Ludzie szukają nadziei

 „Jeżeli ja sam nie będę spotykał się z Bogiem na modlitwie, to całe to pisanie będzie tylko jakąś ideologią. Uważam, że byłoby to kompletnie bez sensu. Zawsze przed tworzeniem wpisu jest moja osobista modlitwa” – mówi ks. Krystian Malec – biblista diecezji zamojsko-lubaczowskiej, twórca i jeden z prowadzących stronę slowodaje.net. O Bożych upokorzeniach, fascynacji słowem Bożym i pokusie popularności rozmawia z Karoliną Krawczyk.

 

Nie minął rok od powstania strony slowodaje.net, a Księdza internetowa publika na Facebooku to już ponad 15 tysięcy osób! Zanim zaczęliśmy nagrywać, powiedział Ksiądz, że dopiero uczy się „bycia w Internecie”.

Bo to prawda. Internet to specyficzne środowisko, które rządzi się swoimi prawami. I właśnie się ich uczę. Ale nie to jest najważniejsze. Istotny jest powód stworzenia naszej strony. Odkąd przeczytałem w seminarium książki o. Augustyna Pelanowskiego, Pismo Święte zaczęło mnie fascynować na tyle, że wiedziałem, że chcę je tłumaczyć jak najlepiej. Im więcej wiedzy zdobywałem, tym miłość do Biblii stawała się większa. Po święceniach kapłańskich, które przyjąłem w 2011 roku, nic się nie zmieniło. Ciągle chciałem dzielić się słowem Bożym. W Biłgoraju, gdzie byłem wikariuszem przez trzy lata, prowadziłem grupy biblijne. Wtedy ogromną inspiracją był dla mnie Bartek, organista w parafii, który jednocześnie pisał doktorat z teologii biblijnej na KULu. Dzięki niemu zacząłem zauważać, że brakuje mi pewnych istotnych narzędzi do głębszego rozumienia i tłumaczenia słowa Bożego. Stąd pomysł, by pójść na studia doktoranckie. Mój pasterz, ks. bp Marian Rojek, zgodził się, więc od października 2015 roku rozpocząłem naukę i zamieszkałem w Lublinie. Bardzo cieszyłem się z tego powodu, że będę mógł poszerzać swoją wiedzę, ale z czasem zauważyłem też pewne „cienie” studiowania. „Oderwanie” od parafii i ciężka nauka sprawiły, że nie miałem gdzie dzielić się tym, czego już się dowiedziałem. Pewnego dnia, jedząc śniadanie, napisałem kilka słów komentarza do Ewangelii i opublikowałem to na swoim profilu na Facebooku. Pisałem tak przez kilka, może kilkanaście dni. Odzew był zdumiewający. Młodzi ludzie zaproponowali mi, żebym założył stronę internetową z komentarzami do czytań biblijnych. Jeden z nich – Michał – powiedział, że on tę stronę dla mnie zrobi. Później ktoś inny zasugerował, żebym założył także fanpage na Facebooku. Odżegnywałem się od tego pomysłu, jednak w końcu dałem się namówić i po zaledwie dwóch dniach okazało się, że około tysiąc osób polubiło Słowo daję. Wtedy zrozumiałem, że oni wszyscy chcą poznawać Biblię i że przez Internet można dotrzeć do wielu ludzi, a ja w ten sposób będę mógł robić to, co kocham najbardziej.

15 tysięcy osób to całkiem spora parafia.

Tak! A dzięki statystykom, które daje mi Facebook, wiem, że ci „parafianie” to przede wszystkim osoby młode, w wieku 18-30 lat. To ważna informacja.

W moim odczuciu osoby po studiach to najbardziej zaniedbana grupa w Kościele. Wyszli z duszpasterstw akademickich, nie bardzo „widzą się” w innych wspólnotach, może nie znają nawet swoich parafii. Szukają wiedzy i wiary w sieci?

Tak, to celna uwaga. Młodzi dorośli – tak ich nazwijmy –  mają duszpasterstwa na studiach, ale bywa tak, że po zakończeniu nauki trudno im odnaleźć wspólnotę w parafii, która by odpowiadała ich potrzebom. Patrzę na moich znajomych i widzę, jak niektórzy wpadli w wir pracy. Rozumiem to, bo świat zmusza ich, by ciągle byli produktywni. Przez to często nie mają czasu albo sił na zaangażowanie się w życie religijne. Dla nich łatwiej jest przeczytać tekst w sieci, niż znaleźć dwie godziny na wyjście do kościoła. To, co robimy na stronie (bo teraz jest nas czterech), to nie jest nic nadzwyczajnego. Naszą działalność traktujemy jak zachętę do tego, aby samemu spotykać się z Bogiem w Kościele, w Jego słowie, wspólnocie i przede wszystkim w sakramentach.

Klasyczna ambona już nie wystarcza?

Jeśli mówimy o tej niezagospodarowanej grupie w Kościele, to moim zdaniem już nie. Fanpage daje możliwość pisania do mnie wiadomości prywatnych. Dzięki temu widzę, jak wielki jest głód Dobrej Nowiny albo wiele wątpliwości dotyczących wiary mają ludzie. Bardzo często piszą tylko po to, żeby poprosić o modlitwę albo się wygadać. Dowiaduję się także, że dla wielu ludzi Biblia jest niezrozumiała i mają do niej wiele pytań. To wszystko pokazuje, że trzeba szukać kolejnych kanałów, przez które można głosić Ewangelię.

Jednak Internet nie zastąpi kontaktu twarzą w twarz.

Zdecydowanie nie. Tak jak już powiedziałem Słowo daję ma być zachętą do czegoś więcej. Komputer daje wiele możliwości, ale może stać się ścianą, za którą łatwo jest się schować. To bardzo wygodne – zasłonić się szklanym ekranem i czasami udawać kogoś, kim się nie jest. Gdy stajemy z kimś „oko w oko”, trudniej jest udawać. Nigdy świat wirtualny, z jego wszystkimi zaletami, nie może zastąpić bycia z drugim człowiekiem i Bogiem.

Jak się Księdzu głosi na tej „internetowej ambonie”?

Zadziwiająco dobrze, ale i tak najlepiej czuję się, gdy staję przed ludźmi w kościele. Ta nowa dla mnie forma głoszenia słowa Bożego daje możliwość do refleksji, które kiedyś były mi obce. Pewnego razu, po napisaniu komentarza, w prywatnej wiadomości napisał do mnie pewien pan i – delikatnie mówiąc – powiedział, że nie zgadza się z tym, co opublikowałem. Wtedy zrozumiałem, że księdzu bardzo łatwo jest popaść w myślenie, że jest nieomylny. Bardzo rzadko dochodzi do takich sytuacji, że wierny przerywa kazanie na Mszy, niezależnie od tego, co ksiądz mówi. A w Internecie od razu mamy informację zwrotną. Ja publikuję post, a te wszystkie „lajki”, komentarze i wiadomości prywatne pokazują mi, jak ludzie reagują na dany tekst. Na ambonie tego nie ma.

Jakie to są reakcje?

Różne. Odkąd Facebook rozbudował paletę emotikonów, którymi można wyrazić swoją reakcję na wybrany post, łatwiej dostrzec, jakie emocje budzi dany wpis. Nie trzeba być wielkim analitykiem, aby zauważyć, że jeśli coś pozytywnie działa na emocje, to odzew jest szybszy, a sam post ma większy zasięg, bo ludzie chętnie się nim dzielą.

Wykorzystuje to Ksiądz?

Nie. Byłaby to manipulacja i próba zdobycia taniej popularności. Po co mi to? Mógłbym pisać ckliwe teksty, które poruszą uczucia i emocje, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Wpisy są takie jak słowo Boże z danego dnia. Czasami może być dla mnie kojące jak miód, dające nadzieję i odczucie, że Pan Bóg jest blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Ale może się też zdarzyć, że będzie ono jak prawy sierpowy dobrego boksera, wyprowadzony prosto w szczękę, po którym ciężko się pozbierać. Jeśli ufam, że to wszystko pochodzi od Boga, że On jest obecny w swoim Słowie, bez względu na to, czy po lekturze jest mi miło, czy nie, to przyniesie to w moim życiu dobre owoce. W tym jest sens. Bóg jest najlepszym nauczycielem i wie, kiedy coś jest nam najbardziej potrzebne, kiedy trzeba przytulić i pogłaskać, a kiedy wstrząsnąć, bo zaczynamy marnować sobie życie. Pozytywne emocje są ważne, ale w wierze nie można opierać się jedynie na nich. Pisząc i publikując teksty, widzę różnicę – jeśli komentarz jest trudniejszy, to odzew jest mniejszy, ale nie zrażam się tym. Widzę także jak ogromne jest wśród ludzi poszukiwanie nadziei. Często w komentarzach albo prywatnych wiadomościach dziękują za to, co napisałem, bo uznali, że to Słowo było idealnie dopasowane do sytuacji, w której aktualnie się znajdują. Dziękują przede wszystkim za to, że Słowo dało im nadzieję. To jedna z ważniejszych motywacji do dalszego publikowania.

„Dziękuję, że mi zaufaliście i niejako zaprosiliście do swojego świata. To dla mnie dużo znaczy” – to Księdza słowa. Chciałby Ksiądz czasem wrócić do „zwykłego” duszpasterstwa, na parafię?

Czasem tak, zwłaszcza, gdy widzę, jak moi koledzy księża działają i dzielą się tym, co robią, a ja siedzę i się uczę. Z drugiej strony, kiedy słucham moich wykładowców, marzy mi się, by chłonąć ich wrażliwość, spostrzegawczość, wiedzę jak najdłużej, by studiować przez całe życie.

Napisał Ksiądz też, że modli się o to, by nie pojawił się moment, w którym „zacznie gubić sens dzielenia się Słowem”… Pojawia się pokusa popularności?

Pewnie. Nie wierzę, że ktoś, kto zajmował się prowadzeniem strony w Internecie, która jest kojarzona z jego nazwiskiem, nie miał takiej pokusy.

Co Ksiądz robi, gdy ona przychodzi?

Czekam, aż Pan Bóg mnie upokorzy. Na szczęście dla mnie, dzieje się to przez bardzo bliskich mi ludzi albo na modlitwie. Jeśli robimy dobrą rzecz, to przecież zawsze jest ktoś, komu się to nie podoba. Pokusy są jego bronią. Tamten wpis, który zacytowałaś, jest ważny, bo kiedyś zrozumiałem, że ludzie mogą czytać bloga nie dla słowa Bożego, ale po to, by śledzić to, co się u mnie dzieje. Bronię się przed tym, by to pisanie nie przerodziło się w szukanie popularności dla samego siebie. Jeśli zobaczę, że na tym blogu ks. Krystian jest ważniejszy niż Biblia, to z dnia na dzień skończę pisać. I tu znowu przykładem jest dla mnie o. Pelanowski. Gdy nie miał chwili na osobistą medytację w czasie doktoratu, to… zrezygnował ze studiów! Walka ze swoim ego jest ciężka i nie zawsze w niej wygrywam. Staram się uczyć i wcielać w życie to, co mówił św. Jan Chrzciciel – „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,30). Nie chcę być lustrem, ale szybą, przez którą lepiej widać Pana Boga.

Tym, którzy nie mają pojęcia, jak zacząć przygodę z Pismem Świętym, co by Ksiądz poradził?

Przeżegnać się i uklęknąć na modlitwie. Nie możemy zapominać, że słowo Boże jest nam dane po to, by nas doprowadzić do zbawienia. To nie jest książka do historii czy archeologii. To jest Księga, przez którą Pan Bóg zaprasza nas do relacji ze sobą. Musimy się bronić przed takim czysto naukowym podchodzeniem do Biblii – nie chodzi o to, by pochłaniać opasłe tomiska komentarzy, a potem błyszczeć wiedzą biblijną w towarzystwie. Jeśli wierzę, że jest to słowo Boga do mnie, to wtedy ona pokazuje całe swoje piękno i nie przestaje zachwycać. Dotyka nie tylko umysłu, ale także serca i prowadzi do nieba.

Karolina Krawczyk

Autor: Karolina Krawczyk

Kiedyś kard. Nagy zadziwił się moim wzrostem i nazwał mnie "małą redaktorką". Tak już zostało :) Z CzasemSERCA związana jestem od 2009 roku. Prowadzę także nasze radiowe audycje w Radio Profeto.pl Fascynuje mnie człowiek, dlatego najczęściej przeprowadzam dla Was wywiady. Uważam, że ludzie są Cudem.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *