O rzucaniu talerzami

Słowa papieża Franciszka do małżonków o tym, żeby się kłócili, ale nigdy nie kończyli dnia bez pojednania, weszły w kanon tekstów, którymi chętnie posługujemy się w Kościele, opisując sytuacje międzyludzkie nie tylko „na ostrzu noża”. Podczas IX Światowego Spotkania Rodzin w Dublinie w sierpniu ubiegłego roku mówił on: „Tajemnica polega na tym, że mogą nawet latać talerze, ale trzeba się pogodzić, zanim zakończy się dzień. Nie trzeba do tego przemówień. Wystarcza przyjazny gest, pieszczota i pojednanie gotowe. Wiecie dlaczego? Bo jeśli się nie pogodzicie, zanim położycie się spać, to zbyt niebezpieczna jest zimna wojna dnia następnego”. Owo „latanie talerzy” między małżonkami wyraża metaforycznie rozmaite konflikty, które są ich udziałem. Nie sposób przecież współżyć tak, by uniknąć wszystkich burz i napięć, do których dochodzi pomiędzy pragnącymi wspólnie układać sobie życie. Prędzej czy później na jaw wychodzą bowiem rozbieżności charakterów, siła temperamentu czy spuścizna po przeżytych wcześniej doświadczeniach. Nie chodzi zatem o to, by przeżyć życie w niczym niezmąconej harmonii. Wspólnie odgrywana muzyka życia jest sztuką, której uczymy się również poprzez częste fałszowania, a tym samym ciągłe dostrajanie pasującego do danej chwili rytmu. Łatwiej być wirtuozem pojedynczych epizodów, aniżeli całe życie traktować jako tworzywo do artystycznej obróbki.

Chwile kryzysu każdej relacji nie są nigdy czymś przyjemnym dla stron, którym zależy czy zależało na jej trwałości. Niemiecka pisarka Luise Rinser uważa, że więzy łączące małżeństwo są dyskretne i ledwo zauważalne, „ale słychać, gdy pękają”. Spękana ziemia ludzkich więzi może oczywiście wyjałowieć i nigdy więcej nie przynieść oczekiwanych plonów. Może ona jednak stać się na nowo urodzajna i zrodzić nieznane do tej pory owoce. Wiele zależy od umiejętności zasiewu i chęci naszej wspólnej pracy.

Zdaję sobie sprawę, że poruszane w bieżącym numerze zagadnienia nie są łatwe. Naiwnością byłoby zatem twierdzenie, że istnieją na nie proste i powszechnie skuteczne rozstrzygnięcia. Niech lektura tekstów, które trafiają do Waszych rąk, stanowi z tej racji nieśmiałą próbę poszukiwania dróg wyjścia z sytuacji, które wydają się czasem nie mieć żadnego sensownego rozwiązania.

ks. Przemysław Bukowski SCJ

Autor: ks. Przemysław Bukowski SCJ

Pochodzę z Bełchatowa, choć nie wszystko się tam zaczęło. Na księdza wychowali mnie sercanie. Lubię myśleć, że potrafię myśleć. Dlatego od kilku lat, najpierw w niemieckim Freiburgu, a obecnie na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie, inspirowany głównie myślami Józefa Tischnera i tych, którzy jego inspirowali, uczę się bycia filozofem człowieka. Nic mnie bowiem tak nie kręci, jak pytania zadawane pytającym.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *