Między jednym a drugim rokiem szkolnym

25 lat to szmat czasu. Gdy rozpoczęły się Sercańskie Dni Młodych, nie było mnie jeszcze na świecie. Na pierwsze SDM-y przyjeżdżał mój tata. Sercanie wychowują zatem już drugie pokolenie młodych.

Pierwszy raz na SDM przyjechałem trzy lata temu. Nie byłem wtedy pewny, czy chcę pojechać. Nie bardzo chciałem spać w namiocie. Znajomy ksiądz powiedział mi jednak: „Kacper, tylko nocując w namiocie, poczujesz ducha SDM-u”. Teraz wiem, że miał rację.

radość zamiast wygody

Sercańskie Dni Młodych to sześciodniowe spotkanie młodzieży w Pliszczynie niedaleko Lublina. Od 25 lat w tym miejscu organizują je księża sercanie. To ciekawe wydarzenie odbywa się w pierwszym tygodniu wakacji. Uczestnicy przyjeżdżają głównie z parafii sercańskich, jednak nie tylko. SDM jest otwarty dla wszystkich, którzy czują się młodzi duchem. Hasło tegorocznego SDM-u brzmiało „Miłością nakarmieni”.

Na atmosferę tego spotkania i miejsca, gdzie się ono odbywa, wpływa bardzo wiele. Jest to przede wszystkim obecność młodzieży. Całe otoczenie pliszczyńskiego klasztoru zasłane jest naszymi namiotami. Poza nami, młodymi uczestnikami, są także księża, siostry zakonne, animatorzy. Wszyscy tworzymy całość dni młodych. Dzięki temu można tu spotkać tyle radości, spontaniczności i otwartości. To, że śpimy w namiotach, pomaga nam wyjść poza własne ograniczenia. Trzeba przecież zrezygnować z wygodnego łóżka i innych dobrodziejstw. Rekompensatą za to jest smak wspólnej radości, nowych znajomości i Bożej miłości. W tych dniach zamieniamy kanapę na buty wyczynowe, do czego podczas Światowych Dni Młodych w Krakowie zachęcał papież Franciszek. Młodzi, którzy tu przyjeżdżają, potrafią w tym samym miejscu modlić się i bawić. Pod wiatą mamy bowiem Msze Święte i nabożeństwa, ale również tańczymy tam i śpiewamy na Dehoniadzie – święcie radości. Tam też odbywają się koncerty, występy, prezentacje grup. Jest to serce naszych spotkań.

nieważne co, ważne z kim i dla kogo

W klimat SDM-u wpisuje się również wspólne jedzenie. Każdego dnia inna grupa przygotowuje śniadanie i kolację, a także nalewa zupy podczas obiadu. Te ostatnie przyrządzają mieszkańcy Pliszczyna. Każdego roku są tak samo pyszne. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. Ciekawą częścią SDM-u są warsztaty. W tym roku można było nauczyć się gry na ukulele, karate czy szycia na maszynie. Na koniec przedstawiamy wszystkim, co udało nam się zrobić przez trzy dni takich zajęć. Ważny jest też czas wolny. To najlepszy moment na integrację, poznawanie nowych ludzi. Spotykamy się wtedy z osobami z poprzednich SDM-ów. Często jest to jedyna okazja w roku. Niektórzy grają w piłkę nożną albo siatkówkę. Codziennie można potańczyć przed SDM-owym radiem. Organizujemy się również w inne grupy. Przez kilka dni o poranku mamy na przykład spotkania dyskusyjne, na których poruszamy ważne tematy. Zastanawiamy się wówczas, co możemy dać innym.

Jest też czas na wyciszenie, przebaczenie, czyli spowiedź. We wtorek wieczorem uczestniczymy w nabożeństwie, trwamy przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Doświadczamy Jego bliskości i czujemy Jego miłość.

Wszyscy, którzy przyjeżdżają do Pliszczyna, są wyjątkowi. Jednak niektórzy wyróżniają się szczególnie. To ci, którzy uczestniczą w tych spotkaniach od początku ich istnienia lub od kilkunastu lat. W tym roku zostali oni wyróżnieni medalem za oddanie SDM-owi, czyli za to, że nadal czują się młodzi i chcą z nami być. Niektórzy przyjeżdżają na dni młodych już ze swoimi dziećmi. Bywa i tak, że swojego przyszłego męża lub żonę poznali właśnie w Pliszczynie. Może w ten sposób rośnie kolejne pokolenie, które za kilkanaście lat rozpocznie wakacje pod słynną wiatą?

najlepszy początek wakacji

Na SDM-ie pojawiają się też rozmaici goście. Często są to muzycy, dziennikarze lub inne mniej lub bardziej znane osobistości. Mówią oni o swojej relacji z Bogiem, nieraz o nawróceniu. Dzielą się z nami wiedzą i talentami. W tym roku gościliśmy między innymi Janka Melę, Darka Malejonka i zespół niemaGOtu. Pod koniec tygodnia, w piątek wieczorem, wyszliśmy poza teren pliszczyńskiego klasztoru. Wędrowaliśmy w procesji niemal jak na Boże Ciało. Był to rodzaj rozesłania, abyśmy głosili Ewangelię tam, gdzie jesteśmy na co dzień: w szkole, domu, wśród znajomych i kolegów. Podczas tej drogi każdy otrzymał błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Było to pierwsze takie nabożeństwo podczas SDM-u i na pewno zapadło wszystkim w pamięć.

O Sercańskich Dniach Młodych mówi się, że to najlepszy początek wakacji. Jak najbardziej się z tym zgadzam. Przyjeżdżamy, aby „naładować baterie” na resztę letniego czasu. Zaczynamy w ten sposób wakacje z Bogiem, z którym możemy je również przeżyć i zakończyć. Jestem pewny, że przyjadę na SDM kolejny raz i następny… Nie wyobrażam sobie bowiem wakacji, które nie rozpoczęłyby się pod pliszczyńską wiatą. Tej atmosfery nie da się opisać, trzeba to samemu sprawdzić. Jest dużo miejsca na rozbicie namiotu, a i pod wiatą zmieści się nas o wiele więcej.

Autor: Kacper Romaniuk

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *