Kościół na Zielonej Wyspie

„Irlandia nie jest zdecydowanie krajem ateistów. Tutaj wciąż utrzymuje się katolicyzm kulturowy, to znaczy taki, który nic nie kosztuje, ale który też nic nie zmienia” – mówi o. Bartłomiej Parys, misjonarz werbista, który w Irlandii pracuje od 2011 roku. O kościele na Zielonej Wyspie rozmawia z nim Karolina Krawczyk.

 

Jak wyglądają relacje państwo – Kościół w Irlandii? Czy przedstawiciele Kościoła katolickiego zabierają głos w sprawach dotyczących np. ochrony życia, związków jednopłciowych i tym podobnych?

Trzeba powiedzieć, że Kościół katolicki odegrał bardzo dużą rolę w tworzeniu współczesnego państwa irlandzkiego. Jednak z tego uprzywilejowanego statusu, w jakim znajduje się aktualnie, państwo coraz częściej go otrząsa. To prawda, że Kościół ma spory udział w życiu społecznym – chociażby dlatego, że prowadził w przeszłości różnego rodzaju instytucje społeczne, takie jak szpitale czy szkoły.

Przedstawiciele Kościoła zabierają głos w sprawach publicznych, ale w nieco inny sposób niż w Polsce. Czasem po prostu publikują tzw. public statement, czyli różnego rodzaju oświadczenia dotyczące danej kwestii. Jednak ten głos może być… skomplikowany i niejasny. Choćby niedawno, w czasie referendum w kwestii małżeństw homoseksualnych, jeden z biskupów powiedział, że jeśli ktoś zagłosuje „za” ustanowieniem takich związków, to on nie uzna, że taka osoba postąpiła źle.

Raczej jednak nie spotykamy się tutaj z sytuacjami, kiedy np. w czasie kościelnych uroczystości, w ramach homilii, któryś z biskupów zabiera głos i komentuje to, co dzieje się na arenie politycznej w kraju. Listów pasterskich episkopat też pisze dużo mniej niż w Polsce.

W moim odczuciu Kościół w Irlandii przestaje mieć status „uprzywilejowanego”.

Jaka część mieszkańców Irlandii należy do Kościoła katolickiego?

W tym miejscu trzeba by się odwołać do spisu ludności z 2016 roku. Do wiary katolickiej przyznało się wtedy 78 proc. respondentów (w Irlandii mieszka ponad 4 mln 700 tys. ludzi – przyp. red.). Oprócz Kościoła katolickiego najbardziej popularnym jest Church of Ireland, czyli irlandzki odpowiednik anglikanizmu. Są też tutaj obecne wspólnoty pentakostalne, jak i prezbiterianie, baptyści itp. Osób, które zadeklarowały, że nie przynależą do żadnej formy religii było 10 proc.

Kim są członkowie Kościoła w Irlandii? Jaki procentowy udział mają w nim mieszkający tutaj Polacy?

Bez wątpienia rodzimych mieszkańców jest najwięcej. Z kolei liczbę wszystkich Polaków w Irlandii szacuje się na ok. 150 tys., z czego jedynie 10 proc. chodzi regularnie do kościoła. Większość naszych rodaków jest więc niepraktykująca. Irlandia to kraj małych wiosek i miasteczek. W tych małych skupiskach ludzi wiara jest zrośnięta z całym sposobem ich życia i opiera się na pokoleniowej tradycji, która jednak nie pociąga młodego pokolenia. W nielicznych aglomeracjach sytuacja jest dużo gorsza. W Dublinie na ten przykład odsetek praktykujących nie przekracza ok. 20 proc. mieszkańców. W niektórych parafiach, gdzie dominuje ludność robotnicza, wynosi on tylko ok. 2-3 proc.

Jakie są zasadnicze różnice między funkcjonowaniem Kościoła w Irlandii, a tym w Polsce?

Największą różnicą, jaką zauważam, jest ta, że Kościół w Irlandii nie otworzył się na doświadczenie wspólnot, co zrobił Kościół w Polsce. Mam na myśli ten czas po II Soborze Watykańskim. W Polsce mamy chociażby Ruch Światło-Życie, odnowę charyzmatyczną, neokatechumenat i wiele innych. W Irlandii takie wspólnoty są prawdziwą rzadkością.

Generalnie moje wrażenie po blisko dziewięciu latach życia w Irlandii jest takie, że spory procent wierzących charakteryzuje tutaj tzw. katolicyzm „kulturowy”, pasywny, niezdolny do podjęcia ewangelizacji i bycia „solą i światłem świata”.

Posłużę się przykładem. Kiedy u nas w Polsce niemal każdy idzie w Wielką Sobotę ze „święconką”, tutaj podobnym „obowiązkiem” jest wzięcie udziału we Mszy Świętej pogrzebowej. Ona musi być wystawna, a kazanie długie. Pogrzeb dla Irlandczyków stanowi takie must have, niezależnie od tego, jak blisko (lub daleko) Kościoła zmarły był za życia.

W Polsce bardzo często mówi się o tym, że Kościół na Zachodzie umiera. Czy to prawda?

Nie chcę komentować sytuacji na całym Zachodzie, bo to nie jest możliwe w kilku zdaniach. Powiem tylko, jak ta sprawa wygląda w Irlandii. Na pewno pewna przestrzeń Kościoła umiera. Ale czy sama wiara? Moim zdaniem – nie. Myślę, że Kościół przechodzi obecnie pewien proces „oczyszczania” z podjętych błędnych decyzji czy ze źle obranych kierunków rozwoju. Gdy już przejdzie przez ten etap, znów zajaśnieje, będzie żywy. I nie chodzi tutaj tylko o liczebność wiernych, bo ona nie zawsze wszystko mówi i nie jest najważniejsza. Myślę, że nadchodzi powoli czas, kiedy ta wspólnota będzie mniejsza, ale dużo bardziej dynamiczna. Może będzie tak, jak pisał kiedyś kard. Joseph Ratzinger, że Kościół otrząśnie się ze wszystkich społecznych przywilejów i nabierze dynamiki duchowej.

W Irlandii wiara prostych ludzi w tym wydaniu małomiasteczkowym, wiejskim jest na pewno wciąż obecna. Niestety niekiedy przyjmować może ona formę wiary bezrefleksyjnej, niestawiającej wymagań, a obecnej w życiu wyłącznie dlatego, że „od zawsze tak było”. Irlandia nie jest zdecydowanie krajem ateistów. Tutaj wciąż utrzymuje się katolicyzm kulturowy, to znaczy taki, który nic nie kosztuje, ale który też nic nie zmienia.

Gdy młody człowiek nawraca się w Polsce, dużo łatwiej odnajduje wspólnotę, która zapewnia mu formację i dalszy wzrost duchowy. W Irlandii jest takim ludziom na pewno dużo trudniej. Powiedziałbym, że nadal graniczy z cudem znalezienie tutaj wspólnoty, która pomoże w formacji, szczególnie w małych miasteczkach.

Jak postrzegana jest religijność w życiu społecznym? Czy katolik jest osobą szczególnego zaufania? Czy raczej wyznawana religia nie ma żadnego znaczenia?

Religia raczej nie ma tutaj znaczenia. Religijność jest zresztą czymś zupełnie normalnym. W Irlandii – w przeciwieństwie np. do Niemiec czy Wielkiej Brytanii – nie przyjął się trend promocji czystego ateizmu. Tutaj panuje bardziej taki duchowy flow, swoisty misz-masz. Każdy wierzy na swój sposób, czasem wybiórczo dopasowuje do siebie to, co chce. Na pewno taką religijność trudniej wykryć, bo gdy ludzie rozmawiają tutaj o religii, to używają pojęcia spirituality, nie mówią zatem o konkretnej religii, a bardziej o życiu duchowym. Gdy jednak ktoś umrze, o czym już wspominałem, musi mieć pogrzeb katolicki. Jestem zdania, że tzw. pogrzeby świeckie, „humanistyczne” raczej się tutaj nie przyjmą. Nadal jest pole do pracy. Nie narzekam osobiście na brak działań apostolskich. Wierzę, że dla tych, którzy chcą przyjąć moc Ducha Świętego, otwiera On szerokie horyzonty dla ewangelizacji.

Karolina Krawczyk

Autor: Karolina Krawczyk

Kiedyś kard. Nagy zadziwił się moim wzrostem i nazwał mnie "małą redaktorką". Tak już zostało :) Z CzasemSERCA związana jestem od 2009 roku. Prowadzę także nasze radiowe audycje w Radio Profeto.pl Fascynuje mnie człowiek, dlatego najczęściej przeprowadzam dla Was wywiady. Uważam, że ludzie są Cudem.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *