Moje dziecko. Jego życie

Nadchodzi w życiu rodziny taki czas, gdy dorosłe już dzieci wchodzą na drogę swojego życiowego powołania. Do tego zadania przygotowywały się przez całe dzieciństwo i młodzieńcze lata, czerpiąc pełnymi garściami z tego, co jako rodzice im ofiarowaliśmy. Czasem jednak takie usamodzielnianie się dziecka bywa bardzo trudne, szczególnie w momencie, gdy wybrana przez nie droga jest dla nas, rodziców, trudna do zaakceptowania.

zawiedzione nadzieje

„A myśmy się spodziewali” – to rzeczywistość wielu rodzicielskich serc. Jako rodzice mamy pewne oczekiwania i wyobrażenia co do przyszłości naszych dzieci. Co więcej, wiążemy naszą przyszłość z ich przyszłością. Jak wyobrażamy sobie siebie na starość? Często jako babcię i dziadka spędzających czas z ukochanymi wnuczkami. Chcemy uczestniczyć w życiu dorosłych dzieci, liczymy na ich pomoc w chwilach choroby i utraty sił. Sytuacja każdej rodziny i oczekiwania rodziców względem dorosłych dzieci są różne. Coraz częściej pozwalamy dzieciom na podejmowanie własnych decyzji i samodzielne wybieranie życiowej drogi. Jednak są też rodziny, w których chęć narzucenia potomkom swojej wizji ich dalszego życia jest niezwykle silna. Często takie sytuacje mają miejsce, gdy dziecko jest jedynakiem. Gdy jedyny syn/córka zamiast założyć rodzinę i wejść na drogę kariery zawodowej, decyduje się na wstąpienie do zakonu/seminarium, trzeba zmierzyć się z niemożnością zostania dziadkami. A to dla wielu osób wielka strata, bowiem nie tylko wnuczki potrzebują dziadków, ale i dziadkowie potrzebują wnuczków. W rodzinach wielodzietnych bywa łatwiej z przyjęciem takiej decyzji potomka. Zdarza się bowiem, że gdy jedno dziecko wstępuje do zakonu, inne w tym samym czasie przygotowuje się do ślubu.

A rodziny posiadające gospodarstwo, duży dom rozbudowywany z myślą o rodzinie wielopokoleniowej? A rodzice posiadający własną firmę? Rodzice będący lekarzami, prawnikami, dyrektorami? Naturalna jest potrzeba posiadania następcy, kogoś, kto zadba o rodzinny interes, pomoże utrzymać dom, będzie prowadził gospodarstwo, gdy nasze siły opadną i po skończonych prestiżowych studiach usiądzie obok nas jako pełnoprawny specjalista, mogący przejąć rodzinny gabinet, posadę, firmę. Mam wrażenie, że im więcej mamy (pieniędzy, bogactwa, prestiżu) i im więcej czasu poświęciliśmy w swoim życiu na zdobywanie, gromadzenie, dorabianie się, tym trudniej pozwolić dziecku odejść z rodzinnego domu. Niektóre rodziny pozwalają na to tylko pozornie, jest to odejście na pewnych niepisanych zasadach. I są dorośli, którzy prowadzą już swoje życie, a tak naprawdę nigdy mentalnie nie wyprowadzili się z rodzinnego domu. Są dorośli, których życie to realizacja scenariusza stworzonego przez ich rodziców. Czasem bywa tak, że mama i tata są zadowoleni z wyborów życiowych syna/córki i z łatwością wypuszczają dzieci w świat. Czasem towarzyszy temu silny bunt, niezgoda, a nawet i zakaz. Czy można jednak zakazać dziecku podjęcia próby odkrycia i realizacji swojego życiowego powołania? Czy można przymusić dziecko do obrania takiej drogi życiowej, która według nas będzie dla niego najlepsza?

zmiana perspektywy

Jak więc zmierzyć się z akceptacją wyborów życiowych naszego dziecka? Jak szczerze i autentycznie pobłogosławić mu na jego drogę kapłańską/zakonną, gdy nasza wiara w Boga, a może i wiara w Kościół jest coraz słabsza? Jak pozwolić córce na wstąpienie do zakonu, gdy w wyobrażeniach na temat życia konsekrowanego myślimy o marnowaniu życia, bezpodstawnym poświęceniu, uniżeniu, którego nie rozumiemy? Rodzice często są niechętni wobec decyzji potomka, bo wydaje im się ona błędna. Pamiętajmy jednak, że nie uszczęśliwimy dzieci naszymi pomysłami na ich życie. Każdy musi wybrać sam. Każdy ma prawo wybrać sam.

Spróbujmy spojrzeć na nasze dziecko nie przez pryzmat rodzicielskiego lęku i rozczarowania, lecz poprzez jego nadzieję i pragnienia. Posłuchajmy własnego dziecka i tego, czym chce się z nami podzielić. Spróbujmy zrozumieć, z czym się zmaga, zobaczmy odwagę jego decyzji, często tej, jak wydawałoby się słabo ugruntowanej, nieco niedojrzałej. Pamiętajmy, że nasz sprzeciw nie pomoże młodemu człowiekowi w rozeznawaniu przyszłej drogi. Poprośmy syna/córkę, by opowiedzieli nam o tym, jaki Kościół poznali, do jakiego Kościoła chcą ściśle przynależeć i kim jest Bóg, któremu chcą służyć. Takie rozmowy pomogą nam przełamać wewnętrzną niechęć, zbudują nić porozumienia, pozwolą spotkać się z własnym dzieckiem, poznać jego emocje, myśli i to, co kryje się za podjętą decyzją. Co więcej, nasza otwartość, nieocenianie, przyjęcie dziecka będzie dla niego rzeczywistym wsparciem.

czas na towarzyszenie

Gdy więc syn/córka podjęli decyzję o chęci rozeznawania swojej drogi życiowej w zakonie czy seminarium, to jako rodzice możemy im w tym wiernie i z miłością towarzyszyć. Towarzyszyć, czyli być obok, być dostępnym, być wsparciem, jeśli o takowe wsparcie poproszą. Towarzyszyć to znaczy usunąć się nieco w bok, by nie zasłaniać swoją osobą niczego ważnego w świecie dziecka. W końcu towarzyszyć to zamilknąć, przemilczeć tak zwane złote rady, obawy i lęki, pozwolić dziecku wejść na wybraną drogę jak najpewniejszym krokiem. Pamiętajmy, że przekroczenie bram seminaryjnych/zakonnych nie czyni nikogo księdzem czy osobą zakonną. To raczej zrobienie w sobie przestrzeni na działanie Pana Boga i poszukiwanie swojego życiowego powołania. Dla jednych jest to etap wiodący do życia konsekrowanego, dla innych rozeznania innej drogi poprzez poznawanie siebie i Kościoła. Niech nasze dziecko ma w nas wiernych towarzyszy ofiarujących mu czas i przestrzeń na poszukiwanie, błądzenie i odnalezienie życiowej drogi. I pamiętajmy, że rodziną jesteśmy na zawsze, niezależnie od tego, jakich wyborów dokonają jej poszczególni członkowie. Dlatego niezależnie od życiowych okoliczności możemy być dla siebie nieocenionym wsparciem oraz ogromną dawką miłości na co dzień.

Aneta Pisarczyk

Author: Aneta Pisarczyk

Żona Jacka i mama rocznej Zosi. Wciąż od nowa nawracająca się chrześcijanka. Z zawodu i zamiłowania psycholog. Najważniejsze dla mnie to codzienne i wierne wypełnianie swojego powołania. Radość odnajduję w tym, co najprostsze i zarazem najpiękniejsze. Uwielbiam odkrywać dobro w samej sobie, moich bliskich, a także tych których spotykam na swojej zawodowej drodze. Uważam, że każdy z nas posiada w sobie niezwykłe bogactwo i potencjał. Moje bycie psychologiem rozumiem jako pomoc w wydobywaniu go na światło dzienne. Pasjonuje mnie psychologia relacji i bliskich związków. Od czasu urodzenia córki mocniej zainteresowałam się także rozwojem małego człowieka. Odpoczywam spędzając czas z moją rodziną i przyjaciółmi, najchętniej w towarzystwie natury oraz kubka dobrej kawy.

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.