Odsłonić pierwotne piękno

 

„Pierwotnie zakładałem, że konserwacja obrazu potrwa półtora roku, w rzeczywistości trwała dwa lata”. O historii obrazu, sztuce cierpliwości i żmudnej pracy z Grzegorzem Kosteckim, konserwatorem obrazu Matki Bożej Błogosławionego Macierzyństwa, rozmawia Karolina Krawczyk.

Jak to się stało, że to właśnie Panu została zlecona konserwacja obrazu Matki Bożej Błogosławionego Macierzyństwa?

Pewnego dnia zwonił do mnie ksiądz proboszcz Sławomir Knopik SCJ i poprosił mnie o to. Ktoś zauważył, że na obrazie pojawiło się pęknięcie i ksiądz chciał się dowiedzieć, jaka jest tego przyczyna.

Jak wyglądało pierwsze spotkanie z obrazem?

Pierwszy raz obraz zobaczyłem w 2011 roku. Wziąłem go wówczas na badania, które trwały dwa tygodnie. Wtedy nastąpiły też pierwsze prace konserwatorskie, które polegały na zabezpieczeniu odwrocia obrazu, ponieważ znajduje się tam szkic Salvator Mundi (łac. Zbawiciela Świata – przyp. red.). Poprzez badania chciałem zobaczyć, jaki jest stan zachowania obrazu oraz jaka jest jego budowa technologiczna. Interesowała mnie oczywiście przyczyna tego pęknięcia. Badania wykazały, że to jednak nie było pęknięcie, a rozklejenie spoiny łączącej dwie z trzech desek, z których składa się podobrazie. Wtedy też stwierdziłem, że nie mogę tego naprawić w krótkim czasie. Pierwotnie zakładałem, że konserwacja potrwa półtora roku, w rzeczywistości trwała dwa lata.

Pan chciał uzyskać najbardziej pierwotną wersję obrazu…

Takie były założenia prac ustalone przez komisję konserwatorską już na samym początku. W czasie spotkań komisji doszliśmy do wniosku, że powinny zostać usunięte te nawarstwienia, które dodane zostały w XX wieku. Sytuacja była o tyle skomplikowana, że na obrazie wtedy znajdowały się trzy warstwy chronologiczne. Razem z moją są już cztery. Obydwie dłonie Maryi i jedna dłoń Dzieciątka to warstwy pochodzące z XV wieku, natomiast druga dłoń, ta, która jest położona na księdze, to jest rekonstrukcja z XX wieku. Komisja uznała, że ta część, choć młodsza, zostanie, bo dzięki temu widoczna będzie historia konserwacji obrazu. Natomiast nóżki namalowane przez Rudolfa Kozłowskiego zostały usunięte, ponieważ alazłem pod nimi fragmenty XV-wiecznej warstwy i uzupełniłem to, czego brakowało. Okazało się, że prawa nóżka Dzieciątka jest odwrócona – widoczna jest podeszwa stopy.

To dosyć nietypowe przedstawienie. Dlaczego tak malowano?

Taki był schemat, którym posługiwali się ówcześni malarze. Większość tych wizerunków była malowana według powielanego szablonu. Te obrazy naprawdę niewiele się między sobą różnią w tej zasadniczej części. Istnieją trzy wzory, którymi się posługiwano na przestrzeni około 150-ciu lat. Detale natomiast się różnią – choćby układ dłoni Maryi i Dzieciątka, oczu, ust, włosów, stóp Dzieciątka, czy też kolor Jego tuniki. Ogólna kolorystyka też nie jest jednolita. Malarz, który malował obraz płaszowski, prawdopodobnie wzorował się na obrazie z kościoła św. Marka w Krakowie.

Jest kilka dużych różnic w obrazie sprzed i po konserwacji. Proszę o nich opowiedzieć.

Największa różnica to kształt samego maforionu (płaszcza – przyp. red.). Widzimy, że głowa Maryi jest nieco większa. Usunięto też dwa nimby, zrobione prawdopodobnie w czasie naprawy z lat 20. XX wieku. W nimbie Maryi zachowana jest pierwotna warstwa zaprawy, ta z XV wieku. Została ona odsłonięta i uzupełniona. Zrekonstruowano również mówki sukni Maryi, pod szyją i przy mankiecie. Lamówki tuniki Dzieciątka też zostały zrekonstruowane. Kozłowski, kiedy wykonywał konserwację, pozostawił wykonaną przez siebie warstwę srebra, natomiast nie dawał żadnego goldlacku. W tunice Dzieciątka wielkich zmian nie ma, poza niewielką zmianą kolorystyczną. W tej partii kompozycji konieczne były drobne uzupełnienia. Podobnie rzecz ma się z twarzą i włosami Dzieciątka. Obecnie ta część jest zbliżona do XV-wiecznego wizerunku.

Zmieniło się też tło.

Pierwotnebyło srebrzone i goldlackowane. Obecne tło chodzi z I połowy XVI wieku, kiedy to bardzo często w obrazach Hodegetrii krakowskiej tła piętnastowieczne, które były gładkie, zastępowano reliefowymi tłami ozdobnymi. Na podstawie śladów, które się zachowały, zrekonstruowałem srebrzenia. Nie wiadomo, czy XVI-wieczne tło było goldlackowane. Zdecydowaliśmy, że na to srebro zostanie nałożona cienka warstwa goldlacku, która ociepli jego kolor. Poza tym będzie warstwą ochronną, gdyż srebro utlenia się i po pewnym czasie ciemnieje. Żeby uniknąć takiego efektu, nałożyliśmy tę warstwę.

Który z fragmentów obrazu jest Pana szczególnym?

Szczególne są lamówki – ich odsłonięcie kosztowało mnie ogromną ilość czasu. To było bardzo trudne zadanie. Nawarstwienia na płaszczu Maryi usuwałem mechanicznie. Trwało to co prawda trzy miesiące, milimetr po milimetrze, ale nie było uciążliwe. Natomiast lamówki… Komisja zadecydowała, aby odsłonić XV-wieczną warstwę płaszcza, gdyż jest ona bardzo dobrze zachowana, a takich wizerunków nie ma zbyt wielu. Z płaszczem integralnie była związana lamówka, srebrzona i goldlackowana, z malowanymi kaboszonami i perełkami. Niestety, była ona przemalowana farbą temperową, której nie można było usunąć mechanicznie. Musiałem zastosować metodę chemiczną. Opierała się ona na użyciu silnych rozpuszczalników, a to wymagało niesamowitej precyzji i uwagi. Wiele mnie to kosztowało. To było niezwykle niebezpieczne działanie, ale w tym konkretnym przypadku, dało znakomity efekt. Czasem się zdarza, że jest to jedyna droga, by odsłonić najbardziej pierwotną wersję. To był najbardziej newralgiczny moment, bardzo czasochłonny. Stąd pewnie to wszystko tak długo trwało. Przy lamówkach, które nie są jakoś szczególnie duże, spędziłem przynajmniej dwa miesiące.

Jakie nowe informacje zyskano w czasie tych prac?

Wiadomo, że ten obraz był pierwotnie częścią tryptyku. Wiemy to stąd, że malowidło jest oprawione w ramę, która od początku była z nim integralnie związana. Zaprawa była kładziona jednocześnie na podobrazie, jak i na ramę. W bocznych listwach ramy widoczne są ślady po zawiasach. Na nich wisiały dwa skrzydła. W górnej listwie znajdują się dwa otwory wpustowe, po montażu zwieńczenia. Skoro to był tryptyk, to z całą pewnością musiał być ważnym wyposażeniem kościoła. Czy tego, z którego został w połowie XIX wieku kupiony, czyli z kościoła w Czernichowie, tego nie wiadomo. Nie ma żadnych dokumentów źródłowych, które by to potwierdzały. Być może kiedyś pojawią się jakieś informacje, a wtedy poszerzy się nasza wiedza o płaszowskim obrazie.

Dziękuję za rozmowę.

Karolina Krawczyk

Autor: Karolina Krawczyk

Kiedyś kard. Nagy zadziwił się moim wzrostem i nazwał mnie "małą redaktorką". Tak już zostało :) Z CzasemSERCA związana jestem od 2009 roku. Prowadzę także nasze radiowe audycje w Radio Profeto.pl Fascynuje mnie człowiek, dlatego najczęściej przeprowadzam dla Was wywiady. Uważam, że ludzie są Cudem.

Podziel się

Jeden komentarz

  1. Pięknie o konserwacji ale teraz coś o ekspozycji. Zmieniono kąt ustawienia obrazu w stosunku do osi kościoła, przez co większość wiernych pozbawiona została możliwości oglądania wizerunku podczas nabożeństw. Czarny pas nad koroną Matki Bożej wynikający ze źle usytuowanego światła dekomponuje obraz .Rama obrazu stanowiąca również jego zabytkowy element kompozycji została praktycznie wyeliminowana z wizualizacji. Białe plastikowe osłony wyglądające jak styropian z budowy, dopełniają goryczy oglądania pięknego zabytkowego wizerunku Najświętszej Pani podobnie zresztą jak przeciwlegle położonego obrazu św. Józefa. Może nowy Ks. Proboszcz łaskawie rozważy powyższe i w poczuciu wartości dzieła, także estetycznych, zdekomponuje obecną i zakomponuje nową ekspozycję obydwu bocznych ołtarzy.
    Z Wyrazami Szacunku Marian Jerzy Cichoń.

    Odpowiedz

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *