Kto okazał się bliźnim?

Otwieram Wikipedię i dowiaduję się, że skala emigracji na świecie nigdy nie była na tak wysokim poziomie, jak teraz. Prawie na wszystkich kontynentach miliony osób opuszczają swe miejsca zamieszkania, by znaleźć pracę, uciec przed wojną, założyć nowy dom, ponieważ żywioł zniszczył cały dobytek ich życia… Ogromna fala imigrantów, która od 2015 roku napłynęła do Europy, spowodowała „kryzys migracyjny”. Głównym powodem ich wędrówki do Europy była wojna w Syrii. Imigranci, zamachy terrorystyczne są stałym tematem w mediach i polityce. Uchodźca, terrorysta, muzułmanin – te słowa odmieniamy przez wszystkie przypadki w dyskusjach przy rodzinnych stołach. Jedno jest pewne: nasz „stary kontynent” zmienia się strukturalnie i ta zmiana jest nieunikniona.

Otwieram Ewangelię według św. Łukasza (10,25-37). Znajduję tam pytanie uczonego w Prawie do Jezusa: „Kto jest moim bliźnim?”. Akuszerską metodą Jezus podprowadza pytającego do przekonania, że najważniejszym przykazaniem starotestamentalnego Prawa jest przykazanie miłości Boga i bliźniego: „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”. Ale on chcąc się usprawiedliwić, zadaje Jezusowi pytanie, kogo ma nazywać i traktować jako bliźniego. Jezus w odpowiedzi na to pytanie przytacza mu przypowieść o Samarytaninie, który jako jedyny pomógł napadniętemu przez zbójców na niebezpiecznym szlaku z Jerozolimy ku Jerychu. Nie zrobił tego kapłan i lewita, by nie zaciągnąć nieczystości rytualnej. Zaciągnięta nieczystość rytualna nie pozwalała na spełnianie czynności sakralnych, na które pewnie obaj zdążali. Prawo Mojżeszowe zabraniało kontaktu z człowiekiem martwym oraz z krwią. Trzeba by było „odczekać”, by stać się na powrót „czystym”. Pobity człowiek wyglądał na martwego, a przynajmniej bardzo zakrwawionego, bowiem Ewangelia mówi o nim jako „na półumarłym”.

pomiędzy pytaniami

Całe opowiadanie Jezusa prowadziło do tego, aby uczony w Prawie uświadomił sobie, że zadane przez niego pytanie o definicję „bliźniego” jest w jakiejś mierze pozbawione sensu. To sam Jezus poprzez swoje zapytanie do uczonego w Prawie: „Który z tych trzech okazał się według twego zdania bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?” uświadamia mu, o co warto pytać. Najpełniejszy sens miłości bliźniego odsłania Jego ciekawość o to, kiedy ja okazuję się bliźnim dla drugiego człowieka?

Jeśli człowiek pyta, kto jest moim bliźnim, zaczyna świadomie lub nieświadomie kategoryzować. Jeden jest lepszy, a drugi gorszy, ktoś jest przyjacielem, a ktoś inny wrogiem. Ktoś jest bogaty, a ktoś biedny. Kogoś albo lubię, albo nie pałam do niego sympatią. Jeden bardziej zasługuje na okazanie mu uwagi, inny nie. Jeśli zadam pytanie o to, kiedy ja okazuję się być bliźnim, zaczynam osądzać siebie, nie zaś innych ludzi. Kim był człowiek, któremu pomógł Samarytanin? Tego nie wiemy. Zresztą dla Jezusa nie jest to ważne. Po prostu był w potrzebie. Napadnięty. Umierający.

W tych jakże skomplikowanych sytuacjach związanych z wielkim kryzysem imigracyjnym zadaję sobie kilka pytań. W naszych polskich realiach wydają się one być jeszcze teoretyczne, ale warto je sobie postawić. Czy jeśli zobaczę uchodźcę jako człowieka w realnej potrzebie, okażę się jego bliźnim? Czy może ucieknę jak lewita bądź kapłan, by zachować „czystość rytualną”, którą tracę w kontakcie z niewiernym, a która umożliwia mi wejście do świątyni, by sprawować kult lub zanieść błogosławieństwo do swojego domu? Nie wiem, jak się zachowam, dlatego pytam.

Czy okażę się miłosiernym samarytaninem?

Samarytanin jest dzisiaj synonimem człowieka współczującego, który potrafi się poświęcić, nie licząc kosztów pochłaniających jego dobroczynność. Za czasów Jezusa był on uważany za tego, który jest pierwszym podejrzanym. Nielubianym. Nawet heretykiem, bo nie prowadził prawowiernego kultu. Powszechnie był postrzegany jako wróg. Ale to właśnie on, nie znając Prawa Mojżeszowego, okazał się tym, na którego Jezus wskazał, że wypełnił to Prawo. Nie był nim ani kapłan, ani lewita, którzy w oczach Jezusa tylko pozornie zachowali się właściwie, spełniając kolejny przepis Prawa.

odkryć skarb

Gdy papież Franciszek przyjechał na włoską wyspę Lampeduse, by uczcić pamięć osób, które chcąc dostać się do Europy, utonęły w Morzu Śródziemnym, spadła na niego fala krytyki, jakoby nie rozumiał powagi sytuacji i zagrożeń, które niosą setki tysięcy ludzi przybywających w nieczystych intencjach. W postawie papieża i w jego przejmującej homilii widoczne było niezwykłe współczucie dla tych, którzy zginęli w morskich głębinach. Franciszek zadał wówczas konkretne pytania: „Kto jest odpowiedzialny za tę krew?”, „Kto z nas płakał z powodu tego faktu, i faktów takich jak ten, z powodu śmierci tych braci i sióstr? Kto zapłakał nad tymi osobami, które były w łodzi?”.

Odwołał się on również do wydarzania opisanego w literaturze hiszpańskiej, w której mieszkańcy pewnego miasta postanowili zabić gubernatora despotę w taki sposób, by nie było wiadomo, kto wykonał wyrok. Taka decyzja sprawiła, że na pytanie, kto ponosi odpowiedzialność za tę śmierć, ludzie odpowiadali: „Wszyscy i nikt!”.

Ermes Ronchi, który głosił Franciszkowi rekolekcje wielkopostne, czynił to właśnie w formie zadawania pytań, nie zaś gotowych kaznodziejskich odpowiedzi. Przytoczył przy tym pewne żydowskie powiedzenie, które mówi, że na początku Bóg stworzył znak zapytania i umieścił go w sercu człowieka. Na broszurze rekolekcyjnej papieskich rekolekcji widniał obraz: naczynie z wonną oliwą w rękach kobiety, które miało symbolizować pytania. Ronchi tak wyjaśnił znaczenie tego symbolu: „Szczelne naczynie, niczym zamknięta szkatułka, które trzeba kochać i ostrożnie otwierać. Pytania zawierają skarby, otwierają przed nami objawienie (…), pytanie cię rozbraja, a potem czyni cię głównym bohaterem, jak żadna inna forma dialogu, stajesz się wolnym uczestnikiem dialogu, którego wynik pozostaje otwarty”.

Można wiele pytań zadać tym, którzy są zarówno „zwolennikami”, jak i „przeciwnikami” przyjmowania uchodźców, lecz czy nie zapominamy przy ich okazji, że te wszystkie pytania, nawet te zawarte w Ewangelii, są wyłącznie dylematami z perspektywy człowieka? Do chrześcijańskiego objawienia należą zaś tylko te pytania, które zadaje sam Chrystus. Jedno z nich brzmi: „Który z tych trzech okazał się według twego zdania bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”.

Autor: ks. Karol Milewski SCJ

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *