Maryja i duchowość Serca

 

Kiedy patrzymy na przedstawienie Maryi jako Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus na ręce i chcielibyśmy jakoś ów obraz odnieść do naszej chrześcijańskiej codzienności, z pomocą przychodzi nam duchowość Serca. Już sama macierzyńska relacja Maryi i Jezusa zakłada zaangażowanie na płaszczyźnie miłości.

duchowość Serca zapisana w obrazie

Obraz matki tulącej do piersi swoje dziecko to jedno z piękniejszych przedstawień miłości, tej bazującej na łączności krwi, ale i uczucia tak przecież koniecznego dla normalnego wzrostu każdego człowieka. Pewnie dlatego też nie bez przyczyny Dzieciątko zazwyczaj znajduje się z lewej strony Matki, aby nawet w ten wizualny sposób skrócić drogę serca do Serca. W podtrzymywaniu przez Matkę Dzieciątka możemy zobaczyć pewną rękę, jakby w potwierdzeniu poczucia bezpieczeństwa, bez którego trudno mówić o miłości. Wzajemne wskazywanie zaś na siebie Dzieciątka i Matki, to także mowa o odpowiedzi miłością na miłość. Ten przymiot odwzajemniania jest szczególnie ważny, gdy mówimy o miłości szczęśliwej, z której tak samo czerpie jedna i druga osoba. Na niektórych obrazach macierzyństwa Maryi możemy również dostrzec delikatny skłon głowy w stronę Dzieciątka i odwrotnie, co może być symbolem dojrzałej miłości, w której także rozum bierze czynny udział. Również i oczy otwarte, będące symbolem duszy, charakteru, przekazujące spojrzenie czujne, zatroskane, ukazują w jakimś sensie pełnię miłości, w którą zaangażowany ma być cały człowiek ze swoim ciałem, duszą, a także wolą. Te wszystkie przymioty miłości zapisują swoim kunsztem artyści, by pomóc człowiekowi zrozumieć, czym w rzeczywistości ma być jego relacja z Jezusem. Warto jeszcze zauważyć i to, że owa wspólnota osób przedstawiana na obrazie czy ikonie jest otwarta na innych.   wpatrujący się mogą liczyć na miejsce we wspólnocie miłości Matki do Syna i Syna do Matki. Jest więc w tym wiele nadziei, bez której człowiek nie jest w stanie normalnie egzystować, a tym bardziej kochać.

Tę duchowość Serca zapisaną w obrazach można jeszcze pogłębić, idąc drogą wyznaczoną przez Boga. Najpierw było „Serce pod sercem”, potem „Serce przy sercu”, a w końcu, idąc za myślą św. Łukasza zamkniętą w słowa: „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19), możemy mówić o „Sercu w sercu”.

Serce pod sercem

Najpierw przecież było Serce pod sercem Matki. W litanii do Serca Pana Jezusa modlimy się słowami: „Serce Jezusa w łonie Matki Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone, zmiłuj się nad nami”. Już to wezwanie jest wyznaniem wiary Kościoła w akt wcielenia Syna Bożego i Jego rzeczywistą obecność pod sercem Matki. Maryja, tak jak każda kobieta, mogła tę Jezusową, synowską obecność odczuwać i rozpoznawać. Jego Serce biło pod sercem Matki. Dla chrześcijanina może być to symbol, znak rozpoznawania i odczuwania miłości Boga w swoim życiu. By móc odpowiedzieć miłością na miłość, potrzeba wcześniej doświadczyć i odczytać właściwie zamysły Jego Serca skierowanego ku nam. Serce pod sercem to także znak uniżenia Boga, któremu tak mocno zależy na człowieku, że jest gotów podejmować różne działania, posługiwać się różnymi drogami, by dotrzeć do ludzkiego serca. To On jest w tym względzie aktywny ze swoją łaską. Właśnie ów proces może symbolizować „Serce przy sercu”.

Serce przy sercu

Wraz z narodzeniem Bożego Syna Maryja wchodzi w okres „Serce przy sercu”. Najpierw w sposób dosłowny, karmiąc Jezusa, tuląc Go do swojego serca, dbając o to, aby nie mieć Go zbyt daleko od siebie. Wydaje się, że w tym okresie szczególnym momentem było odnalezienie zagubionego dwunastoletniego Syna w świątyni i słowa samego Jezusa skierowane wówczas do Maryi i Józefa: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2,49). To stwierdzenie Jezusa przygotowywało Matkę i przybranego ojca na moment rozstania i budzenia się nowej relacji z Jezusem. Niewątpliwie tamten moment, chociaż być może po ludzku bolesny dla najbliższych, koresponduje z rzeczywistością, którą doświadcza się niejednokrotnie w życiu duchowym, a mianowicie: braku odczuwania bliskości Boga. Dzieje się tak dla oczyszczenia i przygotowania człowieka na inne przeżywanie relacji miłości ze swoim Panem i Przyjacielem zarazem. Chodzi o przejście na poziom „Serca w sercu”.

Serce w sercu

Tego doświadczyła Maryja szczególnie po tamtej pielgrzymce do Jerozolimy. Święty Łukasz, opowiadając o dalszym życiu Jezusa, stwierdzi lapidarnie: „Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2,51-52). Tego doświadczamy i my, gdy jesteśmy oddzieleni od „mleka i miodu” bliskości Boga, a trzeba nam dojrzeć i przejść na pokarm stały, w którym „Boże fajerwerki” już nie mają pierwszorzędnego znaczenia, a liczy się tylko zapewnienie, choć nie zawsze odczuwalne: „Ja jestem z tobą”. Ciekawe jest to, że następne, co prawda nie wprost wypływające z ewangelii, doświadczenie Maryi „Serca przy sercu” będzie dotyczyć zatrzymanego, ale otwartego wskutek śmierci Serca Jezusa. W tradycji Kościoła pozostaje obraz ciała Jezusowego w objęciach Maryi.

Warto jednak wspomnieć o jeszcze jednym ważnym momencie duchowości Serca. Maryja, która zachowuje sprawy Jezusa w swoim sercu, zostaje zaproszona do poszerzenia swojego matczynego serca. Testament z krzyża sprawił, że serce Bożej Rodzicielki zostało oddane ludziom, najpierw w osobie Jana, jako umiłowanego ucznia Pana. Etap życia duchowego „Serce w sercu” rozszerza się na „serca w Sercu”. Pamięć o miłosiernym Sercu Jezusa, wypływająca z ludzkiego serca, każe człowiekowi oddać serce na służbę innych serc.

Oto droga życia opartego o duchowość Serca. Tę drogę dzięki o. Dehonowi odkrywają także sercanie, a pomocą tu w Polsce, i to niemal od początku, jest dla nich słynący łaskami obraz Matki Bożej Płaszowskiej. Spojrzenie na Matkę z Dzieciątkiem, obecną w Domu Macierzystym w Krakowie może przypominać polskim synom o. Dehona o wyzwaniu duchowości Serca. Wchodząc na drogę powołania, zostali do tego zaproszeni i, nawiązując do codziennego sercańskiego pozdrowienia: Vivat Cor Jesu per Cor Mariae (Niech żyje Serce Jezusa – przez Serce Maryi), dzielą się własnym doświadczeniem wiary ze wszystkimi, dla których Serce Jezusa nie jest rzeczywistością obojętną.

Autor: ks. Sławomir Kamiński SCJ

Formator, rekolekcjonista, wykładowca historii Kościoła w Wyższym Seminarium Misyjnym w Stadnikach, duszpasterz Domu Rekolekcyjnego Księży Sercanów w Kluczborku.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *