Kościół i zaangażowanie w politykę

Dla historyka patrzącego na opis procesu Jezusa jedna rzecz jest oczywista – jest to proces polityczny i z czysto ludzkiego punktu widzenia nasz Pan zginął za bycie społecznym wichrzycielem. Co prawda, nawet dla Piłata to oskarżenie było szyte grubymi nićmi, nie zmieniło to jednak brzmienia wyroku. Jezus był politycznie niepoprawny.

kształtowanie sumienia oraz świata

Kiedy popatrzymy na historię Mistycznego Ciała Chrystusa, czyli nas, Kościoła, zauważymy podobną dynamikę: głoszona jest Ewangelia, ale kiedy zderza się ona z polityką, szczególnie władzy absolutnej, uzasadnienie wyroków sądowych mówi o „działalności wywrotowej”, „antyspołecznej postawie”, „zdradzie państwa”. Przyjęcie chrztu i życie łaską może przekładać się w sferze społecznej na sprzeciw wobec władzy bądź sposobu jej sprawowania.

Może być jednak także inaczej. Leon XIII w pierwszej w dziejach Kościoła encyklice społecznej Rerum novarum (1891 rok) wskazuje na to, że odpowiednio uformowani duchowo i moralnie ludzie potrafią tak kształtować świat wokół siebie, że stanie się on bardziej przyjazny człowiekowi. Wówczas są oni zdolni do stworzenia ładu politycznego i społecznego opartego na poszanowaniu człowieczeństwa, a co za tym idzie, także ludzkiego sumienia i jego wolności. Tym samym rolą Kościoła – głównie hierarchii i tych, którzy są w nim odpowiedzialni za wychowanie, a więc także rodziców – jest takie kształtowanie ludzkich sumień, by rozpoznawały one również kategorię dobra wspólnego.

dla dobra wspólnoty

Chodzi tu o zrozumienie dwóch kwestii. Po pierwsze bezgrzeszność nie polega tylko na unikaniu grzechu czy okazji do niego. Podczas aktu pokutnego na Mszy Świętej mówimy, że zgrzeszyliśmy także zaniedbaniem, czyli zignorowaniem sytuacji, kiedy mogliśmy uczynić jakieś dobro. Rolą wychowawcy jest więc ukształtowanie zdolności do odróżniania zła od dobra, Bożych natchnień od tych nie bożych, wreszcie wewnętrznego dążenia do pomnażania dobra w świecie.

Po drugie (moim zdaniem to kwestia, która obecnie, w pokoleniu „selfie” jest bardzo istotna) nie jesteśmy na świecie sami, co więcej – sami nie jesteśmy w stanie przetrwać. Istnieje pewien zakres dóbr, które zależą od naszej wzajemnej współpracy. I nie chodzi tutaj tylko o produkcję czegoś, ale o swego rodzaju drobiazgi, jak np. troska o zachowanie w czystości klatki schodowej, zamykanie za sobą drzwi, kiedy wchodzimy do ogrzewanego pomieszczenia, poznanie sąsiadów i zwracanie uwagi na ich potrzeby, a nawet pamięć o zwyczajnym uśmiechu czy dobrym słowie w codziennych kontaktach z innymi ludźmi.

Jeśli tę prawdę o współistnieniu przełożymy na skalę dużych firm czy fabryk, wyrazi się ona w pamiętaniu o prawach pracownika, a nie tylko jego obowiązkach czy też w rzetelnym wypełnianiu własnych zadań nie tyle ze strachu przed karą, co przede wszystkim ze względu na pozostałych współpracowników i tych, którzy korzystają z efektów mojej pracy.

świeccy i duchowni wobec polityki

Rola wychowawcza Kościoła jest szczególnie istotna w demokracji. W niej interpretacja prawa często zależy od tego, kto zostanie wybrany w wyborach – zresztą nie tylko interpretacja, także jego stanowienie. Jeśli osobom rządzącym brakuje kręgosłupa moralnego, rozpoczyna się powolna degeneracja: najpierw życia politycznego, a potem społecznego. Dostrzegł to już Pius X, który wskazał na bardzo ważne zadanie stojące przez świeckimi katolikami. Jest nim według niego takie kształtowanie świata wokół siebie, by żył on wartościami wypływającymi z Ewangelii. Nie zawsze jest to interpretowane we właściwy sposób. Istnieje przecież pokusa, by uznać, że w takim razie najlepiej byłoby, gdyby wszystkie państwa były z zasady katolickie, rządy sprawowali w nich księża, a prawo stanowiły sobory.

W dziejach znamy próby tworzenia takich katolickich, a nawet arcykatolickich państw (Hiszpania za Filipa II, Austria Habsburgów etc.), jednak zawsze kończyło się to porażką, a najbardziej poturbowany z takich prób wychodził Kościół. Tracił on wówczas autorytet, malała jego zdolności do ewangelizacji, będąc bowiem skojarzony z władzą, niejako uprawomocniał jej działania, często także te zbrodnicze, co odstręczało od niego ludzi. Zapewne dlatego obecnie w prawie kościelnym istnieje zapis zabraniający kapłanom korzystania z biernego prawa wyborczego (kandydowania w wyborach) oraz zaangażowania w politykę innego niż sprawowanie opieki duszpasterskiej nad członkami danej organizacji.

Kościół „od góry” i „od dołu”

Gdyby postawiono nam pytanie, czy Kościół ma prawo angażować się w politykę, odpowiedź brzmiałaby: i tak, i nie. Jeśli rozumiemy go jako hierarchię, musi pozostać poza nurtem politycznym. Może, a czasem wręcz musi on jednak zabierać głos na temat konkretnych wydarzeń czy rozstrzygnięć prawnych, ale wówczas ma to zawsze znaczenie moralne i stanowi wskazówki dla wiernych, a nie próbę dyktowania im konkretnych rozstrzygnięć politycznych.

Bywa jednak i tak, że hierarchia rezygnuje z oficjalnych wystąpień, podejmując zamiast tego konkretne praktyczne działania. Świetnym przykładem jest tutaj zachowanie Piusa XII w czasie II wojny światowej. Nie opublikował on oficjalnego dokumentu potępiającego holokaust, bowiem najprawdopodobniej byłoby to odebrane przez nazistów jako argument za eksterminacją katolików razem z Żydami, jednak wydał w Kościele takie polecenia, które umożliwiły ocalenie tysięcy osób wywodzących się z narodu wybranego.

Kiedy mamy na myśli politykę w Kościele rozumianym jako wspólnota wiernych, sprawa zaangażowania politycznego wygląda jeszcze inaczej. Nie chodzi tutaj jednak o zamiar tworzenia partii chrześcijańskich, ten pomysł okazał się porażką. Jako wierni powinniśmy podejmować działania polityczne i społeczne w zastanych ramach, zaś za wyznacznik naszych decyzji uznawać zawsze wskazania Ewangelii oraz kierować się roztropnością w ich wprowadzaniu w życie. Jeśli uda się nam zachować te dwa elementy, świat wokół nas stanie się bardziej chrześcijański, a przez to bardziej otwarty na słowo Boże. W byciu Kościołem chodzi przecież ostatecznie właśnie o to, by głosić. Nawet wówczas, gdy za to spotyka nas to samo, co Jezusa, to znaczy kiedy dzieląc się słowem, zostajemy uznani za politycznie niepoprawnych i ukarani.

Elżbieta Wiater

Autor: Elżbieta Wiater

Historyk, doktor teologii, pracuje jako redaktor w wydawnictwie Tyniec, publicystka związana z portalem deon.pl oraz christianistas.org. Autorka kilku książek. Mieszka w Krakowie.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *