Koszty zbawienia

„Gdy cały lud się przysłuchiwał, rzekł do swoich uczniów: «Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok». Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie»”.

Łk 20,45-47; 21,1-4

strata

Status społeczny wdowy był w Izraelu bardzo niski. Po śmierci współmałżonka kobieta traciła prawo dziedziczenia, co często doprowadzało ją do wielkiej nędzy i ubóstwa. Stan wdowieństwa był zatem postrzegany jako nieszczęście. Wczesne odejście małżonka było traktowane wręcz jako kara za grzechy. Mimo to prawo w Izraelu przewidywało kroki, mające na celu ochronę wdów. Jeżeli zmarły Izraelita miał braci, mógł być przez nich dopełniony obowiązek lewiratu, czyli opieki nad wdową po bracie, ale nie zawsze do tego dochodziło. Często wdowy nie znajdowały żadnego korzystnego rozwiązania swej nowej sytuacji i były skazane na łaskę innych.

Ubogą wdowę z Ewangelii można potraktować symbolicznie jako osobę, która przeżywa w swoim życiu pewną stratę. Wiemy, że jest to strata wiążąca się z ogromnym bólem. Ten ból połączony jest zaś często z pretensjami skierowanymi do Boga jako tego, który zabiera nam ludzi przez nas ukochanych. Wyrzuty wobec Boga powstają z przekonania, że nic nie zdoła wypełnić pustki po stracie bliskiej osoby. Ewangeliczna wdowa straciła oprócz ukochanej osoby także ustabilizowane, spokojne dotychczasowe życie. W tym momencie nie ma już nic. Podobne doświadczenia powodują czasem oddalenie od Boga. Jezus zauważa gest wdowy, która pomimo swojej tragedii nie straciła zaufania do Stwórcy. W geście wrzucenia całego swojego utrzymania jest ona gotowa nadal wszystko Mu oddawać.

Boża ekonomia

W jednym ze swoich kazań o. Jacek Gniadek SVD, autor książki Ekonomia Boża i ludzka. Kazania wolnorynkowe, zauważa, że istnieje w ekonomii pewna subiektywistyczna teoria wartości, według której wymiana dóbr jest chęcią posiadania przez dwa podmioty transakcji takich korzyści, które w danej sytuacji są przez nie uznane za najbardziej wartościowe na dany moment. W tej koncepcji wartość danej rzeczy nie jest zatem obiektywna, ona nie zawiera się w konkretnym dobru. Ważna jest tutaj zgoda podejmujących transakcję na taki stan rzeczy. Wymiana dóbr następuje bowiem tylko z tej racji, że to, co ludzie otrzymują w jej wyniku, cenią wyżej niż to, czego się pozbywają. W tym sensie możemy powiedzieć o ubogiej wdowie, że w danym momencie ceniła ona bardziej to, co dawał jej Bóg, niż to, co sama posiadała. Bóg z kolei cenił bardziej to, co ona Mu ofiarowała. Samotna kobieta nie podarowała przecież tylko jednego grosza, ale całe swoje utrzymanie. Ofiarowała całą siebie. W ten sposób doszło do przedziwnej wymiany, w której dwa miedziane pieniążki stały się przepustką do nieba.

przelicznik

Wdowa „wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz”, a jednak „wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony”. Co kryje się za tym numizmatycznym spostrzeżeniem Jezusa? W Izraelu były wówczas w obiegu różne monety: greckie i rzymskie. Najmniejszą rzymską monetą był kwadrans, przetłumaczony w polskim tekście jako jeden grosz, na który składały się dwa greckie lepty. Idąc tym tropem, dochodzimy do przekonania, że uboga wdowa wrzuciła najmniej, jak to było możliwe w oficjalnej walucie Imperium. Lecz nie o środki materialne przecież tutaj chodzi. W geście wdowy widać przede wszystkim jej ofiarność, która rzeczywiście kosztuje, a tym samym całkowite zaufanie Bogu. Wartość jej gestu liczona jest zatem miarą zaufania Bogu pomimo wszelkich doskwierających jej braków. W tym geście wyraźna jest miłość, która wyraża się w całkowitym darze z siebie. Tam, gdzie w grę wchodzi miłość, wszystkie reguły handlowe tracą znaczenie. Dlatego może się i tak zdarzyć, że posiadając niewiele lub nic, potrafimy oddać wszystko. Miłość ma zawsze wartość subiektywną, której nie można zmierzyć. Jezus zwraca zatem uwagę na wartość dodaną gestu wdowy, która płynie z jej postawy zaufania i miłości wobec Boga. Gdybyśmy opisując ofiarę wdowy, z uporem zastosowali przeliczniki, to można powiedzieć, że wartość jej ofiary była wprost proporcjonalna do miłości i zaufania, z jakimi ją złożyła.

Jezus jak uboga wdowa

Przyglądając się ludziom wrzucającym datki do skarbony, Jezus w ubogiej wdowie zobaczył być może samego siebie. Jego ofiara złożona na krzyżu jest przecież gestem oddania wszystkiego, co się posiada. W oczach Boga Ojca ma ona nieskończoną wartość. Jako ludzie chcielibyśmy zawsze wszystko zmierzyć, zważyć i ująć w tabelkach. Dlatego pytamy, jaka jest wartość ofiary Chrystusa? By ją określić, prześledźmy sceny ukazywania się Jezusa apostołom po zmartwychwstaniu. Przypomnijmy sobie wygląd Jezusa z tamtych chwil. Zwróćmy uwagę na to, co zachował On na swoim ciele po dramacie męki. Jezus ukazał się uczniom z widocznymi ranami na rękach i nogach. Pokazał im też przebity włócznią żołnierza bok. Kiedy oglądamy obraz Jezusa Miłosiernego, z łatwością dostrzegamy Go z tymi niezabliźnionymi ranami. Możemy wtedy zapytać, po co Mu one? Dlaczego pokazuje je uczniom, a nawet każe ich dotykać Tomaszowi? Czy chce przez to zrobić im wyrzut w formie: „Patrzcie, co zrobiliście!”? Myślę, że nie. Jezus pokazuje własne rany, by przez nie powiedzieć coś zgoła innego, a mianowicie: „Zobaczcie, ile mnie to kosztowało!”. To są pamiątki Jego ofiary na krzyżu. Niezabliźnione rany stanowią wyraz Jego miłości do człowieka. Mówi On przez nie: „Dałem wam wszystko, co tylko mogłem dać. Oddałem samego siebie. Popatrz, dotknij tych ran! Są one wyrazem mojej miłości do ciebie”. Patrząc na rany Jezusa, nie powinniśmy zatem skupiać się na Jego cierpieniu. Wartość ofiary poniesionej na krzyżu nie mierzy się bowiem miarą cierpienia. Być może byli w historii ludzie, którzy przeżywali jeszcze większe męki duchowe i cielesne niż Jezus. Jego krzyż i wartość dopełnionej na nim ofiary polega na nieskończonej skali Bożej miłości, której miarą jest bezmiar.

Autor: ks. Karol Milewski SCJ

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *