Dziecko w świecie wiary

Nieraz może nam się wydawać, że rzeczywistość wiary jest dla dziecka za trudna, niedostępna. Takie przekonanie zrzuca niejako z naszych barków, przynajmniej na pewien czas, odpowiedzialność za religijne wychowanie potomstwa. Tymczasem dziecko nigdy nie jest za małe na obcowanie z Bogiem i odkrywanie Jego osoby w świecie. Mało tego, ma ono niesamowitą łatwość wchodzenia w świat wiary i potrzebę obcowania z tym, co boskie. Czyni to oczywiście na swój, dziecięcy sposób.

gdy rzeczywistość miesza się z fikcją

Szacunek do dziecka domaga się tego, aby je, również jako noworodka, traktować poważnie. Co to znaczy traktować dziecko poważnie? To znaczy przedstawiać mu świat i rzeczywistość takimi, jakimi są, nie okłamywać, nie zmyślać, nie ubarwiać, nie infantylizować. Dziecięcy umysł domaga się prawdy. Dziecko buduje siebie na podstawie tego, czego doświadcza i co otrzymuje z zewnątrz. Do 6-7 roku życia dzieci uczą się oddzielać świat fikcji od świata realnego, przy czym im młodsze, tym trudniej im to przychodzi.. Dziecko to odkrywca, który tworzy własną mapę świata i to odkrywanie rzeczywistości prawdziwie je zachwyca. My, dorośli, często uważamy, że dziecięcy świat trzeba ubierać w fantazje. Czy nie lepiej jednak pozwolić dziecku na swobodne poznawanie piękna, z którym ma kontakt? Czy nie lepiej otaczać je tym, co stworzone przez Boga, prawdziwe i mówiące wiele o swoim Stwórcy? Dzieci kochają przyrodę, fascynują się kosmosem, zadają pytania o początki świata. Chcą dotknąć tego, co prawdziwe, doświadczyć na serio przygody, odkrywać. Dziecięca ciekawość świata tyczy się także tego, co duchowe.

Właśnie z uwagi na te racje mieszanie fikcji z rzeczywistością wydaje się być szkodliwe w kontekście religijnego wychowywania dziecka, szczególnie wówczas, gdy Bóg przedstawiany jest mu w sposób infantylny lub baśniowy. Tymczasem Bóg nie jest przecież bozią, anioł to nie słodki lukrowany cherubinek, modlitwa to nie paciorek, a szatan nie jest rogatym diabełkiem. Bóg nie jest też narzędziem pseudowychowawczym, służącym do dyscyplinowania dziecka poprzez straszenie go upomnieniami typu: „Nie rób tak, bo bozia patrzy”. Niedopuszczalne są też stwierdzenia w rodzaju: „Bądź grzeczny, Pan Bóg kocha tylko grzeczne dzieci”. Strasząc dziecko Bogiem, piekłem czy też karą, przedstawiając Stwórcę jako groźnego sędziego, który czyha na każde potknięcie, wyrządzamy naszym pociechom krzywdę i utrudniamy im odkrycie prawdziwego, kochającego Boga. Szkodliwe, bo zatracające istotę zła, jest też przedstawienie dzieciom szatana jako diabełka z różkami i ogonem, fikającego zabawnie na przykład podczas jasełek przedstawianych przez dzieci (niestety miałam okazję coś takiego obserwować). Uważam przy tym, że w ogóle nie powinniśmy dzieci przebierać za diabła, ponieważ nasze latorośle niezwykle silnie identyfikują się z kreowanymi postaciami. Jaki cel wychowawczy ma odgrywanie diabła?

Warto zapytać, co zrobią dzieci z taką „edukacją religijną”, gdy staną się starsze? Człowiek w pewnym momencie życia zaczyna rozumieć, że pan w czerwonym stroju z przyklejaną brodą nie jest św. Mikołajem, w oceanie nie pływają syrenki, za szafą nie mieszkają potwory, a żaden superbohater nie uratuje nas z nagłych tarapatów. Dzieci karmione infantylną, a zatem nieprawdziwą wizją Boga, podczas dojrzewania uznają często, że jest On jeszcze jedną fikcyjną postacią z ich dzieciństwa. Wiele z nich zatęskni kiedyś za wiarą z wczesnych lat i tak zwaną magicznością tamtych dni. Inne będą próbować zrzucić z siebie ciężar karzącego spojrzenia Boga, który dostrzegał każde niewłaściwe zachowanie i któremu było smutno, gdy nie zjedliśmy całego obiadu.

wychowanie do relacji

Po pierwsze nie szkodzić. Nie utrudniajmy naszym dzieciom odkrycia Boga i Jego prawdy o nich samych, świecie, o tym, co w życiu najważniejsze. Traktujmy zarówno Boga, jak i dzieci poważnie. A gdy odczuwamy na co dzień słabość naszej wiary? Gdy czujemy się niegodni, nieodpowiedni, niewystarczająco dobrzy, by własnym dzieciom ukazywać Boga? Nieistotne. To wręcz doskonały punkt wyjścia, czyli moment rozpoczęcia wspólnej wędrówki. Dzieciom trzeba bowiem nie przeszkadzać w poszukiwaniu Boga, to znaczy towarzyszyć w odkrywaniu duchowej rzeczywistości. Nasza latorośl ma w sobie naturalne pragnienie miłości, dobra, piękna, prawdy, czyli również samego Boga. Dziecko poprzez swoją ciekawość, pytania, chęć doświadczenia samo nam wskazuje, co w danym momencie jest dla niego ważne na drodze wiary. My, jako rodzice, winniśmy przede wszystkim je obserwować i podążać za jego pragnieniami oraz poznawczą ciekawością. Najważniejsze lekcje wiary nie są tymi, gdy w rodzicielskim autorytecie chcemy dziecku coś wytłumaczyć i pokazać. To jest oczywiście niezwykle cenne. Kluczowa nauka wiary odbywa się jednak mimochodem i polega na zadanym w drodze do kościoła pytaniu, fascynacji figurkami z szopki bożonarodzeniowej, potrzebie bycia blisko ołtarza, zabawie w świętych, śpiewaniu w kółko tej samej kolędy czy pieśni religijnej, zapatrzeniu w obraz świętego. Wyraża się ona również w modlitwie spontanicznej dziecka, treściach religijnych zawartych w jego rysunku ot tak, z potrzeby serca. Wystarczy dać dzieciom sposobność do obcowania z tajemnicą wiary i być otwartym na ich poszukiwania.

Do czego powinniśmy wychowywać dzieci w kontekście wiary? Co jest najważniejsze? Znajomość zasad moralnych, sztuka modlitwy, umiejętność zachowania się w kościele, kultywowanie tradycji chrześcijańskiej? Najważniejsza jest relacja. To ona stanowi centrum naszej wiary. Bóg wchodzi z nami w relację, a my stale uczymy się, jak na to zaproszenie odpowiedzieć, to znaczy jak tworzyć naszą relację z Nim, w jaki sposób nią żyć. Dzieci pragną dialogu z Bogiem osobowym, nie z bozią, która grozi palcem. Gdy tylko im na to pozwolimy, z pewnością niejeden raz zaskoczą nas swoim dziecięcym podejściem do wiary, mądrym i autentycznym. Chrystus mówi przecież: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3).

Aneta Pisarczyk

Author: Aneta Pisarczyk

Żona Jacka i mama rocznej Zosi. Wciąż od nowa nawracająca się chrześcijanka. Z zawodu i zamiłowania psycholog. Najważniejsze dla mnie to codzienne i wierne wypełnianie swojego powołania. Radość odnajduję w tym, co najprostsze i zarazem najpiękniejsze. Uwielbiam odkrywać dobro w samej sobie, moich bliskich, a także tych których spotykam na swojej zawodowej drodze. Uważam, że każdy z nas posiada w sobie niezwykłe bogactwo i potencjał. Moje bycie psychologiem rozumiem jako pomoc w wydobywaniu go na światło dzienne. Pasjonuje mnie psychologia relacji i bliskich związków. Od czasu urodzenia córki mocniej zainteresowałam się także rozwojem małego człowieka. Odpoczywam spędzając czas z moją rodziną i przyjaciółmi, najchętniej w towarzystwie natury oraz kubka dobrej kawy.

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.