Media kontra Kościół?

 

Pokazywanie prawdziwego oblicza i konsekwentne prostowanie fałszywych informacji to w moim przekonaniu jedyna właściwa odpowiedź na sposób prezentacji Kościoła w mediach. Niby nic trudnego, a jednak wyzwanie to coraz większe i pilniejsze.

„Kościół ma zły wizerunek w mediach” – na potwierdzenie tego często ostatnio powtarzanego stwierdzenia jest aż nadto wiele przykładów. Mówi się już nawet o istnieniu „dwóch Kościołów”: Kościoła medialnego, czyli takiego, jaki pokazują środki społecznego przekazu – wyłącznie poprzez pryzmat skandali, prawdziwych albo wydumanych problemów, „niepokornych” księży itp., oraz Kościoła realnego, czyli takiego, który tworzymy i w którym żyjemy – z jego rzeczywistymi problemami, wyzwaniami, ale także z jego ogromnym pięknem, które może być widziane wyłącznie od środka. Tak jak witraże – z zewnątrz Kościoła szare, smutne, zaś wewnątrz nabierają kolorów i blasku, nawet jeżeli są na nich rysy. To zjawisko istnienia „dwóch Kościołów” jest niebezpieczne. Po pierwsze, dlatego że jest nieprawdziwe. Po drugie, dlatego że ci, którzy w jego wnętrzu byli dawno i powierzchownie, utwierdzą się w przekonaniu, że dobrze, iż ich tam nie ma.

źle w elektronicznych, lepiej w prasie

Ale zanim o tym, dlaczego tak się dzieje i co z tym można zrobić, jedna uwaga. Jak każde generalne stwierdzenie, także i to o fatalnym wizerunku Kościoła w mediach poprzez swoje uogólnienie nie do końca jest prawdziwe. W tym roku na rynku prasowym zaszły poważne zmiany. W czołówce tygodników opiniotwórczych znalazły się dwa nowe tytuły. Za liderem rankingu, czyli „Gościem Niedzielnym”, plasuje się antyreligijny „Newsweek”, rywalizujący z „Polityką”, ale kolejne dwa miejsca zajmują tygodniki konserwatywne: „W Sieci” i „Do Rzeczy”. Na rynku tygodników jest więc widoczny pluralizm, gdy chodzi o stosunek do religii, wiary i Kościoła, do wartości i sposobu ich prezentacji. Gorzej jest wśród największych ogólnopolskich dzienników, bo tu prym wiodą tabloidy, które zbudowane są na sensacji i z takiej perspektywy przedstawiają wiarę i Kościół, oraz liberalna „Gazeta Wyborcza”, która dąży do przemodelowania nauczania Kościoła według własnej wizji.

Na rynku mediów dominują dziś Internet i media elektroniczne. To one w ogromnej mierze kształtują opinie i Polaków. I to one przede wszystkim są odpowiedzialne za zły wizerunek Kościoła w mediach. Chodzi głównie o komercyjne stacje radiowe i telewizyjne oraz powiązane z nimi portale internetowe. To one dzisiaj nadają ton przekazowi medialnemu na temat Kościoła. Telewizja publiczna w pogoni za oglądalnością równą stacjom komercyjnym nie zawsze – zależy to od kanału i programu – zachowuje w opisywaniu rzeczywistości kościelnej standardy rzetelnego dziennikarstwa. Inne telewizje, jak Trwam, mają znacznie mniejszy zasięg.

ideologia i stadność

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Kościół ma w większości polskich mediów tak zły wizerunek. Głównym powodem jest zaostrzająca się w Polsce konfrontacja światopoglądowa i parcie środowisk liberalnych oraz lewicowych w kierunku przeorientowania życia społecznego oraz przemodelowania obyczajów i świata wartości. Środowiska te powiązane z polityką i biznesem są mocno osadzone w mediach. Tak jak za czasów komunizmu Kościół był ostatnią przeszkodą do zawładnięcia umysłami Polaków, do ich zniewolenia, tak dzisiaj jest on również przeszkodą do zapanowania ideologii gender, która coraz mocniej zaznacza się w kulturze i zmierza do zmian w prawodawstwie (pierwszy krok to projekt nowelizacji tzw. ustawy równościowej). Jedni walczą więc z religią i Kościołem oraz chrześcijańskim systemem wartości wprost – jak libertyński w wydaniu Tomasza Lisa „Newsweek”, inni w sposób zakamuflowany, z powodu rzekomej troski o Kościół – jak robi to „Gazeta Wyborcza”. Jej celem jest przemodelowanie nauczania Kościoła tak, by pasował on do własnych wyobrażeń redaktorów gazety, jak powinien ów Kościół wyglądać. Metody stosowane w komentarzach gazety są coraz mniej wyrafinowane, zamiast nich stosuje się przyklejanie etykietek, dzielenie katolików i duchownych na dobrych i złych itd. Kreowanie złego wizerunku Kościoła w mediach przez opisywanie go wyłącznie poprzez skandale, prawdziwe czy wydumane problemy i błędy ludzkie, rozdmuchiwanie marginalnych spraw do rangi poważnych zjawisk ma prowadzić oczywiście do utrwalenia przekonania o złym, ba, rzekomo zagrażającym wolności i demokracji Kościele.

Na wizerunek Kościoła w tabloidach oprócz spraw światopoglądowych wpływa sama natura tego rodzaju medium. Tabloidy bez sensacji, bez seksu i krwi nie istnieją, a sensacja z natury częściej dotyczy zła niż dobra.

W mniejszym – jak sądzę – zakresie zły wizerunek Kościoła w mediach jest wynikiem tzw. stadności dziennikarzy, czyli zajmowania się tymi samymi tematami w ten sam sposób interpretowanymi. Odbywa się to w ten sposób, że rano jakaś gazeta, portal internetowy albo telewizja mocno wybija jeden temat, który następnie podchwytują inne media. Gdy już sprawa zostanie „przeżuta” na wszystkie możliwe sposoby przez dzień, czasem z braku innych newsów – dwa, pojawia się nowy temat, nowa sprawa odmieniana przez wszystkie przypadki na wszystkich portalach, w serwisach radiowych i telewizyjnych (pomijam sytuacje, gdy sprawa jest naprawdę ważna i niezajęcie się nią przez każde medium byłoby błędem). Problem polega na tym, że wielu dziennikarzy (powody też są różne – od presji czasu po brak umiejętności) nie sięga do źródeł, ale powiela to, co czasem z błędem podali już inni redaktorzy. Z błędem niezawinionym albo ze świadomie nieprawdziwą interpretacją faktu. Przykładów można mnożyć, choćby te, które dotyczą wypowiedzi papieża Franciszka: co w istocie powiedział o homoseksualistach, o przystępowaniu do Eucharystii przez pary żyjące w drugim związku albo o ofiarach za sakramenty itd.

stosować tylko znane sposoby

Co w tej sytuacji robić? Po pierwsze, nie obrażać się na rzeczywistość medialną. Nie ma nic gorszego niż zamknięcie się w wieży i komunikowanie się ze światem za pomocą armat. W moim najgłębszym przekonaniu, w takiej jak obecna sytuacji należy tym bardziej starać się, aby wpływać na rzeczywistość medialną. Można to uczynić tylko poprzez dostarczanie dziennikarzom prawdziwych informacji (czasem więc i bolesnych) o życiu Kościoła, prostowanie informacji nieprawdziwych (nawet po stokroć, ale konsekwentnie) oraz pokazywanie prawdziwej rzeczywistości życia religijnego. Innej drogi nie ma. Na efekty też może przyjdzie czekać długo, ale one nadejdą. Trzeba to jednak robić w pełni profesjonalnie, bo tylko wtedy można stać się partnerem dla mediów. W profesjonalizm wpisana jest m.in. szybkość reakcji. Na stronie internetowej jednej z archidiecezji (przemilczę nazwę) jest zakładka: Dla mediów, a w niej: herby biskupów, życiorysy biskupów i formularz, w który dziennikarz może wpisać swoje dane oraz pytanie. Który dziennikarz, potrzebując natychmiastowej odpowiedzi, wypełni formularz? Poszuka raczej informacji w innym, może gorszym źródle albo powieli plotkę. Jeśli chce się mieć wpływ na przekaz informacji, to w dobie szybkich, 24-godzinnych mediów nie można tak działać. Do tego potrzeba jednak profesjonalistów, ale chyba jeszcze bardziej zmiany mentalności.

Wiem, że diecezje i zakony kształcą wielu księży na kierunkach medialnych, także za granicą. Niektórzy zdobyte umiejętności wykorzystują w pełni (znam wiele przykładów), innych ogranicza brak odwagi i zrozumienia ze strony przełożonych. Podobnie dzieje się z zastosowaniem wiedzy na temat rozwiązywania sytuacji kryzysowych, czyli tego, jak rozbrajać „bomby” przed ich detonacją. Gdyby tę wiedzę stosować w Kościele, kilka medialnych „bomb” w ostatnich miesiącach przyniosłoby mniejsze szkody.

Oczywiście, Kościół jako instytucja powinien położyć także większy nacisk na tworzenie i utrzymanie własnych, ale bardzo profesjonalnych mediów. Takich, które mogą skutecznie konkurować na wolnym rynku z mediami świeckimi. Trzeba tworzyć koncerny medialne i grupy mediowe. Ważną rzeczą jest także wspieranie dziennikarzy w mediach świeckich, którzy niekoniecznie są katolikami, ale chcą być wierni etyce i warsztatowi dziennikarskiemu. Trzeba pomóc im być wiernymi sumieniu i dążeniu do prawdy. Warto o tym pamiętać nie tylko raz w roku, gdy przypada Dzień Środków Społecznego Przekazu.

portal Areopag21.pl, UKSW

Autor: Ewa K. Czaczkowska

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *