Dziecko z probówki

Sztuczne zapłodnienie – o którym ostatnio tak wiele się mówi – jest problemem znanym od dawna. W XVII wieku próbowano sztucznie zapłodnić jedwabniki, a wiek później podjęto takie próby wobec pająka czy łososia. W XX wieku idea zapłodnienia pozaustrojowego została zastosowana wobec gamet ludzkich. Pierwsze udane sztuczne zapłodnienie miało miejsce w 1963 roku. Powstała poza organizmem matki ludzka zygota żyła 59 dni. Piętnaście lat później, 25 lipca 1978 roku, urodziło się w Anglii pierwsze dziecko z próbówki – Louise Brown.

metoda

Metoda in vitro (łac. w szkle) składa się z kilku etapów. Na początku pobiera się gamety od kobiety i od mężczyzny. Kobieta jest poddawana kuracji hormonalnej, w wyniku której dojrzewa wiele pęcherzyków Graafa w jej jajnikach. Uzyskuje się w ten sposób od kilku do kilkunastu dojrzałych komórek jajowych. Są one następnie pobierane przez lekarza. W tym samym czasie, kiedy pobiera się komórki od kobiety, pobiera się także nasienie od ojca. Następnie umieszcza się komórki jajowe i plemniki na szalce Petriego (szklane naczynie laboratoryjne w kształcie okrągłej podstawki), gdzie dochodzi do zapłodnienia i powstania od kilku do kilkunastu dzieci, w zależności od tego, ile było komórek jajowych. Powstałe w ten sposób zygoty umieszcza się w specjalnie do tego przygotowanym inkubatorze, gdzie następuje rozwój zarodków. Po kilkudziesięciu godzinach, kiedy zarodki mają 4-8 komórek, następuje przeniesienie do łona matki. Przenosi się zwykle kilka najlepiej rozwijających się zarodków, mając nadzieję, że przynajmniej jeden z nich będzie rozwijał się prawidłowo. Zdarza się bowiem spora ilość odrzutów i wszczepione zarodki umierają. Wtedy trzeba powtórzyć całą procedurę. Zarodki bierze się z tych, które nie zostały jeszcze wszczepione, ale zostały wcześniej zabezpieczone poprzez zamrożenie ich w ciekłym azocie (w temp. -196 st. C). Trzeba dodać, że przed zamrożeniem zarodki są selekcjonowane: te, które nie rokują nadziei na przeżycie są mordowane. Pozostałe są zamrażane.

morderstwo niepotrzebnych dzieci

Jeśli po przeniesieniu kilku zarodków do łona kobiety rozwinęło się ich kilka, a matka chce urodzić tylko jedno dziecko, wówczas przeprowadza się „aborcję selektywną”. Pozostawia się jeden embrion, a „nadliczbowe dzieci” zostają zamordowane. Następnie ciąża przebiega aż do narodzin dziecka. Obecne statystyki podają, że aby mogło urodzić się jedno dziecko metodą sztucznego zapłodnienia, musi powstać aż 17 embrionów. Oznacza to, że 16 dzieci, będących rodzeństwem tego, które się narodzi, traci życie w wyniku tej procedury.

zamrożone embriony

Wróćmy jeszcze do embrionów, które są zamrażane. Sam proces zamrażania sprawia, że niektóre z nich zostają „uszkodzone” czy wręcz „nie przeżywają”. Dzieci zamrożone w stadium embrionalnym dużo częściej są obarczone różnymi zmianami genetycznymi, które są przyczyną wielu schorzeń czy nawet śmierci. Innym problemem związanym z tą procedurą jest fakt, że wiele par nie jest zainteresowanych „swoimi” dziećmi, które zostały zamrożone, albo też kobieta nie jest w stanie urodzić kolejnych dzieci. Powstaje problem, co z nimi zrobić? W zależności od panującego w danym państwie prawa niektóre z nich oddaje się do adopcji parom, które chcą takie dzieci przyjąć i je urodzić. Czasem dokonuje się na nich bestialstwa, ponieważ są one wykorzystywane w eksperymentach medycznych, w wyniku czego tracą życie. Skala problemu jest bardzo duża – w samych Stanach Zjednoczonych jest około miliona zamrożonych embrionów.

pytania

Rodzą się tu także inne pytania, takie jak: Co stanie się z tymi embrionami, za których przechowywanie biologiczni rodzice nie chcą płacić (niektóre laboratoria żądają 300 dolarów na rok)? Co się stanie z zamrożonymi ludźmi, jeśli jakieś laboratorium ogłosi upadłość czy też zmieni zakres swojego działania? Co będzie odczuwała osoba, która odkryje, że pierwsze miesiące czy lata swego życia spędziła w ciekłym azocie? U wielu osób, które urodziły się dzięki metodzie in vitro, zdiagnozowano tzw. syndrom ocaleńca: ja żyję, a wielu moich braci i sióstr poniosło śmierć w laboratoriom, abym ja mógł się urodzić. Także matki dotyka „syndrom in vitro”, polegający na tym, że bardzo emocjonalnie podchodzą do zabiegu. To zaś powoduje napięcia, stres, wzrost konfliktów małżeńskich, a po porodzie nadopiekuńczość wobec dziecka.

metoda leczenia?

Niepłodność, którą jest dotkniętych wiele małżeństw, nie może być powodem tego, aby człowieka traktować jak przedmiot, jako efekt „produkcji laboratorium medycznego”. Lekarze powinni dążyć do leczenia niepłodności, a nie zastępować naturalną ludzką prokreację technologią medyczną, która narusza ludzką godność. In vitro nie jest bowiem metodą leczenia, jak chcą jej zwolennicy. Gdyby nią była, to po jej zakończeniu kobieta czy mężczyzna odzyskaliby naturalną płodność. Tak zaś nie jest. Po urodzeniu dziecka metodą in vitro niepłodność nadal pozostaje. Taką metodą leczenia niepłodności jest choćby naprotechnologia. Niestety jest ona ciągle mało znana.

dziecko – przedmiot

Sztuczna prokreacja nie szanuje człowieka. Traktuje go jak przedmiot. Dziecko zaś trzeba przyjąć takim, jakie ono jest. Zdarzają się precedensy, że rodzice zamawiają sobie płeć dziecka, kolor włosów, oczu, jego wzrost czy inne cechy, które ma posiadać. Czasem zdarza się, że jeśli dziecko nie spełnia ich wymagań, to nie chcą go przyjąć. Traktują je jak przedmiot, który można kupić, a jeśli się nie podoba to można go zwrócić do sklepu.

Innym problemem, szczególnie niegodziwym, związanym z in vitro, jest handel gametami. Przeprowadza się tę procedurę przy użyciu komórek rozrodczych od anonimowych dawców. Powstaje tu problem: kto jest biologicznym ojcem czy matką danego dziecka? Co więcej, z banków gamet mogą korzystać pary homoseksualne czy samotne kobiety.

macierzyństwo zastępcze

Kolejnym zagadnieniem związanym z in vitro jest macierzyństwo zastępcze. Może ono być dwojakiego rodzaju. Pierwszy rodzaj polega na tym, że do łona kobiety przenosi się embrion, który jest jej genetycznie obcy. Po urodzeniu kobieta musi oddać dziecko temu, kto je zamówił. Drugi rodzaj macierzyństwa zastępczego polega na tym, że kobieta ofiarowuje jajeczko, które zostaje zapłodnione nasieniem mężczyzny, który nie jest jej mężem. Tu także po urodzeniu ma obowiązek oddać dziecko temu, kto je zamówił. Czasem dochodzi do konfliktu, ponieważ ta, która urodziła, nie chce oddać dziecka, gdyż związała się z nim emocjonalne.

cel nie uświęca środków

Należy stwierdzić, że sztuczne zapłodnienie jest czynem niemoralnym. W czasie tej procedury dokonuje się wiele zła. Fakt, że „efektem końcowym” jest urodzenie upragnionego dziecka nie usprawiedliwia niegodziwości, która została popełniona. Podstawowa zasada moralna mówi, że „cel nie uświęca środków”. Nie można dążyć do czegoś dobrego, czyniąc zło. Dobro można osiągnąć tylko na prawej drodze.

 

Autor: ks. Krzysztof Paluch SCJ

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *