Miłość, co przerasta wyobraźnię

 

Święty Jan Paweł II pisał niegdyś o Bogu bogatym w miłosierdzie, żeby zwrócić uwagę współczesnego świata na ten niezwykły przymiot Boga. My też pragniemy odkrywać bogactwo miłosierdzia na kartach Ewangelii, w osobie samego Jezusa. On objawił zupełnie nowe oblicze miłości, której nie sposób sobie wyobrazić, po ludzku wymyślić. Ta miłość wciąż nas zaskakuje, pociąga i uzdrawia.

Bóg jest moim bliźnim

W odpowiedzi na pytanie: „Kto jest moim bliźnim?” (Łk 10,29) – Jezus opowiedział słuchaczom przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Wyjaśniając tę przypowieść, Benedykt XVI sugeruje, że Samarytanin to sam Jezus, który przyszedł na ziemię i wędruje po ścieżkach ludzkiego życia, aby zająć się każdym porzuconym i poranionym człowiekiem. To On poprzez uzdrawiającą moc sakramentów obmywa nasze rany, podobnie jak Samarytanin czynił to za pomocą oliwy i wina. Gospodą, do której Samarytanin zawiózł pobitego człowieka jest dla nas Kościół. Do niego prowadzi nas Chrystus, abyśmy tam mogli znaleźć uzdrowienie, pokrzepienie i wsparcie. W ten sposób Jezus staje się dla nas „bliźnim”; kimś najbliższym, kto nie zostawia nas na pastwę losu, ale okazuje nam bezinteresowną miłość. Ta postawa Jezusa pobudza nasze serca do takiej miłości. Samarytaninem staje się każdy, kto potrafi się szczerze wzruszyć na widok cudzej niedoli i ma odwagę bezinteresownie pomóc każdemu, kto jest w potrzebie, bez względu na to, kim on jest.

radość ze „zdanej matury”

Najbardziej klasyczna przypowieść o miłosierdziu, to opowiadanie o miłosiernym ojcu i marnotrawnym synu. Ojciec, który z bólem pozwala odejść synowi, daje mu czas i czeka cierpliwie, z nadzieją, że syn wróci, może po przejściach, upadkach, ale jednak wróci. Gdyby od razu tłumaczył mu, przekonywał, by nie odchodził, bo przecież niczego mu nie brakuje, bo poza domem nie znajdzie lepszego szczęścia – zapewne syn by mu nie uwierzył, nie posłuchał; przeciwnie, poczułby się ograniczany, zniewolony… Człowiek chce sam dojrzewać do swego szczęścia, chce sam je odkryć, przekonać się o nim; uczymy się na błędach, lubimy sprawdzać na własnej skórze. Dokładnie tak postępuje marnotrawny syn.

Miłosierdzie w tej przypowieści nie sprowadza się do łaskawego gestu przebaczenia ze strony ojca. Raczej przejawia się poprzez jego radość z faktu, że syn dojrzał do swego synostwa. Chociaż droga, jaka do tego prowadziła, była kosztowna i bolesna – roztrwonił majątek, a jeszcze bardziej doświadczył osobistego dna, upokorzenia, klęski, to jednak ostatecznie w tym ogołoceniu rozpoznał swoją utraconą godność; co więcej, znalazł siły, by powrócić do domu, do ojca, gdzie tę godność ma szansę na nowo odzyskać. Tutaj miłosierna miłość ojca działa jakby na odległość, działa tam, przy pustym korycie, w godzinie największego upokorzenia. Przygarnięcie syna po jego powrocie jest już tylko zwieńczeniem jej zbawczego działania.

rozgrzeszenie zamiast wyroku śmierci

Nauczanie Jezusa zostaje czasem wystawione na próbę. Faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę pochwyconą na cudzołóstwie. Czy zastanawialiśmy się kiedyś, jak ona musiała się czuć tam, na środku, otoczona przez sprawiedliwych Żydów? Upokorzona, zawstydzona, a do tego śmiertelnie przerażona – bo przecież za chwilę zostanie ukamienowana. Zostały jej ostatnie chwile życia, a do tego świadomość, że umiera w grzechu, potępiona przez wszystkich, zwłaszcza przez prawo Mojżeszowe. Straszna to śmierć, której nie towarzyszy współczucie i miłość najbliższych, ale hańba i świadomość wiecznego potępienia…

Jak bardzo Jezus wczuł się w jej sytuację? Nie wiemy, dlaczego grzeszyła, ale zapewne sama świadomość, że przekracza prawo była dla niej osobistym dramatem… Może uwikłała się w sytuację bez wyjścia, może było to rozpaczliwe szukanie miłości?

Na słowa Jezusa oskarżyciele odeszli. Czy kobieta mogła się spodziewać takiego obrotu sprawy? Że ktoś stanie w jej obronie, okaże jej zrozumienie i zmiłowanie; co więcej, że odpuści jej grzechy? Najczarniejszy dzień jej życia stał się dla niej początkiem życia nowego, nie dzięki kamieniom sprawiedliwości, ale Bożemu przebaczeniu.

podzielił los złoczyńców

Jezus jako Bóg wcielony w niezwykły sposób wczuwa się w ludzki los, przyjmuje nasze cierpienia związane ze słabością, z doświadczeniem grzechu. W sposób najbardziej radykalny przejawi się to na krzyżu, gdy zawiśnie między przestępcami. Tak samo jak oni doświadcza zawstydzenia, upokorzenia, wysłuchuje obelg i przekleństw przechodniów, przejawów pogardy i poniżenia. Jezus dosłownie przyjmuje na siebie zapłatę za ludzki grzech, jego niegodziwość, popełnione zło – choć sam jest niewinny i bez grzechu.

Na krzyżu miłosierdzie przyjmuje zupełnie nowy wymiar: Jezus nie wygląda na Tego, który w imieniu Boga łaskawie przebacza; raczej On sam, poprzez swoje cierpienie i pohańbienie, woła o miłosierdzie: „Ludu mój, cóżem ci uczynił? Czym ci się uprzykrzyłem? Odpowiedz Mi!” (Mi 6,3). Tego miłosierdzia nie doznaje od kapłanów, żołnierzy, przechodniów. Miłosierdzie okazuje Chrystusowi współskazaniec, który broni Go przed szyderstwami drugiego łotra: „My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił!” (Łk 23,41).

Boga nie trzeba informować o ludzkim cierpieniu, On zna to cierpienie z własnego doświadczenia i dzieli je z każdym chorym, krzywdzonym, nawet skazanym przestępcą. Czy Bóg może jeszcze głębiej okazać miłosierdzie, niż przez tę solidarność z cierpiącymi? Czy matka może jeszcze bardziej kochać swoje chore dziecko, niż dzieląc z nim ból jego cierpienia?

Obyśmy z pomocą Ducha Świętego coraz bardziej przenikali głębokości miłosierdzia Bożego i doświadczali Jego uzdrawiającej mocy w naszym życiu. A doświadczenie miłosierdzia niech pomoże nam być bliźnimi dla naszych sióstr i braci.

ks. Dariusz Salamon SCJ

Autor: ks. Dariusz Salamon SCJ

Sercanin, opiekun postulantów w Pliszczynie, wykładowca teologii fundamentalnej i religiologii, prowadzi rekolekcje dla młodzieży, lubi wyprawy w góry, narty, fotografię.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *