Miłość lekarstwem na opuszczenie…

 

Jedne z najtrudniejszych doświadczeń człowieka to odczucie opuszczenia. Nikt przecież nie jest samotną wyspą. Potrzebujemy bliskości innych. Pragniemy życzliwości, dobroci, akceptacji. Gdy te życiowe komponenty jakoś współgrają ze sobą, po prostu łatwiej się żyje, a jeśli któregoś z nich brakuje, życie człowieka może stać się udręką. Pośród nas jest tak wielu ludzi, którzy w większym czy mniejszym stopniu doświadczają opuszczenia.

pozostawieni samym sobie

Tak jest z dziećmi rodziców zarażonych trądem egoizmu. W podobnej sytuacji znajduje się dojrzała kobieta pozostawiona przez męża dla innej czy też mężczyzna porzucony przez kobietę, której ślubował dozgonną miłość. Opuszczenia doświadcza nastolatek, którego rodzice są zajęci robieniem kariery i nie znajdują czasu na zwykłą, ciepłą rozmowę, dającą poczucie bezpieczeństwa. Tak czuje się osoba chora w szpitalu, w domu opieki, przeżywająca w sercu ból, gdyż przegrała z wycieczką, z której dzieci nie mogły zrezygnować. Do listy przeżywających opuszczenie można by dopisać wdowę czy wdowca, tęskniących z każdym oddechem coraz bardziej za swoją drugą połową, która została odwołana na drugi świat zbyt szybko. Opuszczonym może się czuć bezrobotny chodzący od drzwi do drzwi, by usłyszeć: „Przykro nam, ale nie mamy dla pana czy pani pracy”, albo człowiek, któremu postawiono zarzuty – mniejsza o to czy zasadne, czy bezzasadne – skazany bez rozprawy sądowej przez swoje środowisko na niebyt przyjacielski czy towarzyski. Tyle opuszczenia, a ile za tym bólu z powodu pozostawienia kogoś samemu sobie. To wszystko możemy dostrzec, usłyszeć, a więc nazwać po imieniu. Jest jednak także ból opuszczenia, którego nie widać albo trudno go usłyszeć z powodu zgiełku medialnego świata, który ceni, to co przyjemne, wygodne, a nierzadko w pewien sposób i samolubne. Czy opuszczeniem nie jest decyzja rodziców o śmierci ich poczętego dziecka, którego głosu i bólu odrzucenia nie można usłyszeć? Paradoksem jest to, że do takich ludzkich dramatów dochodzi także z powodu poczucia opuszczenia i odrzucenia przez współrodzica, najbliższych lub otoczenie, które woli umyć ręce, niż podać je w geście solidarności.

Bóg nie zapomina o opuszczonych

Doświadczenie opuszczenia nie było obce także i Chrystusowi, a najlepszym tego dowodem jest Jego cierpienie podczas męki krzyżowej. Uczniowie – Jego przyjaciele, kiedy byli najbardziej potrzebni, choćby w Getsemani, zasnęli, a w momencie zagrożenia po prostu ratowali swoją skórę ucieczką. „Nie znam tego człowieka” w ustach Piotra, kłamstwo podczas farsy postępowania sądowego przed Sanhedrynem, skazanie na łaskę czy niełaskę Piłata, a w końcu przeszywający Jezusowe Serce ból osamotnienia zamieniony w modlitwę psalmu skierowanego ku Ojcu: „«Eli, Eli lema sabachthani?», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46; por. Mk 15,34; Ps 22,2). Właśnie ten szczególny moment, jakże bliski niejednemu człowiekowi, został jak w kadrze zatrzymany w modlitwie Koronki do Najświętszego Serca Pana Jezusa, którą posługiwał się czcigodny sługa Boży o. Leon Jan Dehon. Czwarta tajemnica męki Pańskiej to: „Serce Jezusa przez przyjaciół, a nawet przez Ojca opuszczone”. Człowiek niejednokrotnie zawodzi, pewnie niejeden raz w życiu mogliśmy się o tym przekonać, ale Bóg? W Ewangelii św. Mateusza zapis tamtej Jezusowej modlitwy (por. Mt 27,46), podobnie jak w psalmie, opatrzony został znakiem zapytania, jakby wyrażając niedowierzanie, że coś takiego może mieć miejsce. Oddaje on pewnie ludzkie odczucie, które nie zawsze przecież zgodne jest z rzeczywistością. Czy Bóg mówiący przez Izajasza: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach, twe mury są ustawicznie przede Mną” (49,15-16) może pozostawić kogokolwiek samemu sobie? Wydaje się być to czymś niedorzecznym. A jednak tak jak my, tak i Chrystus doświadczył tej niezwykle bolącej pustki, by pokazać nam, w jaki sposób przekraczać próg wiary swoim zawierzeniem podczas przebywania w ciemnej dolinie opuszczenia. Pomimo cierpienia nie można dać sobie zafałszować obrazu Boga jako Ojca z sercem, który czasami staje się nieobecny, być może także i po to, abyśmy dojrzeli w swojej miłości, nadziei i wierze. To „ukrycie Boga” pewnie pozostałoby do końca niezrozumiałe, gdyby także przez taki stan nie przechodził Syn Boży, Jezus Chrystus. W Jego przezwyciężeniu opuszczenia jest również nasze zwycięstwo. A miłość Boga, który dozwala przez taki stan przejść ludzkiemu Sercu Jezusa, staje się w ten sposób jeszcze wymowniejsza i jeszcze bardziej prawdziwa. On nie pozostawia nas samych nawet wtedy, gdy przestajemy Go dostrzegać w swoim życiu, w obliczu – po ludzku mówiąc – przerastających nas problemów. On czuwa wtedy w oddali, by ostatecznie podać pomocną dłoń, gdy miotając się w falach życia, tracimy siły i przyzywamy Jego ratunku. W ten sposób łatwiej nam zrozumieć potrzebę Jego wsparcia, Jego bliskości. Bo tak już z nami jest, że bardziej doceniamy to, co nagle tracimy. Właściwie dopiero w momencie utraty człowiek naprawdę zaczyna szacować wartość tego, co miał, albo tego, co było jego udziałem.

szansa dla opuszczonych i opuszczających

Papież Benedykt XVI podczas pielgrzymki do Polski przekonywał nas, że kto wierzy, ten nigdy nie jest sam. W rzeczywistości wiara może pomóc nam przezwyciężać skutki każdego opuszczenia, także tego odczuwanego przez siebie samego. W niej tkwi siła do uleczenia ran, czasem na nowo odradzających się wraz z kolejnymi doświadczeniami zawodu wobec ludzi, którzy pozostawiają nas samym sobie. Wiara, która nie jest ideą, ale zaufaniem Bogu – tak jak się ufa osobie – może uchronić również nas od zadawania innym ran w taki sam sposób, w jaki sami zostaliśmy zranieni. To wiara przywraca nadzieję, że można być kochanym, a także kochać, kochać coraz więcej, coraz bardziej i z miłością oraz w miłości przekraczać swoje poczucie winy zrodzone ze świadomości pozostawienia samemu sobie kogoś spotkanego na swojej drodze życia. Wiara może pomagać nam więc w wynagradzaniu ludzkich przewin w tym względzie. Jeśli ma się na sumieniu jakieś opuszczenie, to przez większą uwagę i zaangażowanie w relację ze skrzywdzonymi można coś naprawić. I jeszcze jedno, wszelkie opuszczenie przezwycięża się ofiarną, bezinteresowną miłością, czyli pragnieniem dobra dla innych. Obyśmy w dzisiejszym świecie o tym nie zapomnieli.

Autor: ks. Sławomir Kamiński SCJ

Formator, rekolekcjonista, wykładowca historii Kościoła w Wyższym Seminarium Misyjnym w Stadnikach, duszpasterz Domu Rekolekcyjnego Księży Sercanów w Kluczborku.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *