Miłości nie można zatrzymać

 

W naszym języku zadomowiło się na dobre porównanie życia ludzkiego do wędrówki. W ten sposób próbujemy oswoić się z różnymi przemianami, których doświadczamy wraz z upływem lat. Codzienne doświadczenie niejako umacnia nas w przekonaniu, że na ziemi jesteśmy tylko gośćmi przemierzającymi wyznaczoną nam drogę.

pod kontrolą?

Różne perypetie, których nie brakuje w żadnej ludzkiej historii, odzierają nas w mniej czy bardziej bolesny sposób ze złudnego przeświadczenia o panowaniu nad drogą, którą mamy do przebycia. Wystarczy moment nieuwagi, przesadna wiara we własne możliwości i nagle znajdujemy się w zaułkach, z których wydaje się, że nie ma wyjścia. Bywa, że w takim momencie ustajemy w drodze. To, co jest chyba najtrudniejsze w życiu, to świadomość własnego zagubienia, utrata sensu i celu osobistej pielgrzymki. Dobrze w takiej sytuacji rozejrzeć się wokół siebie, czy przypadkiem w pobliżu nie ma kogoś z właściwie ustawionym kompasem sumienia, od kogo można by zaczerpnąć rady, w jakim kierunku najlepiej podążyć. Najgorsze są bowiem dla człowieka stagnacja, niechęć do postawienia następnego kroku, czarnowidztwo i brak nadziei, że nawet po przeróżnych przejściach można powstać na nowo.

orędzie Jezusowej drogi

Niesamowite jest to, że także Chrystus wpisuje się w ludzkie doświadczenie drogi. Jego nauczanie odbywa się w drodze. Nie ma On miejsca, gdzie mógłby głowę skłonić. Nigdzie nie pozostaje dłużej, niż rzeczywiście potrzeba. Ze swoim świadectwem miłości, na które składa się słowo i znak, przemierza palestyńską ziemię, bo w różnych miejscach znajdują się ludzie, którzy potrzebują impulsu do drogi. Do takiego chodzenia ze sobą Jezus zaprasza i swoich uczniów. Pragnie, aby podążali za Nim, i to po Jego śladach. Chce być dla nich Przewodnikiem, który przeprowadza ich nawet przez najbardziej ciemne doliny, tak jak to czyni najlepszy Pasterz wobec swojej trzody. Przy tym, odwołując się do konkretnych życiowych doświadczeń, uczy ich czujności wobec zakusów Złego, wrażliwości, orientacji w terenie i rozwagi, aby na własnych drogach się nie zagubili. A jeśli do tego by już doszło, pomaga im zrozumieć, że nie ma sytuacji bez wyjścia i że tym, czego nie wolno utracić, jest pasja chodzenia za Nim. Jezus pokazuje im, że ludzka droga nie jest wcale łatwa, lecz czyha na niej tak wiele niebezpieczeństw, których winni być świadomi. Jednak szczególna świeżość Jezusowego spojrzenia na ludzką drogę zasadza się na tym, że można na niej, a nawet trzeba poruszać się z własnym krzyżem. Człowiek nie lubi balastu, czasami marnuje tak wiele sił, by się go pozbyć, a kiedy nie jest w stanie tego zrobić, zatrzymuje się i rezygnuje z dalszej drogi. Po prostu się poddaje. Tymczasem Jezus Przewodnik proponuje każdemu swojemu uczniowi podążanie własną drogą z krzyżem na ramionach. I w tym właśnie pokazuje sens. Uczy, że ciężar może być słodki i lekki. Oto prawdziwe orędzie Jego drogi. Ci, którzy to zrozumieją, mogą być szczęśliwi. Właśnie smak ciężaru krzyża przemienia ludzką wędrówkę w pielgrzymowanie. Natchnąć ludzki krzyż sensem miłości – to także dar Jego kochającego Serca.

Chrystusowa pielgrzymka

W Koronce do Najświętszego Serca Pana Jezusa proponowanej przez o. Leona Jana Dehona, w części II, pośród tajemnic Jego męki jest także i ta: „Serce Jezusa cierpieniami przygnębione”. Rozważaniu tej prawdy może towarzyszyć obraz Jezusa obarczonego krzyżem, chylącego się ku ziemi pod ciężarem ludzkich win, cierpiącego na duszy z powodu ogromu ludzkiej nieprawości, a może jeszcze bardziej człowieczej obojętności, odczuwającego ból nie do zniesienia powodowany dolegliwościami ciała, upadającego, ale mimo wszystko niepoddającego się i podnoszącego, by mozolnie podążać do swojej Golgoty, na której dokonało się zbawienie świata. Przyjęcie krzyża, jego konsekwencji i podejmowania go niejako na nowo, krok po kroku uczyniło Jego drogę swoistego rodzaju pielgrzymką, która ma konkretny sens i cel. W ten sposób Jezus pokazał nam również, że miłość przynaglająca serce człowieka nie znosi stagnacji. Miłość, by osiągnąć zamierzony cel i sensownie natchnąć drogę, musi być ciągle w ruchu. Tylko taka miłość rzeczywiście owocuje.

przywrócenie akcji serca

Przyzwyczailiśmy się do tego, by miłość symbolizować sercem. W jego naturze jest ciągła, spokojna, najbardziej równomierna akcja. Moment zatrzymania serca jest krytyczny dla całego organizmu. A może tak samo jest z wewnętrznym sercem odpowiadającym za sferę duchową człowieka? Jeśli przestaje pulsować, zatrzymuje się, a w momencie krytycznym nie zostanie poddane reanimacji, doprowadza to do tego, że człowieczeństwo w nas niejako zamiera. I choć egzystujemy nadal, poruszamy się, nie brakuje w nas podstawowych oznak życia, to jednak staje się ono niejako wegetacją. Idziemy jakąś drogą, ale nie pielgrzymujemy. Na szczęście dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa taki stan nie jest nieodwracalny. Trzeba rozejrzeć się wokół siebie, dostrzec znaki Chrystusowej obecności także w krzyżu, który przygniata nasze ramiona, zwrócić się w Jego stronę i wołać: „Spraw, niech Cię kocham na nowo, niech Cię kocham coraz więcej”. On zaś, jak uczy doświadczenie, nie pozostawia samych sobie ludzi, którzy się do niego zwracają. Zaprasza, by pójść za Nim, po Jego śladach, by życie nie było tylko wędrowaniem, ale rzeczywistą pielgrzymką z oswojonym krzyżem na ramionach, najlepiej do ojczyzny, którą jest dla chrześcijanina niebo.

Autor: ks. Sławomir Kamiński SCJ

Formator, rekolekcjonista, wykładowca historii Kościoła w Wyższym Seminarium Misyjnym w Stadnikach, duszpasterz Domu Rekolekcyjnego Księży Sercanów w Kluczborku.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *