Najtrudniejsze przebaczenie

 

Najtrudniej jest przebaczyć samemu sobie. Przebaczenie, podobnie jak nawracanie się, jest procesem ciągłym, nie zaś jednorazowym aktem. Po pierwsze nieraz musimy dojrzewać latami, by tego przebaczenia doświadczyć. Po drugie w naszej codzienności wciąż pojawiają się nowe kwestie domagające się akceptacji. Gdy doświadczymy przebaczenia, wtedy będziemy potrafili prawdziwie przebaczać bliźnim, nie chować urazy, nie pamiętać złego. Przebaczenie otwiera drogę do dalszego rozwoju.

chronieni przez mechanizmy obronne

Każdy z nas ma w swojej psychice strażników najgłębszych struktur, rdzenia posiadanej osobowości. Są to tak zwane mechanizmy obronne, czyli sposoby radzenia sobie z wewnętrznymi konfliktami nie poprzez zmianę sytuacji, lecz zniekształcenie jej oglądu. Chronią nas one przed tym, co trudne: lękiem, złością, utratą akceptacji. Pomagają zachować dobry wizerunek we własnych oczach. Są takimi różowymi okularami, przez które spoglądamy na samych siebie. Z jednej strony są niezbędne. Nasze ego jest zbyt cenne i kruche zarazem, ażeby mogło być wystawione na bezpośrednie działanie szkodliwych czynników, np. bolesnych wydarzeń, nieprzyjaznych ocen innych, niepowodzeń. Dysonans między tym, jak siebie postrzegamy, a tym, jakie informacje docierają do nas od świata w pierwszym momencie może być zbyt trudny do przyjęcia. Z drugiej jednak strony nadmierne posługiwanie się mechanizmami obronnymi, co trzeba zaznaczyć czynimy nieświadomie, utrudnia nam efektywne funkcjonowanie w świecie. Nasza psychika bowiem poświęca bardzo dużo energii na obronę, na rozwój więc i poznawanie nowego pozostaje nam niewiele zasobów.

Nadmierna ochrona uniemożliwia przebycie procesu wewnętrznego uzdrowienia i przebaczenia samemu sobie. By przebaczyć, trzeba zobaczyć w prawdzie. Inaczej mówiąc, musimy uświadomić sobie gdzie i kiedy popełniliśmy błąd oraz jakie są jego konsekwencje. Musimy także za ten błąd wziąć odpowiedzialność. Pierwszym więc krokiem na drodze do przebaczenia samemu sobie jest wzrost samoświadomości. Ważne jest też uznanie własnych decyzji, czynów, ale też emocji. Z tym ostatnim mamy częsty problem, umieszczając źródło przeżywanych emocji poza sobą: „Patrz, do czego mnie doprowadziłeś”. Tymczasem źródło naszych emocji tkwi w nas samych. To my w ten, a nie inny sposób reagujemy na zachowania innych.

spojrzenie pełne miłości

Możemy na samych siebie spoglądać z dwóch perspektyw: krytycznej i karzącej lub pełnej miłości, a przez to i zrozumienia. Jakże często jesteśmy swoimi najsurowszymi sędziami. Czasem przeskakujemy ze skrajności w skrajność, raz będąc w stosunku do siebie zbyt surowym, innym razem zbyt pobłażliwym. Powielamy reakcje, jakie nasi rodzice przejawiali w stosunku do nas, gdy byliśmy dziećmi. Bywa, że uciekamy od własnego karzącego spojrzenia, przerzucając je na najbliższych. Irytujemy się ich wadami, nie uświadamiając sobie, że tak naprawdę dostrzegamy w nich to, czego nie akceptujemy w sobie samych.

Tymczasem siebie należy pokochać i to pokochać bezkrytycznie. Pokochać tak po prostu, za to, że jesteśmy. Zaakceptować sam fakt bycia w świecie. Rozradować się własnym życiem. Popatrzeć na ogrom potencjału, który w nas drzemie. I dopiero później mądrze od siebie wymagać. Kiedy trudno nam z miłością spojrzeć na siebie, dobrze jest to uczynić aktem woli. Nie musimy czuć, ważniejsze jest postanowienie bycia dla siebie dobrym. Gdy zbyt mało w naszym arsenale wspomnień wzmacniających naszą pewność siebie i poczucie bycia ok, wtedy trzeba nam intensywniej otwierać się na odbieranie pozytywnych komunikatów od ludzi w tym konkretnym czasie naszego życia, w którym jesteśmy. Dopiero na polu miłosnej akceptacji siebie będziemy mogli w bezpieczny sposób dotykać tego, co bolesne. A drogą do uśmierzenia wewnętrznego bólu jest przebaczenie.

przebaczam i idę dalej

Przebaczyć to uwolnić się z poczucia winy. Poczucie winy hamuje rozwój, więzi w wewnętrznych wyrzutach i pretensjach. Nasze życie jest pełne błędów i pomyłek. Tego, co było, nie możemy zmienić. Możemy jednak wykorzystać zdobyte doświadczenia dla własnego pożytku. Dobrze jest zaakceptować nasze wybory i postawy z wcześniejszych etapów życia. Jako dziecko, nastolatek, młody dorosły widzieliśmy rzeczywistość w inny sposób, niż patrzymy na nią teraz. Gorszy? Raczej mniej dojrzały. Podobnie jak sukcesy, także porażki wyznaczają nasze codzienne ścieżki. Trudne doświadczenia kształtują. Są osoby, które potrafią przekuć je w swój atut, np. pomagając innym, będącym w podobnej sytuacji.

Można więc z uporem nie dostrzegać olbrzymiej przestrzeni tkwiącej w każdym z nas – przestrzeni do zmiany. Można zacieśniać swój świat, wikłając się w coraz bardziej zawiłe tłumaczenie siebie. Można, ale nie trzeba. Po drugiej stronie są Ci, którzy pozwalają sobie na oddech, nie ulegają pułapce perfekcjonizmu, spoglądając na siebie, coraz wyraźniej dostrzegają swoją prawdziwą twarz, nie zaś wyidealizowany obraz. A kiedy trzeba dotknąć czegoś, co boli? Powoli i ostrożnie dotykają, ponieważ wiedzą, że żaden sukces ani żadna porażka nie są w stanie zmienić tego, co leży u podstaw ich samych. To, co najważniejsze leży poza zasięgiem naszych ludzkich działań. To, co najważniejsze odkrywamy, a nie tworzymy. Dlatego jesteśmy bezpieczni. Jesteśmy wartościowi mimo tego, co nam się nie udało. Jesteśmy warci miłości nie dlatego, że coś potrafimy robić dobrze, posiadamy takie lub inne cechy, lecz z samego faktu naszego istnienia i stworzenia. Świadomość tej prawdy dodaje odwagi, by wejść na drogę dalszego rozwoju, poprzedzoną przebaczeniem.

Aneta Pisarczyk

Autor: Aneta Pisarczyk

Żona Jacka i mama rocznej Zosi. Wciąż od nowa nawracająca się chrześcijanka. Z zawodu i zamiłowania psycholog. Najważniejsze dla mnie to codzienne i wierne wypełnianie swojego powołania. Radość odnajduję w tym, co najprostsze i zarazem najpiękniejsze. Uwielbiam odkrywać dobro w samej sobie, moich bliskich, a także tych których spotykam na swojej zawodowej drodze. Uważam, że każdy z nas posiada w sobie niezwykłe bogactwo i potencjał. Moje bycie psychologiem rozumiem jako pomoc w wydobywaniu go na światło dzienne. Pasjonuje mnie psychologia relacji i bliskich związków. Od czasu urodzenia córki mocniej zainteresowałam się także rozwojem małego człowieka. Odpoczywam spędzając czas z moją rodziną i przyjaciółmi, najchętniej w towarzystwie natury oraz kubka dobrej kawy.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *