Europa chce Polski

Profesor nauk prawnych, biskup Tadeusz Pieronek należy z całą pewnością do tych osób, które nie tylko interesują się Europą, ale biorą czynny udział w kształtowaniu myślenia europejskiego w Kościele w Polsce. Jego zainteresowania nie wynikają tylko z analizy oglądanych serwisów informacyjnych czy aktualnej mody panującej w opinii publicznej, ale przede wszystkim ze znajomości i spotkań z kompetentnymi ludźmi. Na temat jego rozumienia spraw europejskich, wyzwań stojących przed naszym kontynentem oraz obecnych kryzysów Unii Europejskiej rozmawia z nim ks. Przemysław Bukowski SCJ.

 

Księże Biskupie, od ponad 17 lat w Krakowie i jego okolicach odbywają się międzynarodowe konferencje z cyklu „Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej”, których jest Ksiądz głównym organizatorem. Skąd zainteresowanie taką tematyką?

Idea tych konferencji jest autorstwa dwóch panów ze Śląska, którzy w roku 2000 zgłosili się do mnie jako rektora wówczas Papieskiej Akademii Teologicznej z pytaniem, czy nie można by pod protektoratem naukowym tej uczelni zorganizować spotkania na temat Unii Europejskiej. Aktualna była w tamtym czasie sprawa wejścia Polski do Unii, a społeczeństwo miało na ten temat bardzo różne zdania. Przede wszystkim jednak powszechna była ignorancja w tej materii. Ponieważ tam, gdzie działa jakaś propaganda, kiedy coś stanowi przedmiot walki politycznej czy lobbystów ekonomicznych, trudno, żeby ludzie mieli klarowne poglądy na określony temat.

Podjąłem inicjatywę tych ludzi. Ważne jest, że to był ich pomysł. Jako rektor musiałem mieć naturalnie aprobatę wielkiego kanclerza ks. kard. Macharskiego, który jak tylko dowiedział się o tym, bez zastrzeżeń powiedział: „Robić”. Najpierw udało nam się zorganizować roczny kurs dla kandydatów do Unii Europejskiej jako urzędników oraz tych, którzy interesują się problematyką europejską ze względów zawodowych, adwokatów czy przedsiębiorców. Po tym eksperymencie, powiedzmy edukacyjnym, zabraliśmy się za organizowanie pierwszej konferencji.

Kto tworzy tę konferencję? To znaczy, kim są zapraszani na nią goście?

W założeniu są to spotkania, które powinny gromadzić ludzi z „wyższych półek”. Pierwszą z nich jest Stolica Apostolska, czyli organ, który nie jest państwem członkowskim Unii Europejskiej, jednak ma swój głos, który bardzo się liczy. Drugą „półkę” stanowią posłowie Unii Europejskiej, oczywiście ci, z którymi mieliśmy wspólny język, chociaż nie zawsze wyłącznie tacy. Trzecim „elementem” jest z kolei reprezentacja naszego kraju. Pozostali prelegenci rekrutują się spośród specjalistów z całej Europy, a czasem nawet spoza. Naszymi gośćmi byli do tej pory prezydenci polscy czy sekretarze stanu Stolicy Apostolskiej. Ważnym założeniem było dla nas, że to muszą być ludzie kompetentni i to z możliwie najwyższą kompetencją. Ponieważ współpracujemy z Fundacją Konrada Adenauera, Fundacją Roberta Schumana oraz z partią ludową w Parlamencie Europejskim, dlatego z nimi konsultujemy program tych spotkań.

Polska zainteresowała się Unią Europejską. A Kościół w Polsce, tzn. jego zwierzchnicy? Czy oni także byli od początku przychylni zmianom, które miały nastąpić?

Temat ewentualnego wejścia Polski do Unii Europejskiej był jednym z najbardziej żywych, to znaczy interesował Episkopat. Ostatecznie podjął on przecież prawie jednomyślną decyzję o poparciu takiego rozwiązania. Pierwszym krokiem był jednak wyjazd jego delegacji do Brukseli w 1997 roku, co rozładowało napięcia wewnątrz Episkopatu. Co prawda, niektórych trzeba było do tego napędzać, to inna sprawa. Ten wyjazd zrobił jednak dobre wrażenie na nas i na Europie. Myśmy wtedy nie wiedzieli, że Europa chce Polski, wręcz jej potrzebuje. Potem była też kwestia z Janem Pawłem II. Papież nie miał nigdy żadnej wątpliwości co do zasadności wejścia Polski do Unii Europejskiej, chociaż wkładano w jego usta przestrogi typu: „Uważajcie z tą Europą”. Oczywiście trzeba z nią uważać również dzisiaj. Kiedy zastrzeżeniem Polaków w kwestii wejścia do Unii było najpierw to, że pozbawi nas ona tożsamości narodowej, a także tożsamości religijnej, to odpowiedź była prosta. Przecież Unia istnieje już od prawie 50 lat i żaden kraj nie stracił tożsamości. A jeżeli chodzi o tożsamość religijną, to jest ona zależna od nas, dokładnie od nas. Albo ją zachowamy, jeśli będziemy chrześcijanami, albo stracimy.

Każdy z krajów Unii Europejskiej kieruje się przede wszystkim własnymi interesami. Również sami Europejczycy są bardzo różnorodni. Czy istnieje zatem coś takiego, co ich wszystkich łączy?

Musi być coś takiego, jeżeli Europa ma przetrwać. Musi się tutaj pojawić taka atmosfera, którą będzie można zaakceptować i to z wielu stron. Teoretycznie ta atmosfera już jest. To znaczy jest ona zagwarantowana traktatowo. Na ten zapis można się powoływać. Jest nią wolność. Benedykt XVI pisał, że liberalizm jest do zaakceptowania, tzn. jest teoretycznie dobry, ponieważ gwarantuje wolność religijną. W praktyce nie ma jednak tej wolności. Jest nacisk na to, żeby Europa pozbyła się chrześcijaństwa, bo ktoś wymyślił jej nowy model. Ten model chwieje się jednak ciągle i upada.

Skoro nie do końca wiadomo, na czym dzisiaj opiera się Europa, to czy można powiedzieć, że jest ona jeszcze chrześcijańska?

Po ludziach, którzy przyjeżdżają na te krakowskie konferencje widzę, że oni się zmieniają. Lata temu mówili: „W Krakowie można powiedzieć wszystko”. Jednak na początku mówienie „otwartą gębą” o chrześcijaństwie było skomplikowane, chociaż czasem się zdarzało, ale na ogół był to temat trudny. Powiedziałbym, że panowała atmosfera zamknięcia na pewne tematy. W ostatnich latach widać natomiast wyraźnie, że wypowiedzi choćby niemieckich prelegentów są w dużej mierze chrześcijańskie. Oni w pewnym momencie zaczęli mówić językiem chrześcijańskim. Jest to pewna satysfakcja i iskierka nadziei, że coś się z tym stanie.

Co wywołało w Unii Europejskiej obecny kryzys jedności i solidarności?

Ten kryzys odsłania wiele mankamentów. Ostatecznie da się je sprowadzić do wniosku, że gdyby Europa była uczciwa, to by się jej lepiej powodziło. Nie byłoby wówczas tych sytuacji, które spowodowane są brakiem moralności społecznej. Wielkie kryzysy bankowe rodziły się na kradzieży. Cała polityka światowa, w tym europejska, dotycząca Bliskiego Wschodu opiera się na działaniach natury militarno-gospodarczej podszytych ideologią demokracji. Chodzi np. o próbę zmiany ustroju na demokratyczny w Tunezji, kraju arabskim, muzułmańskim. Ten kraj nie nadaje się jednak do takiej zmiany. Nie zmieni się tutaj bowiem przywiązania do wodza, który może wszystko i ma wszystko. Można oczywiście sugerować, podsuwać pewne metody, które są kompatybilne z islamem, ale jest to bardzo trudne. To wszystko wynika zatem z tego, że patrzy się na świat jako na łup do zagarnięcia i w dodatku metodami wszelkiego rodzaju.

 

Dokąd zmierza Europa, to znaczy, co się z nią stanie, m.in. po Brexicie?

Brexit został oparty na kłamstwie politycznym. Przyznał to sam David Cameron, były premier Wielkiej Brytanii. Druga sprawa, że będzie on ogromnym kosztem dla Brytyjczyków, ale także dla całej Europy. Myślę, że to jest działanie nieodpowiedzialne. Wielka Brytania może oczywiście się jeszcze z tego wycofać.

Mimo wszystko wierzę, że projekt jednoczącej się Europy ma sens. Że ma on wymiar doczesny, materialny, to widać. Polska zrobiła przecież w ciągu 20 lat ogromny postęp. Jeśli zaś idzie o jakiś wymiar nadprzyrodzony, można tutaj zadać pytanie, czy chrześcijaństwo powróci, tzn. odzyska swoją pozycję, jaką miało w Europie? Myślę, że takiej pozycji nie odzyska, bo to jest nawet niepotrzebne. Wolność jest potrzebna oraz prawdziwe zaangażowanie w chrześcijaństwo tych, którzy mienią się chrześcijanami. To jest problem. Gdybyśmy byli może nie świętymi, ale świątobliwymi, to kroczylibyśmy zupełnie inną drogą.

Jakiej Europy chcą zatem jej obywatele chrześcijańscy? Czy jako ludzie wiary mają jej coś konkretnego do zaproponowania?

Można zapytać, po co my w ogóle do tego europejskiego „chlewika” wchodzimy? Bo my tam musimy być, tzn. Kościół musi być tam, gdzie świat jest bliżej piekła. Wrócę do tezy Benedykta XVI o liberalizmie. Gdyby ta teoria stała się praktyką, wówczas współgrałoby to z deklaracją II Soboru Watykańskiego o wolności religijnej. Głosi ona, że chrześcijanie mają obowiązek udzielić innym tej wolności, której domagają się dla siebie. Oczywiście to wolność z odpowiedzialnością. Świat wielojęzyczny, wielowyznaniowy, także ateistyczny wchodzi w rozważania soborowe, jako rzeczywistość, która powinna się rozwijać, tzn. dać każdemu możliwość rozwoju. Nigdy nie wolno działać siłą. Nie wolno nią nakłaniać kogoś do czegokolwiek, nawet do wiary. Wiara przyjęta pod batem nie jest wiarą. To jest oczywiście wielkie marzenie i wielka myśl chrześcijańska, która była w nim od początku, tylko się ją mieczami wcielało w życie. Gdyby nie ta mentalność wolnościowa, która rozwijała się w Kościele, bylibyśmy dzisiaj podzieleni. Tymczasem ona pozwala nam żyć razem, a jednocześnie nie wchodzić na teren drugiego.

W porównaniu z krajami, które od początku tworzą Unię Europejską, jako Polacy jesteśmy „świeżakami”. Jakimi oczami jako naród patrzymy na Europę?

W dużej mierze niestety jeszcze oczyma propagandy. Wystarczy porozmawiać z tymi, którzy wyjechali na Zachód, np. w ramach Erasmusa. Oni widzą świat inaczej. Oczywiście są tacy, którzy mają słabość kręgosłupa, łamią się, poddają temu „światkowi”, który gra na takich instrumentach, że można przy tej okazji zostać głuchym. Ale ludzie, którzy mają kręgosłup, nie uginają się. Znam takich. Nawet jeśli to jest jeden na stu, to jest dobrze, stanowi to bowiem autentyczne świadectwo. Takich ludzi nam trzeba.

Myślę, że gdybyśmy skupili się tylko na wizji Kościoła, to w tej zlaicyzowanej Europie możemy znaleźć dużo dobrych przykładów. Są tutaj przykłady religijności, która się utrzymuje, co oznacza, że jest to mocne chrześcijaństwo. Awangarda zawsze zostaje w cieniu. U nas w Polsce jest masówka. Trzeba pogłębić nasz polski katolicyzm i zabrać się wreszcie do realizowania soboru.

Na koniec jeszcze jedno pytanie o to, o jaka Europa i jaki Kościół w niej marzą się Księdzu Biskupowi?

Europa bezpieczna i szanująca wartości. Kościół jako taki jest zaś Boskim tworem, więc nie mam co do jego przyszłości wątpliwości. Tylko ludzie w Kościele muszą być na jako takim poziomie.

ks. Przemysław Bukowski SCJ

Autor: ks. Przemysław Bukowski SCJ

Pochodzę z Bełchatowa, choć nie wszystko się tam zaczęło. Na księdza wychowali mnie sercanie. Lubię myśleć, że potrafię myśleć. Dlatego od kilku lat, najpierw w niemieckim Freiburgu, a obecnie na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie, inspirowany głównie myślami Józefa Tischnera i tych, którzy jego inspirowali, uczę się bycia filozofem człowieka. Nic mnie bowiem tak nie kręci, jak pytania zadawane pytającym.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *