Mój Izrael

 W zasadzie nie pamiętam, kiedy pierwszy raz przebiegła mi przez głowę myśl o tym, by pojechać do Izraela. Zawsze wydawało mi się to czymś nierealnym i tak odległym, że nigdy nie brałam mojego marzenia na poważnie. I dobrze się stało, bo dzięki temu to Pan Bóg zajął się spełnianiem tego, co pozornie niemożliwe.

 

początki

Marzec 2011 roku. Po kilku tygodniach obserwacji cen biletów lotniczych podjęłyśmy z moją imienniczką decyzję o ich kupnie. A więc to już, klamka zapadła. Zostało nam 108 dni do wylotu. Najbliżsi nie dowierzali, my zresztą też nie. Pojawiały się różne głosy: rodzina wspierała, koleżanki i koledzy ze studiów raczej mówili, że to absolutne szaleństwo. Do Izraela poleciałyśmy we dwie. Tylko.

Podzieliłyśmy się sprawami technicznymi: Karolina zajęła się trasą, ja rezerwacją noclegów. Nagle zaczęły pojawiać się osoby, które chętnie dzieliły się swoim doświadczeniem z pobytu w Ziemi Świętej. Co jakiś czas przychodził sms: „Modlę się za Was i ten Wasz wyjazd”. Na niecałe dwa tygodnie przed wyjazdem dostałam wiadomość od kolegi: „Mam raka. Pomódl się za mnie, proszę. Zwłaszcza gdy będziesz czytała Piątą Ewangelię”.

 

miękkie lądowanie

Godzina 3.00. Z okien samolotu widać blask świateł, które ukazały nam naszą ziemię obiecaną. Na twarzach szerokie uśmiechy, w sercu szczęście. Za chwilę będziemy lądować. Zapięłyśmy pasy, wzięłyśmy głęboki oddech… Czekałyśmy pełne spokoju i ufności. Nic nie mogło tego zniszczyć. Koła samolotu spokojnie dotknęły ziemi, a na pokładzie rozległy się oklaski. Już jesteśmy. Spontanicznie zaczęłyśmy się modlić: „Chwała Ojcu i Synowi…”.

W czasie odprawy paszportowej dzięki specjalnemu zaproszeniu uniknęłyśmy pytań i dodatkowych kontroli. Pan oddał nam dokumenty i powiedział: „Welcome to Israel. Enjoy your time!”. Odwdzięczyłyśmy się uśmiechem, który towarzyszył nam już nieustannie przez cały ten czas. Jesteśmy wolne. W Izraelu, właśnie teraz.

 

witajcie!

Prosto z lotniska przeszłyśmy na dworzec kolejowy i zgodnie z planem udałyśmy się na północ kraju. Pomimo zmęczenia (nie spałyśmy już ponad dobę) chłonęłyśmy każdy widok, każdy promień wschodzącego słońca. Po naszej lewej stronie ukazało się Morze Śródziemne, słońce wschodziło po prawej. Nagle spostrzegłam, że tuż obok niego pojawiła się maleńka chmurka, która ułożyła się w kształt serca. Przypadek? Nie wierzę. Po prostu Pan Bóg w ten sposób wyznał nam miłość i przywitał nas w Ziemi Świętej.

 

cisza pełna zachwytu

Przygniecione ciężarem naszych bagaży z radością powitałyśmy w pewne niedzielne przedpołudnie Nazaret. Kierowca niezbyt życzliwie poinformował nas, że już trzeba wysiąść. Opuściłyśmy autobus i rozejrzałyśmy się wokół. Nagle pojawił się ktoś, kto chętnie zaprowadził nas do bazyliki Zwiastowania Pańskiego. Kilkaset metrów lekko pod górę. Minęłyśmy parę arabskich straganów z pamiątkami i naszym oczom ukazał się piękny kościół. Rozstałyśmy się z naszym „przewodnikiem” i weszłyśmy do środka.

Przyjemny chłód świątyni. Z góry bazyliki dochodziły do nas przytłumione dźwięki arabskich pieśni. Kończyła się Eucharystia. Zrzuciłyśmy plecaki i uklękłyśmy naprzeciw tabernakulum, które ukrywało przed nami Chrystusa. Nasze serca ogarnął błogi pokój. Pojawiły się łzy, serce było ściśnięte wzruszeniem. Patrzyłyśmy w głąb groty oczyma ciała, ale oczy duszy przeniosły nas do tego momentu, w którym Maryja powiedziała ciche „tak”. Bez wątpienia musiała wyszeptać to słowo cichutko. To miejsce nie znosi krzyku. Tutaj można tylko milczeć. Pozostałyśmy w skupieniu przez kilka godzin. Odpoczywało nie tylko ciało, ale także karmił się duch. „Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza” (Ps 131,2).

 

Jerozolimo, nie zapomnę o tobie

Jerozolima była dla nas najbardziej „polskim” miejscem. Tutaj dołączyłyśmy się do pielgrzymki z Krakowa, tutaj uczestniczyłyśmy w Eucharystii sprawowanej w naszym języku, tutaj poznałyśmy kapłana pochodzącego z Polski, którego pomoc, przychylność i poczucie humoru były nieocenionym skarbem. Wędrowałyśmy po Syjonie, zwiedzałyśmy Miasto Dawida, Górę Oliwną… Wieczorami uczestniczyłyśmy we Mszy św. w języku hebrajskim. Tutaj też zderzyłyśmy się z ortodoksją, kiedy nieświadomie złamałyśmy spoczynek szabatowy. Pomimo kilku groźnie wyglądających scen zawsze wychodziłyśmy cało.

Bezsprzecznie najważniejszym miejscem i momentem była Eucharystia w miejscu zmartwychwstania. Do uczestnictwa w niej zostałyśmy zaproszone, kiedy byłyśmy jeszcze w miejscowości Tabgha nad Jeziorem Galilejskim. To jedyny dzień, kiedy pobudka przed 5.00 rano nie stanowiła dla nas najmniejszego problemu. Wędrując o świcie przez Stare Miasto, poznałyśmy cichą Jerozolimę, jeszcze ospałą, jeszcze leniwie czekającą na wydarzenia kolejnego dnia. Oczekując na Eucharystię, powierzyłyśmy Jezusowi wszystkich, którzy prosili nas o modlitwę. Tuż przed Mszą św. ks. Stephan kazał nam iść bezpośrednio za nim. Dzięki temu stałyśmy tuż przy ołtarzu, we właściwej części Grobu Pańskiego. Łzy płynęły same, bo takiego prezentu żadna z nas nie mogła sobie nawet wyobrazić…

 

wiesz, że musisz wrócić

Kiedyś spotkałam w Jerozolimie pewną zakonnicę, Annę Marię, która mi powiedziała, że z Ziemią Świętą jest tak, że jeśli raz tu przyjedziesz, to wciąż chcesz tu wracać. Miała rację – do Izraela wróciłam jeszcze dwa razy, a teraz wciąż marzę, by znów tam być.

To tylko fragment mojej przygody. A przecież byłam też w Jerycho, Qumran, Mitzpe Ramon. Zamoczyłam nogi w każdym z mórz, dźwigałam ciężki plecak, wędrując na górę Karmel. Rozmawiałam z uzbrojonymi po zęby żołnierzami na granicy z Jordanią…

Oprócz zdjęć, nagrań i pamiątek mam to, co najważniejsze – wdzięczność wyrytą w sercu i wciąż żywą. Na samą myśl o Izraelu pojawia się uśmiech, jeszcze bardziej promienny niż słońce nad Pustynią Judzką. A wspomnień mam wiele, o wiele więcej niż ziaren piasku przywiezionego z pustyni Negew.

Karolina Krawczyk

Autor: Karolina Krawczyk

Kiedyś kard. Nagy zadziwił się moim wzrostem i nazwał mnie "małą redaktorką". Tak już zostało :) Z CzasemSERCA związana jestem od 2009 roku. Prowadzę także nasze radiowe audycje w Radio Profeto.pl Fascynuje mnie człowiek, dlatego najczęściej przeprowadzam dla Was wywiady. Uważam, że ludzie są Cudem.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *