z drwiną nauczycielce. W głębi serca jednak bardzo się bał, że sobie nie poradzi i inni zmienią zdanie o tym, jaki jest wspaniały.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Podczas jednej z lekcji Szkolne Koło Wolontariuszy zwróciło się do każdej klasy o pomoc w zbieraniu słodyczy dla dzieci z najuboższych rodzin parafii. Po ogłoszeniu Wojtek był jedną z pierwszych osób, która głośno wyśmiała „świętoszków” robiących jakieś śmieszne paczki dla darmozjadów. W klasie Wojtka był Andrzej, chłopak, który zawsze jako pierwszy pomagał wolontariuszom. Wywiązała się dość zacięta wymiana zdań, nawet drwiący koledzy Wojtka musieli przez chwilę zamilknąć, słysząc argumenty cichego dotąd Andrzeja. „Co potrafisz zrobić dobrego oprócz lajkowania zdjęć na Facebooku? Jak zaniesiesz kilka paczek, to co, fryzura ci się popsuje?” – odpowiadał odważnie zdenerwowany Andrzej. Mogłoby się zrobić niebezpiecznie, gdyby nie nauczyciel, który obserwował całe zajście. Andrzej był osobą, która nigdy nie patrzyła na zdanie innych, wolał spełniać swoje pasje i marzenia, niż przejmować się tym, za kogo uważają go koledzy. Miał swoje grono przyjaciół i doskonale wiedział, że zawsze znajdą się ludzie, którzy będą go podziwiali i tacy, którzy będą się z niego śmiali, czegokolwiek nie zrobi. Więc zawsze starał się być sobą. Wojtek pomimo zdenerwowania i ośmieszenia był głęboko zaskoczony odpowiedzią Andrzeja, która dała mu dużo do myślenia. Odtąd pilnie go obserwował, podziwiając jego odwagę, radość, dobre serce i marzenia, które realizował.

Zaraz po przerwie świątecznej szukano jeszcze wolontariuszy, którzy pomogą przy Światowych Dniach Młodzieży, mających się odbyć w Krakowie. To ogromne wydarzenie wymagało pracy tysięcy szlachetnych młodych ludzi. Któregoś razu Andrzej z pomocą nauczyciela zaprezentował podczas lekcji cały plan tej wielkiej uroczystości, zachęcając przy tym, by zostać jednym z wolontariuszy. W sercu Wojtka pojawiło się wówczas pragnienie zmiany swojego życia i spróbowania nowej przygody. Pomimo lęku i zawstydzenia podszedł kiedyś po lekcjach do swojego kolegi z klasy zaangażowanego w wolontariat ŚDM, chcąc dopytać o szczegóły. Andrzej był mocno zaskoczony, gdyż dotąd nie mieli oni wspólnych tematów, a jeszcze przed oczyma miał niedawną sprzeczkę. Bez żadnego żalu do kolegi za wcześniejsze słowa zaczął wyjaśniać szczegóły wyzwania, które było przed nimi. Większość wakacji chłopaki spędzili razem, wspólnie przygotowując zabawy i atrakcje dla przyjeżdzających obcokrajowców oraz aktywnie wypoczywając w wolnych chwilach. Bardzo się zaprzyjaźnili. Wojtek poznał nowych kolegów i podziwiał, jak wspaniałymi ludźmi są wolontariusze. Nadeszła oczekiwana chwila, połowa lipca, ponad milion młodych (a może dwa?) przyjeżdża do Polski. Cudowny tydzień w parafiach, po czym wydarzenia centralne w Krakowie. Serce Wojtka zmieniało się z dnia na dzień, doświadczając bezinteresownej przyjaźni i miłości ze strony innych. Kulminacyjnym momentem był piątek i droga krzyżowa przeżywana wraz z papieżem Franciszkiem na krakowskich Błoniach. Wojtek pojął wówczas piękno miłosierdzia Boga i prawdziwy sens uczynków miłosierdzia, zobaczył też, jak często miał okazję do tego, by czynić miłość, a jednak tego nie robił, wybierając grzech. Całą drogę krzyżową przeżył, dziękując Jezusowi za to, co zrobił dla człowieka i dla niego. Po ostatniej stacji jego serce pragnęło przebaczenia i prawdziwej miłości, pragnęło żyć w wolności od grzechu i opinii innych. Wojtek, po raz kolejny pokonując lęk, po kilku latach poprosił o spowiedź świętą spotkanego księdza. Obydwoje odeszli na bok, gdzie znaleźli miejsce, by w ciszy porozmawiać. To, co dokonało się tej nocy było wspaniałe! Następnego dnia miało miejsce czuwanie z papieżem w Brzegach pod Krakowem. To spotkanie jeszcze bardziej pokazało Wojtkowi piękno drogi, którą właśnie wybrał. Jeszcze wyraźniej zobaczył klatki przyjemności i lęku, które go dotąd paraliżowały oraz dar wolności, radości i marzeń, jakie w jego serce wlał Bóg, a które pragnął realizować. Odtąd zostawił swoją wygodną „kanapę” przyjemności i włożył „buty trekkingowe”, by wspinać się na prawdziwe szczyty, rozwijając swoje pasje, marzenia i prawdziwą miłość.

miłość nie pamięta złego

Historia Wojtka w wielkim skrócie jest przykładem milionów innych historii, w których Bóg podczas ostatniego Roku Miłosierdzia obdarzył człowieka swoim przebaczeniem, dobrocią i bezwarunkową miłością, często posługując się innymi ludźmi. Kościół stał się świadectwem miłości, radości i życia dla całego świata. Każdy z nas ma piękne marzenia i pragnie miłości, niestety grzech jest tym, co zabiera nam wolność, często niezauważalnie i powoli. Na szczęście Bóg kocha zawsze i bez względu na wszystko. Wystarczy do Niego przyjść, otworzyć serce, a On poprowadzi nasze życie najpiękniejszymi drogami, stawiając przy nas ludzi o pięknych sercach, z którymi pójdziemy razem drogą do nieba. Szczęśliwi miłosierni!

 

Autor: Angelika Wiech

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *