Faceci od zadań specjalnych

Misyjny Kościół ma zdecydowanie kobiecą twarz, a mężczyźni są od zadań specjalnych. Im konkretniejsze stawia się przed nimi wyzwania, tym bardziej czują się zobowiązani i częściej widać ich w Kościele.

 

Kiedy ks. Joseph wręcza mi zaostrzony kij, mówi: „Przed nami 3 godziny ostrej wspinaczki”. Idziemy na niedzielną Mszę Świętą do jednej z kilkunastu wspólnot podstawowych rozsianych na terenie jego ogromnej parafii w regionie Bukavu w Demokratycznej Republice Konga. Kaplica leży na wysokości ponad 1800 m n.p.m. i nie prowadzi tam żadna droga. Ministranci ładują do plecaków rzeczy potrzebne do odprawienia Mszy Świętej, dziesiątki egzemplarzy Biblii do rozdania rodzinom oraz materiały dla katechistów, a także setki innych potrzebnych rzeczy, jak choćby naładowane baterie do przenośnego nagłośnienia. Stroma ścieżka wije się wśród rozsianych na stokach gór domostw. Kobiety z dziećmi wychodzą nam na spotkanie i proszą księdza, by pobłogosławił ich potomstwo. Krzyżyki lądują na kolejnych umorusanych czołach.

luksus Eucharystii

„Przechodzimy teraz przez teren wspólnoty, do której przyjdę z Eucharystią najwcześniej za miesiąc, stąd tak ważne jest dla nich dzisiejsze błogosławieństwo” – mówi kongijski kapłan. Jego posługa to ciągłe bycie w drodze. Doskwierający brak księży sprawia, że udział w Eucharystii jest dla wiernych wciąż ogromnym świętem. Przypomina mi się, jak tanzańskie kobiety witały przyjeżdżającego do nich kapłana, klękając przed nim i całując go w rękę. Gdy zaskoczona patrzyłam na tę scenę, misjonarz tłumaczył: „Oni nie witają mnie, ale przechodzącego we mnie Chrystusa”. Nagle dociera do mnie gromki śpiew i zza szczytu wyłania się grupa rozradowanych dzieci. Na jej czele trzech katechistów. Wyszli powitać nadchodzącego księdza. Spotkali nas w połowie drogi, przed nami jeszcze półtorej godziny marszu do kaplicy. Scena ta powtórzy się po liturgii, gdy najpierw cała wspólnota, a potem tylko dzieci i katechiści będą nas odprowadzać, dziękując tańcem i śpiewem za wspólną modlitwę. To także chwile osobistych rozmów i planowania duszpasterskich działań do czasu następnego spotkania.

katechista filarem ewangelizacji

„Polegamy na świeckich. Na miarę swego wykształcenia, doświadczenia i świadomości Kościoła nauczają innych” – mówi pracujący od 25 lat w Indonezji bp Józef Roszyński. Polski werbista podkreśla, że tak było na początku ewangelizacji i jest znowu z powodu załamania dopływu misjonarzy oraz kryzysu, jaki przeszedł miejscowy kler w ostatniej dekadzie. Akcent duszpasterski został przeniesiony z posługi kapłana na świeckich, którzy są formowani w specjalnych ośrodkach duszpasterskich. „Są bardzo oddani. Dbają o kościoły i kaplice, organizują nabożeństwa, głoszą kazania, czytają Ewangelię, przygotowują ludzi do przyjęcia sakramentów” – wylicza misjonarz. Z podobnym zaangażowaniem spotkałam się w Azji i Afryce. Bez oddanej posługi świeckich Chrystus nie wyszedłby daleko poza stacje misyjne. Tu ogromną rolę odgrywają mężczyźni będący odpowiedzialnymi za różne grupy, a przede wszystkim katechistami.

„Afrykański mężczyzna musi zobaczyć przed sobą konkretne zadanie. Mogą to być małe odpowiedzialności, ale wyzwalają one w nim ogromną energię i sprawiają, że bardziej lgnie do Kościoła. Wśród katechistów wszystkich szczebli prym wiodą mężczyźni, co jest zrozumiałe, bo ta rola ma charakter przywódczy” – mówi pracujący w Tanzanii salezjanin ks. Kazimierz Sacha. „Afryka pozostaje nadal terenem misyjnym. Wielkość niektórych diecezji i parafii wymusza niejako pomoc osób świeckich. W niektórych parafiach prowadzonych przez misjonarzy ta pomoc jest tym bardziej przydatna, im słabiej dany misjonarz opanował miejscowy język lub w wypadku kilku języków czy narzeczy, którymi chrześcijanie na terenie jednej parafii się posługują. W tych sytuacjach pomoc katechistów w ewangelizacji jest nieoceniona” – mówi ks. Ryszard Kusy. Marianin, który przez lata pracował w Kamerunie, a obecnie posługuje w Rwandzie, wylicza obowiązki katechisty: prowadzi nabożeństwa (także niedzielne wraz z udzielaniem Komunii Świętej – pod nieobecność księdza), przewodniczy pogrzebom, pełni rolę starszego wspólnoty. Funkcje katechistów spełniają najczęściej – i to w olbrzymiej części – mężczyźni. Tak jest we wszystkich krajach misyjnych. Wynika to z ich roli przywódczej, wyższego z zasady wykształcenia, a także prozaicznego faktu troski o bezpieczeństwo. Katechista pokonuje nieraz samotnie wielkie odległości. Prosty przykład. W dwóch krajach afrykańskich, gdzie ks. Kusy był proboszczem, w rwandyjskiej parafii (Nyakinama) na 8 katechistów jest 7 mężczyzn i 1 kobieta. W parafii kameruńskiej (Atok) na 46 katechistów wszyscy są mężczyznami!

facet w Kościele

Już tak jakoś się dzieje pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, że mężczyzna jako „zwyczajny” członek wspólnoty parafialnej nie jest bardzo aktywny. „Większą aktywność przejawiają kobiety: są częściej obecne na nabożeństwach, na Mszach Świętych stanowią liczniejszą grupę od mężczyzn, to one krzątają się przy kościele, dbając o jego czystość i wystrój, organizują się też w więcej grup i ruchów” – mówi ks. Kusy, dodając zarazem, że często takimi kobiecymi grupami kierują mężczyźni. Pełnienie odpowiedzialnych funkcji kościelnych sprawia, że wzrasta status tych mężczyzn w społeczeństwie. „Kiedyś starsi wspólnoty czy katechiści byli w swych wioskach autorytetami i punktami odniesienia, rozstrzygali spory, dawali wskazówki, napominali. Teraz to się zmienia głównie z powodu rozmywania wiary. Jeśli w danej wiosce jest kilka grup wyznaniowych czy sekt, to rola pojedynczego katechisty maleje” – mówi Iwona Kołodziejczyk, świecka misjonarka od 15 lat pracująca w Papui Nowej Gwinei.

Już św. Franciszek i św. Dominik ostrzegali swych uczniów, żeby nie poświęcali za dużo czasu na nauczanie kobiet, zaniedbując jednocześnie mężczyzn i nie rozwijając ich charyzmatów. Zaniedbani mężczyźni szukają bowiem coraz częściej spełnienia poza Kościołem. Wiele zależy od danego kapłana, czy potrafi przemawiać do swej męskiej części parafii językiem wyzwań, walki, ponoszenia ryzyka, konfrontacji z rzeczywistością i zaangażowania. „W kulturze afrykańskiej mężczyzna jest przywódcą, człowiekiem odpowiedzialnym za wiele spraw związanych z codziennym życiem i to musi przełożyć się na jego miejsce w parafialnej wspólnocie” – zauważa ks. Jan Marciniak. Kapłan pracujący w Tanzanii wskazuje, że mężczyźni chętnie podejmują np. wyzwanie zorganizowania tzw. harambe, czyli loterii związanej ze zbieraniem funduszy na określony cel, a potem dalej odpowiadają za tę akcję. Porażka takiej loterii oznaczałaby porażkę danego mężczyzny. Jej skuteczność to kwestia honoru. Panowie przewodzą w radach parafialnych, ale skarbnikami z zasady są kobiety. Liczna jest też obecność mężczyzn w chórach i zespołach parafialnych odpowiadających za oprawę liturgii i organizowanie świąt parafialnych, ale i danej społeczności lokalnej. Chętnie też włączają się w działalność misyjnych oratoriów, przejmując odpowiedzialność nad młodzieżowymi grupami sportowymi czy parafialną Caritas, z tym że potrzebujących prędzej dostrzeże wrażliwe oko kobiety.

„Kościół filipiński oparty jest głównie na ludziach świeckich, którzy spełniają tutaj ogromną rolę. Dzięki nim Kościół jest żywy i dynamiczny, co ciężko jest zauważyć np. w Polsce, gdzie ludzie często przychodzą do kościoła jak do teatru, aby obejrzeć spektakl, wrócić do siebie i trochę pokrytykować” – mówi ks. Franciszek Pupkowski SCJ. Polski sercanin pracujący na wyspie Mindanao podkreśla: „Trudno byłoby sobie wyobrazić filipiński Kościół bez udziału mężczyzn, którzy mimo że są biedni i posiadają braki w edukacji, są jednak bardzo dyspozycyjni, otwarci, gotowi do pomocy i współpracy. W praktyce oznacza to uczestnictwo w różnego rodzaju spotkaniach, kursach czy przygotowaniach. Często jest to związane z kilkukilometrowymi pieszymi marszami i rezygnacją z innych zajęć, w tym z wyrzeczeniem się nawet części pracy stanowiącej podstawę utrzymania rodziny”. Przemierzając dalekie lądy, często mam nieodparte wrażenie, że Kościół misyjny jest bardziej żywy i dynamiczny, gdyż żyje na wzór pierwszych gmin chrześcijańskich, które funkcjonowały według charyzmatów, a władza święceń miała charakter służebny. Sklerykalizowana struktura zamyka i wręcz podcina skrzydła. Trzeba odpowiedzi na powiew Ducha – nie grzecznej i ustrukturalizowanej, ale pełnej mocy – jak u św. Pawła. W przeciwnym razie Kościół ze swą Ewangelią nie tyle nie wyjdzie za swe opłotki, ile wręcz zejdzie z nią do katakumb. A że jest na czym budować, może o tym świadczyć choćby przykład papuaskiego katechisty. Błogosławiony Peter To Rot, mąż i ojciec rodziny, poniósł śmierć męczeńską w 1945 roku, czyli zaledwie 2 dekady od początków ewangelizacji Papui Nowej Gwinei, gdyż przeciwstawiał się próbom przywrócenia poligamii i bronił nierozerwalności małżeństwa. Przekonywał, że przywództwo w danej społeczności musi być ściśle związane z nauką Ewangelii.

Beata Zajączkowska

Autor: Beata Zajączkowska

Dziennikarka Radia Watykańskiego, publicystka Gościa Niedzielnego. Współpracująca z portalami Wiara.pl i Stacja7.pl oraz Misyjnymi Drogami i Pastores. Pracując w sercu chrześcijaństwa u boku już trzeciego papieża fascynuje się odkrywaniem bogatej mozaiki Kościoła powszechnego. Zakochana po uszy w Afryce, gdzie kiedy tylko może ucieka. Czarny Ląd to dla niej bijące serce Kościoła, a przede wszystkim ląd gdzie ludzie relacje mają jeszcze znaczenie. Teren gdzie mimo nędzy, wojen i prześladowań można się uczyć radości życia i mocy wiary.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *