Franciszkański pasjonat na deskorolce

Śpiewa i jeździ na snowboardzie, a każda z tych pasji jest drogą do Pana Boga. O powołaniu, które jest przygodą, w rozmowie z Pauliną Smoroń opowiada o. Łukasz Buksa OFM.

Chyba każdy z nas w końcu staje przed pytaniem, jaką drogę przygotował mu Pan Bóg. O co więc chodzi w powołaniu?

To jest wołanie Boga, głos, którym On wzywa nas do życia w taki sposób, żeby nadać mu jeszcze głębszy sens. Kiedy otwieramy się na ten głos, otwieramy się na samego Boga. Warto, bo skoro On woła nas po imieniu, to znaczy, że nas zna i wie, co będzie dla nas dobre.

Czyli wystarczy się wsłuchać w Jego wołanie i załatwione?

Oczywiście, że nie. O głos powołania trzeba się troszczyć, bo można go bardzo szybko zatracić. Dowodem może być liczba rozwodów lub odejść ze stanu kapłańskiego. Musimy pamiętać, że Zły też nie stoi bezczynnie i podsyła pokusy, żeby nasze powołanie wystawić na próbę. Ale gdy jesteśmy mocno zakorzenieni w Panu Bogu i z Nim przeżywamy, realizujemy powołanie, to damy radę. Nawet kiedy upadamy, podniesiemy się siłą Boga. Powołanie to też wsłuchiwanie się w słowa i znaki, które Bóg nam daje poprzez innych ludzi.

A jakie znaki Bóg postawił na Ojca drodze?

Długo się zastanawiałem, czy wybrać dominikanów czy franciszkanów. Swoim życiem chciałem naśladować św. Franciszka, a z drugiej strony dominikanie zawsze fascynowali mnie śpiewem. Pewnego dnia prowadziłem festiwal w Przemyślu i zapowiadałem chór gospel. Wśród nich był franciszkanin, który zaśpiewał tak, że mnie zamurowało. To był jeden ze znaków. Innym były też rozmowy z moją babcią. Ona mnie słuchała, dawała rady.

O powołaniu możemy mówić również, wybierając ścieżkę zawodową?

Nie. Niektórzy myślą, że ksiądz to zawód, ale gdyby tak było, to kiedyś można byłoby tę pracę zmienić. To tak nie działa. Powołanie jest przygodą, która niesamowicie zaskakuje człowieka. Jeśli to zrozumiemy, zauważymy, że dostarcza nam ono również wielu wrażeń, pozwala na piękne spotkania i daje siłę, aby nie zrażać się, ale iść i je realizować. Pan Bóg nam w tym pomaga i niejednokrotnie podpowiada przez dary Ducha Świętego.

Każdy człowiek ma jedno powołanie?

Powiedziałbym nawet, że każdy z nas ma to samo powołanie. Chodzi o powołanie do świętości, które może mieć różne drogi – małżeństwa, czasami samotności, kapłaństwa lub życia konsekrowanego. Każda z nich jest ubogacona talentami i pasjami, które rozwijamy na rzecz powołania.

A jak z tymi talentami było u Ojca?

Muzyka była w moim życiu od zawsze. Pamiętam nawet przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. Wtedy moje trzy koleżanki miały zaśpiewać psalm. Kiedy je usłyszałem, podszedłem do proboszcza i powiedziałem, że będzie lepiej, jak ja zaśpiewam. Ale były też takie momenty, kiedy mówiono mi, że nic z tego nie wyjdzie, a ja w to uwierzyłem i na jakiś czas przestałem. Kiedy szedłem do zakonu, wiedziałem, że chcę pracować z młodzieżą, spotykać się z nią i rozmawiać o życiu. Później zauważyłem, że dobrym narzędziem do tego są właśnie pasje. One mają przyprowadzić ludzi do Pana Boga, bo jeśli tak nie będzie, to ja ich nie chcę.

Muzyka jest dla Ojca tą drogą, którą ludzie mogą zbliżać się do Boga?

Taki jest plan. Kiedy 6 lat temu w prowincji zostałem odpowiedzialny za młodzież, szukałem sposobu, żeby do niej dotrzeć. Nagrałem pierwszą płytę uwielbieniową „Przyjmij to, co mam”, a potem już poszło z górki. Chciałem stworzyć muzykę popularną do słowa o życiu, która pomagałaby mi ewangelizować. Udało się, ale nie dlatego, że takie miałem marzenie, ale dlatego, że to miał być sposób docierania do drugiego człowieka. Wtedy też powstała akcja „Obudź się! Możesz więcej!”, czyli cykl muzyczno-słownych konferencji, mających zachęcić młodzież do wyjścia z czterech ścian i zainspirowania się darami, które mają od Stwórcy.

Pasje to niewątpliwie bardzo osobista sprawa. Myśli Ojciec, że w Kościele można być sobą?

Trzeba być! Inaczej będziemy żyli w iluzji i w kłamstwie, a przecież tylko prawda nas wyzwoli. Właśnie dlatego ludzie pokochali papieża Franciszka, bo on jest sobą i żyje tym, co głosi. Ja w jednej z piosenek śpiewam: „Rusz w końcu głową, zacznij być sobą!”. To ważne, zwłaszcza w pracy z młodymi. Oni bardzo szybko wyczuwają fałsz. Ja lubię wyzwania i dlatego chcę dalej się z nimi spotykać.

A jak zamiłowanie do sportu wiąże się z tym wyzwaniem, którym jest praca z młodymi?

Tutaj też chodzi o ewangelizację. Jakiś czas temu zastanawiałem się, co zrobić dla młodych w zimie. Pojechałem na stok i zauważyłem, że oni najczęściej przewracali się na snowboardach. Od razu zrodziła się we mnie chęć pomocy i tak powstały rekolekcje „RekoSKI”, łączące w sobie sport i modlitwę, ale nie jest to takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. To ciężka praca fizyczna i duchowa, bo oprócz zabawy dużo czasu poświęcamy modlitwie, dzięki której dzieje się tam wiele cudów. Pamiętam, jak kilka lat temu mówiłem konferencję o przebaczeniu i w trakcie tego spotkania pewien chłopak powiedział swojemu ojcu, żeby on go już więcej nie bił i że mu wszystko wybacza. Padli sobie w ramiona i zaczęli płakać.

Bywa też, że latem jeżdżę w habicie na longboardzie [rodzaj deskorolki], żeby ewangelizować. Pamiętam, jak pewnego dnia jechałem do sióstr na Smoleńsk i zobaczyło mnie kilku bezdomnych. Stwierdzili, że Pan Bóg wyjechał na wakacje, skoro zakonnicy jeżdżą na deskach.

Jak widać, każdy sposób głoszenia Dobrej Nowiny jest dobry! Tak samo uważają Ojca przełożeni, czy była jakaś pasja, z której Ojciec musiał zrezygnować, żeby wstąpić do zakonu?

Nie musiałem z niczego rezygnować. Myślę nawet, że zakon pomógł mi rozwinąć moje pasje. Najważniejsze, żeby je realizować dla Boga i dla drugiego człowieka, a nie tylko dla siebie. Nie mam tu na myśli tylko tego, żeby życie nie było nudne. Kiedy Pan Bóg na sądzie ostatecznym zapyta mnie, jak żyłem, nie chcę powiedzieć, że nic nie zrobiłem ze swoimi pasjami. Bóg dał mi je po to, bym doprowadzał ludzi do Niego, więc gdyby przełożeni powiedzieli mi „nie”, wtedy oni by wzięli za to odpowiedzialność. Tak się jednak nie stało i dlatego wiem, że realizacja zamiłowań to skuteczna droga, by głosić Boga światu!

Autor: Paulina Smoroń

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *