Miłość nie stroni od prawdy

Jedna z większych bolączek dzisiejszego świata to specyficzne podejście do prawdy. W naszych codziennych relacjach daliśmy przyzwolenie na nazywanie prawdą tego, co do końca i w pełni nią nie jest. I tak zgadzamy się na wszelkiego rodzaju półprawdy. Nawet dla cynicznego kłamstwa wykreowaliśmy wyrażenie „mijać się z prawdą”, które już tak nie poraża swoim ciężarem. Natomiast notoryczne unikanie prawdy i wprowadzanie innych w błąd usprawiedliwiamy a to prawem marketingu, a to regułami politycznymi czy też małą szkodliwością społeczną danego czynu czy słowa.

krucha, ludzka prawda…

W ten sposób dajemy się bezkarnie mamić obietnicami bez pokrycia czy też jednostronną reklamą, w której wszystko jest „naj” i dla zachowania w sobie owego „naj”. I choć denerwujemy się potężnymi płachtami umów tak skonstruowanych, aby jak najmniejsza była odpowiedzialność tego, który nam coś sprzedaje, albo stosowanymi w nich niejednoznacznymi pojęciami, to łatwo godzimy się na taki stan rzeczy dla świętego spokoju, a pewnie i dlatego, że walka, którą trzeba by podjąć, przypomina walkę z wiatrakami. I tak, nie chcąc dać się zaszufladkować jako niedzisiejsi, odpuszczamy i w konsekwencji godzimy się na świat, w którym wszystkie reguły stają się dozwolone, byleby osiągać zamierzone cele. Niestety, to wszystko przekłada się na relacje międzyludzkie i wartościowanie, co ostatecznie osłabia pod względem moralnym naszą społeczność. Pewnie wcześniej czy później za to zapłacimy, zresztą już to się w pewnym stopniu dzieje. Depresja, niemożliwość poradzenia sobie z negatywnymi uczuciami, przemoc, której źródłem niejednokrotnie jest poczucie niesprawiedliwości, wykorzystania, różnego rodzaju nerwice i ucieczka od realnego świata w przestrzeń nałogów. Kiedy zastanowimy się nad tym wszystkim, okaże się, że pewnie jedną z wielu przyczyn jest zagubienie prawdy jako podstawy odniesienia do samego siebie i relacji międzyosobowych.

prawda mocna jak skała

Jakże inny pod tym względem jest świat nakreślony nam przez ewangelistów. Dla Jezusa prawda zdaje się mieć kolosalne znaczenie i to nie tylko dlatego, że sam przedstawia się nam jako Prawda (por. J 14,6), czyli gwarant wierności Boga w stosunku do człowieka, lecz także dlatego, że jest ona fundamentem wszelkiego rodzaju trwałych przedsięwzięć ludzkich. Stąd ważna wydaje się prawda o sobie w kontekście realizacji osobistego powołania do świętości. Podobnie jest z prawdą o świecie, w którym się obracamy, czy też prawdą o naszych wzajemnych relacjach, zamierzeniach, postawach, religijności czy też stosunkach społecznych. Przecież Chrystus wstęp do swojego królestwa zapewnił tylko tym, którzy pomimo swojej słabości postanawiają żyć w prawdzie. Wobec swoich uczniów również wydaje się prawdziwy aż do bólu. Nie roztacza przed nimi wizji świata, w którym żyje się lekko, łatwo i przyjemnie. Na poszczególnych etapach formowania apostołów mówi o swoim cierpieniu i śmierci, pokazując w ten sposób, że dla chrześcijanina nie ma innej drogi jak droga krzyża, a jeśli zaprasza ich do tego, by towarzyszyli mu i szli za Nim, to jasno pokazuje, że w tej wędrówce nie da się obejść krzyża dookoła, ale wcześniej czy później trzeba się będzie z nim zmierzyć. Jego los stanie się losem Jego uczniów. Po ich różnych reakcjach można by wysnuć wniosek, że niezbyt chętnie tego słuchali, byli przecież w pewnym sensie niewolnikami swoich marzeń i wyobrażeń o Mesjaszu. Mimo wszystko Jezus nie rezygnuje z prawdy, nawet wtedy gdy pojawia się zagrożenie, że może ich utracić wraz z innymi, którzy ostatecznie zdezerterowali po rozmnożeniu chleba, o czym pisze Jan Ewangelista (por. J 6,66). Dalej Jego mowa i wymagania są trudne, ale nigdy nie pisane małym, nieczytelnym druczkiem, wkomponowanym w umowę z pozoru tylko korzystną, jaką dzisiaj niejednokrotnie proponuje świat. Nawet w klimacie tak podniosłej chwili, jaką była ostatnia wieczerza, uczniowie muszą się zmierzyć z prawdą: Judasz z prawdą o sobie, a apostołowie z prawdą o zdradzie. Jezus nie kryje również prawdy o grożącym apostołom prześladowaniach z powodu Jego osoby. „Pamiętajcie o słowie, które do was powiedziałem: «Sługa nie jest większy od swego pana». Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15,20). A wszystko to ze względu na Jego imię – Jehoszua, w skróconej formie Jeszua, co znaczy: „Bóg jest zbawieniem!”. To nie człowiek własnymi zabiegami sam siebie zbawia!

prawda – przyjaciółka miłości

Dlaczego Jezusowi tak bardzo zależało na prawdzie? Może właśnie dlatego, że miłość, w której kuleje prawda, nie może być miłością prawdziwą. Prawda dotyka przecież pokładów zaufania. Człowiek oszukany i zmanipulowany nie jest zdolny do pełnej ufności, a bez niej miłość staje się tylko atrapą. Czasami rządzą nami dylematy, zwłaszcza w sytuacjach granicznych: Mówić do końca prawdę czy też ją przemilczeć? Jezus swoim przykładem pokazuje nam, jak wielką wagę dla autentyczności świadectwa miłości ma mimo wszystko prawda. Pewnie tego trzeba nam się także i dzisiaj uczyć. Oczywiście taka postawa zakłada, że trzeba się będzie niejednokrotnie zmierzyć z ludzkim, często niezwykle emocjonalnym podejściem do sprawy. Bo prawda boli jak otwarta rana uczyniona wprawną lub mniej wprawną ręką chirurga niosącego pomoc, zwłaszcza w chwili zagrożenia życia. Warto jednak pamiętać, że pozostaje ona w stosunku podporządkowania miłości. Ona tę miłość umacnia i utwierdza w autentyczności oraz – w myśl Pawłowych słów – współweseli się z nią (por. 1 Kor 13,6).

prawda dzisiejszym wyzwaniem…

Kiedy więc dostrzegamy, jak dzisiejszy świat różni się od świata Ewangelii, choćby w kontekście podejścia do prawdy, przed nami, chrześcijanami, staje wyzwanie, by przywrócić zagubionemu człowiekowi jej znaczenie. Stanie się tak, gdy spróbujemy pójść pod prąd mentalności półprawd, najpierw oczywiście w swoim życiu. Oto nasze powołanie, konieczność, której nic i nikt w świecie nie jest w stanie zastąpić. Dać poznać dzisiejszemu człowiekowi smak ewangelicznej Prawdy, w świetle której może on dopiero siebie i innych naprawdę zrozumieć i w końcu pokochać. Obyśmy pod tym względem nigdy nie zdezerterowali, zwłaszcza w imię ułożenia sobie ze światem korzystnych relacji.

Autor: ks. Sławomir Kamiński SCJ

Formator, rekolekcjonista, wykładowca historii Kościoła w Wyższym Seminarium Misyjnym w Stadnikach, duszpasterz Domu Rekolekcyjnego Księży Sercanów w Kluczborku.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *