„Kim” jest dom?

W powieści Blask fantastyczny Terry Pratchett wyznaje, że „Człowiek nigdzie naprawdę nie był, póki nie wróci do domu”. Istnieje polska interpretacja tego zdania: „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Jeśli przyjmiemy, że w domu rozpoznajemy nie tylko to, gdzie naprawdę jest nasze miejsce, ale przede wszystkim to, kim my sami naprawdę jesteśmy, przysłowie to nabiera głębszego sensu. Wówczas dom przestaje być wyłącznie miejscem, a staje się kimś, dla kogo go zbudowałem. Ty jesteś wtedy moim domem.

krajobraz horyzontalny i wertykalny

Człowiek żyje w świecie. Ten świat stanowią określone miejsca. Miejsca życia człowieka są dla niego zazwyczaj czymś tak naturalnym, że przeważnie nie zwracają jego szczególnej intelektualnej uwagi. Stanowią one bowiem swoiste tło, scenerię jego życia. Nie wyobrażamy sobie przecież naszego życia bez miejsc, w których ono się realizuje, nawet jeśli na co dzień zupełnie się nad tym nie zastanawiamy. Rozmaite miejsca są nieodzownym krajobrazem życia człowieka, wszystkim, co go otacza. Można powiedzieć, że obok czasu stanowią one niemożliwą do uniknięcia swoistą właściwość przeżywania naszego życia. Tych miejsc związanych z ludzkim życiem jest bardzo wiele. Nie sposób ich wszystkich wymienić, jednoznacznie sklasyfikować czy postawić na jednej linii. Istnieją bowiem miejsca zwyczajne, codzienne, takie, do których często się wraca i w których często się przebywa, ale i takie, które są pod tym względem zupełnie wyjątkowe, stanowiące dość rzadką adnotację w naszym terminarzu. Wśród miejsc możemy wyróżnić również takie, które są specyficzne wyłącznie dla człowieka oraz te, które dzieli on naturalnie z innymi stworzeniami. Do tych drugich zaliczamy np. lasy, parki miejskie czy Morskie Oko. Obszary te nie stanowią przestrzeni wyłączności dla gatunku homo sapiens, równie „dobrze” czują się tutaj przecież zwierzęta czy rozmaite gatunki flory. Zupełnie innymi miejscami od nich są np. sklepy, muzea czy kościoły. Jeszcze odrębnej jakości od wymienionych jest podział miejsc na ważne, tzn. istotne z uwagi na rolę, jaką człowiek im przyznaje, oraz mniej ważne lub w ogóle dla niego nieistotne. Samo nazywanie określonej przestrzeni miejscem daje do myślenia. Miejsce nie jest bowiem zwyczajną przestrzenią. I nie chodzi tutaj wyłącznie o swoiste granice, jakie wyznacza ono w przestrzeni, zakres, poza który miejsce nie wystaje. Miejsce określa w jakiś sposób to, jak właśnie przeżywam swoje życie. W różnych miejscach człowiek przebywa bowiem na różnych poziomach, głębokościach swego bytowania. Chociaż stanowią one zatem przestrzeń horyzontalną jego życia, to jednocześnie w jakiś sposób określają również jego wertykalność. Robienie zakupów w sklepie nie stanowi przecież czynności tej samej rangi, co zawodowe zaangażowanie w warsztacie pracy. To ostatnie z kolei jakby mniej absorbuje człowieka od sytuacji, w której bawi się on z dziećmi w ich pokoju, modli za kogoś bliskiego na cmentarzu czy bierze udział w liturgii w parafialnej świątyni. Są zatem miejsca, w których człowiek jest bardziej lub mniej obecny, w których jest jakby płycej lub głębiej sobą samym, w których bardziej lub mniej uwidacznia się to, kim naprawdę jest.

zadomowiony od początku do końca

Punktem szczególnym na mapie miejsc ludzkich jest dom. Dom jest miejscem wyjątkowym nie tylko dlatego, że podobnie jak inne ważne miejsca dla człowieka nie jest on wyłącznie miejscem, a przynajmniej w tym, co stanowi jego istotę, nim nie jest. Miejsce, które najczęściej utożsamiamy z domem, oznacza mieszkanie, przestrzeń, w której człowiek wypoczywa po pracy czy przesypia noce. Dom nie jest jednak tylko mieszkaniem. Właściwie można nawet nie mieszkać w domu, a w mieszkaniu nie czuć się zadomowionym. Bywa przecież tak, że człowiek, nie mogąc odnaleźć w swoim mieszkaniu własnego domu, poszukuje go w innych mieszkaniach, w innych miejscach. Jest to źródłem rozmaitych ludzkich dramatów. Iluż jest w końcu wśród nas ludzi bezdomnych, mających pięknie urządzone mieszkania, czy takich, którzy „nie mają gdzie głowy złożyć” (por. Łk 9,58), a jednak czują się u siebie tam, gdzie właśnie są? No właśnie, dom jest bowiem takim „miejscem”, w którym człowiek czuje się u siebie, jest u siebie. Nigdzie indziej nie jest on tak bardzo u siebie, jak właśnie w domu. Dom stanowi istotną część jego tożsamości. Każdy pochodzi z określonego domu, opuszcza go i zakłada własny. W jakiejś mierze to, w jakim domu on się rodzi i dorasta, rzutuje na to, jaki dom on sam w przyszłości zbuduje i, ostatecznie, w jakim domu umrze. Nie da się bowiem radykalnie uciec od własnego domu. Z domu człowiek co prawda wychodzi, ale zawsze zabiera go w pewnej mierze ze sobą. Dom stanowi część jego samego. Dlatego dziwimy się czasami, gdy stwierdzamy: „Jak to możliwe, że dopuścił się on tego zła, skoro pochodzi z dobrego domu?”. Ten dobry dom powinien na nim przecież odcisnąć trwały ślad. To zaś, co uczynił, jakby zaprzeczało jemu samemu, temu, z czego on wyrósł, co go ukształtowało. W domu jesteśmy u siebie, co oznacza również, że jesteśmy najbardziej sobą. Nie liczą się w nim funkcje, urzędy czy stanowiska. To nie one stanowią to, kim jesteśmy naprawdę. Dlatego w domu ludzie mówią do siebie po imieniu. Nawet nazywanie kogoś w domu bratem, siostrą, synem, córką, matką czy ojcem ma zupełnie inny sens niż bycie dyrektorem firmy, lekarzem w przychodni czy wykładowcą na uczelni. Synem czy ojcem jest się bowiem najpierw w domu i zostaje nim na zawsze, dyrektorem firmy bywa się zaś na jakiś czas. Dom oznacza zatem więzi i to więzi wyjątkowe, oparte na wzajemnej akceptacji, wierności i bezpieczeństwu, których nie sposób stworzyć poza domem. Dom to więzi najbardziej podstawowe, najbliższe człowiekowi.

miej(sce) dom(u)!

W domu człowiek nie jest anonimowy, bezimienny, nijaki. Jest za to indywidualny, inny, wyjątkowy. Dlatego spotkania, które odbywają się w domu, również nie są anonimowe. Istnieje wiele miejsc poza domem, w których człowiek może chcieć czuć się nierozpoznanym. W domu jest to właściwie niemożliwe. Dlatego spotkania domowników są prawdziwe. Nie ma prawdziwych spotkań poza domem, to znaczy poza zaproszeniem kogoś do własnego domu oraz jednoczesnym wejściem do jego domu. Poza domem istnieją rozmaite zgromadzenia, zebrania, mityngi. Jednak żeby spotkać się naprawdę, trzeba zbudować jakiś dom pomiędzy nami. Spotkanie jest bowiem czasem i „miejscem” intymnej więzi między ludźmi. Tej zaś nie da się stworzyć bez domu. W nim spotykają się ludzie sobie bliscy przede wszystkim właśnie poprzez to, że wspólnie tworzą dom, dom zaś tworzy ich. Jest w tym jakaś wzajemność. Można oczywiście kogoś do swojego domu nie wpuścić bądź kogoś z domu wyrzucić. Nie wszyscy ludzie są nam przecież jednakowo bliscy. Bez domu nie da się jednak żyć naprawdę. Nie da się bowiem być naprawdę sobą poza domem. Człowiek jest sobą również poprzez to, że poszukuje prawdy o sobie. Czyni to na rozmaite sposoby. Szukanie prawdy o sobie jest budowaniem domu. Właśnie dlatego człowiek jest jedyną istotą, która buduje dom. „Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda” (Łk 9,58), człowiek zaś ma dom, może mieć, powinien go mieć. Jakaś jego głęboka prawda o sobie samym chce mieć dom. Wydaje się, że właśnie w tym tkwi sedno sprawy, żeby chcieć mieć dom, żeby chcieć go zbudować dla siebie i innych. Dom nie powstaje bowiem samoczynnie, automatycznie. To wielka sztuka umieć go stworzyć. Taki, w którym ja będę sobą u siebie dzięki temu, że ty również będziesz tutaj mógł być sobą. Taki, w którym pomiędzy nami powstanie więź, stworzy się „miejsce” spotkań, wzajemnych wierności, możliwości przebaczenia.

W zależności od miejsc, w których człowiek przebywa, przeżywa on swoje życie na różnej płytkości, głębokości. Oznacza to, że jest on w tych miejscach bardziej lub mniej sobą. Tak, człowiek może bowiem być sobą bardziej lub mniej prawdziwie. Wydaje się, że od „zewnątrz” wygląda on stale tak, jak wygląda. Jest ciągle tym samym człowiekiem, niezależnie od tego, czy znajduje się w sklepie czy w kościele. Jednak gdy przygląda się on sobie „od środka”, zauważa różnice. Kiedy kocha i jest szczery, przeżywa siebie w odmienny sposób niż wtedy, gdy nienawidzi i kłamie. Podobnie jest z miejscami, w których przebywa. Właściwie wszystko, co istnieje, bytuje na rozmaite sposoby. Wbrew tzw. żelaznej logice nie jest bowiem tak, że wszystko, co istnieje, „jest” w podobny sposób. Inaczej „jest” przecież drzewo w lesie, inaczej wiatr w tym lesie, inaczej człowiek spacerujący pomiędzy drzewami, jeszcze inaczej marzenia, które powstają wtedy w jego głowie, czy Bóg w jego sumieniu. Wszystko to „jest”, jednak każda z tych rzeczywistości na odmienny sposób. W domu również nie panuje żelazna logika. Tutaj na zranienie ze strony drugiego nie odpowiada się bowiem logiczną zemstą, tylko nielogicznym przebaczeniem. Tutaj zmieścić się mogą nie tylko ci, którzy wyświadczyli dla mnie coś dobrego, ale również tacy, dla których ja mogę życie uczynić bardziej strawnym. Tutaj w końcu obcy do wczoraj może dzisiaj stać się moim bliźnim.

ks. Przemysław Bukowski SCJ

Autor: ks. Przemysław Bukowski SCJ

Pochodzę z Bełchatowa, choć nie wszystko się tam zaczęło. Na księdza wychowali mnie sercanie. Lubię myśleć, że potrafię myśleć. Dlatego od kilku lat, najpierw w niemieckim Freiburgu, a obecnie na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie, inspirowany głównie myślami Józefa Tischnera i tych, którzy jego inspirowali, uczę się bycia filozofem człowieka. Nic mnie bowiem tak nie kręci, jak pytania zadawane pytającym.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *