Podążać we właściwą stronę

Mam wrażenie, że coraz więcej mówi się dziś o życiu z pasją. Coraz więcej z nas zaczyna wierzyć, że takie życie jest możliwe. Chcemy odkrywać własne zasoby, pragnienia ukryte w naszych sercach, zajęcia, które pochłaniają nas bez reszty. Chcemy żyć w zgodzie ze sobą i nie zatrzymywać się na tym, co pozorne. Chcemy doświadczać spełnienia – w życiu rodzinnym, zawodowym, wspólnotowym. Nie godzimy się na bylejakość, zniewolenie obowiązkami, brak czasu na tworzenie i pielęgnowanie więzi. Czy takie życie jest możliwe? A jeśli tak, czy jest osiągalne dla wszystkich, czy tylko dla tych szczególnie wybranych?

ja nie muszę, ja chcę

Musieć a chcieć – te proste słowa wprowadzają w naszą codzienność diametralną różnicę. Słowo „muszę” zawiera w sobie coś narzuconego, za co nie bierzemy osobistej odpowiedzialności. „Muszę” tak naprawdę pozwala nam zrzucić odpowiedzialność za podejmowane działanie na kogoś innego – szefa, instytucję, państwo, układ. Ktoś zdecydował za mnie, a ja jedynie wypełniam to zalecenie, bez przekonania, bez własnej decyzji, bez większego zaangażowania. Ile w naszym codziennym życiu jest takiego „muszę”? Ile obszarów życia, gdzie kierownictwo oddaliśmy komuś innemu (i nie mam tu na myśli Pana Boga)? Jaką postawę prezentujemy wobec własnego życia – aktywną i twórczą, czy raczej bierną, jedynie oczekującą? Czy jesteśmy zaangażowani we własne życie, w jego dynamikę, towarzyszące nam wyzwania? Można życie przeżyć na przysłowiowej kanapie – komfortowo, w miarę bezpiecznie, korzystając z różnorakich przyjemnych zagłuszaczy. Zagłuszacze te pomagają nam nie słyszeć, do czego bije nasze serce oraz nie zauważać, do czego rwą się nasze ręce i ku czemu chcą podążać nasze stopy. Smak życia poznaje się dopiero po przekroczeniu strefy osobistego komfortu. Trzeba przekroczyć siebie, by móc autentycznie siebie doświadczyć, a także prawdziwie dotknąć świata i Boga. To jak z gotowaniem – wybierasz danie instant czy domowy podany z sercem posiłek?

A zatem to od słowa „chcę” zaczyna się przemiana naszego życia na lepsze. To „chcę” zawiera w sobie otwartość na świat, innych ludzi, nasz obszar działań w świecie. To wyrażenie naszej woli, pragnień, ale i realnej decyzji. Gdy bierzemy za coś odpowiedzialność, staje się to nasze, bliskie, pełne zaangażowania. Czy warto robić w życiu rzeczy, co do których nie mamy wewnętrznego przekonania? Albo te, z którymi się jawnie nie zgadzamy? Często oczywiście jest tak, że w danym momencie powinniśmy wykonać pracę, która nie jest dla nas porywającym zadaniem. Jeżeli z różnych powodów nadajemy jej jednak pewną wartość, możemy w wolności decyzji przyjąć za nią odpowiedzialność. Możemy ucieszyć się jej wykonywaniem. Wielu rzeczy po prostu nie chce nam się zrobić, czujemy przed nimi opór, lęk. Także, a może przede wszystkim, do nich może odnosić się nasze świadome „chcę”.

żyć pełnią nie znaczy żyć łatwo

Żyć prawdziwie, autentycznie, żyć pasją nie znaczy bynajmniej żyć łatwo, wygodnie, bez wyrzeczeń. Wygodne życie jest zaprzeczeniem rozwoju. Do ciepłego metaforycznego domu wracamy po wielkich oraz małych podróżach i jest to jak najbardziej potrzebne doświadczenie. Żeby jednak je poczuć, trzeba z tego domu w pewnym momencie wyjść, doświadczyć tego, co poza nim. Nie chodzi więc o to, by wszystko w naszym życiu układało się tak, jak sobie zaplanujemy. Chodzi raczej o świadomość podejmowanych kroków. Jesteśmy powołani do bycia twórcami we własnym życiu, jednak ogrom spraw, które napotykamy na swojej drodze, po prostu przyjmujemy. Część życiowych doświadczeń dotyka nas, czy tego chcemy, czy nie. Możemy je przyjąć, pozornie przyjąć lub odrzucić. Przyjęte doświadczenie można przeżyć, uczynić wartością, cenną lekcją. Można nad nim wypowiedzieć „chcę”. Chcę się w tobie zanurzyć i wziąć z ciebie to, co dla mnie dobre. Chcę cię spróbować zrozumieć, chcę w tobie zawierzyć.

Istotne może okazać się określenie strefy własnego rozwoju. Co kryje się dla nas za słowem „rozwój”? Czy chcemy doświadczać więcej, czy też podążamy w kierunku głębiej? Obie te ścieżki się w jakimś stopniu pokrywają, jednak warto uświadomić sobie, co tak naprawdę wypełnia nasze serce i nad czym warto wypowiedzieć swoje „chcę”. Czy chcę więcej relacji, czy też chcę głębszych relacji? Czy chcę więcej doświadczeń religijnych, czy też głębszej więzi z Bogiem? A jeśli chcę więcej, to czemu ma to służyć? Do czego mnie prowadzić?

pamiętaj, kto tu rządzi

Życie pełnią to powrót do korzeni. To pozwolenie sobie na bycie tym, kim jesteśmy. Życie tym, do czego zostaliśmy powołani. To odwaga wybierania. To dążenie do coraz większej wewnętrznej wolności. To świadomy wybór treści, które do siebie zapraszamy, słów, którymi się karmimy. Można zaczynać dzień poranną porcją informacji medialnych, można też zanurzyć się w tym, co w danym dniu przez swoje słowo mówi do nas Bóg.

Poszukujemy siebie na różne sposoby. Jesteśmy coraz odważniejsi w wyrażaniu własnych pragnień i podążaniu za nimi. Do czego, a raczej do kogo prowadzi nas to poszukiwanie? Czy przeglądamy się w oczach Tego, który wie o nas wszystko? Gdy poszukiwania osoby wierzącej nie zbliżają jej do Boga, warto zastanowić się, czy na pewno droga, którą podąża, prowadzi we właściwym kierunku. Odkryć siebie to nade wszystko odkryć w sobie Boży pierwiastek, tchnienie Miłości. Prawdziwy rozwój to olbrzymia dawka pokory i właściwie poukładane życiowe priorytety. Nie pogubmy się więc w ogromie propozycji rozwojowych, jakie dziś przed nami stoją. Wracajmy zawsze do źródła. Nie odcinajmy się od korzeni. Niech żaden trener, psycholog, nawet kierownik duchowy nie będzie dla nas bogiem. My sami także nie stawiajmy siebie na miejscu Boga. Odnajdźmy za to w sobie przestrzeń na żywą relację z Nim, doświadczanie Jego piękna i zachłyśnięcie się ogromem otrzymywanych każdego dnia łask.

Aneta Pisarczyk

Autor: Aneta Pisarczyk

Żona Jacka i mama rocznej Zosi. Wciąż od nowa nawracająca się chrześcijanka. Z zawodu i zamiłowania psycholog. Najważniejsze dla mnie to codzienne i wierne wypełnianie swojego powołania. Radość odnajduję w tym, co najprostsze i zarazem najpiękniejsze. Uwielbiam odkrywać dobro w samej sobie, moich bliskich, a także tych których spotykam na swojej zawodowej drodze. Uważam, że każdy z nas posiada w sobie niezwykłe bogactwo i potencjał. Moje bycie psychologiem rozumiem jako pomoc w wydobywaniu go na światło dzienne. Pasjonuje mnie psychologia relacji i bliskich związków. Od czasu urodzenia córki mocniej zainteresowałam się także rozwojem małego człowieka. Odpoczywam spędzając czas z moją rodziną i przyjaciółmi, najchętniej w towarzystwie natury oraz kubka dobrej kawy.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *