Dydaktyczny cud w krainie Muminków, czyli edukacja po fińsku

Nie odrabiają tylu prac domowych, czują odpowiedzialność za swoją naukę, traktują nauczycieli z szacunkiem, dużo czasu spędzają na powietrzu i od lat znajdują się w czołówce najlepszych krajów w międzynarodowych testach umiejętności. Mowa o uczniach fińskich szkół. Na czym polega ich fenomen? Na to pytanie Ewelinie Słomce odpowiada Łukasz Srokowski, socjolog, trener, edukator oraz twórca NAVIGO – pierwszej w Polsce autorskiej szkoły niepublicznej, inspirowanej fińskim systemem edukacji, która ma siedzibę we Wrocławiu.

Skąd wziął się pomysł stworzenia nowej szkoły? Aż tak bardzo obawiał się Pan posłania swoich dzieci do polskiej placówki?

Mam dwie córki, jedną cztero-, drugą sześcioletnią. Od wielu lat zajmuję się edukacją w różnej formie i widziałem, jak nauczanie w polskich szkołach wygląda w praktyce. Kilka lat temu, w ramach projektu dotyczącego cyfryzacji szkół, jeździłem po Polsce, obserwowałem lekcje, patrzyłem na pracę nauczycieli. Coraz bardziej uświadamiałem sobie, że nie chcę tego dla moich córek. W efekcie doszedłem do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie stworzenie nowej szkoły, do jakiej bez obaw chciałbym wysłać własne dzieci.

Co jest nie tak z naszym systemem edukacji?

Po pierwsze brakuje wsparcia i szacunku dla nauczyciela. A od pedagoga zaczyna się sukces szkoły. Jeżeli nauczyciel nie ma dobrego wynagrodzenia ani warunków do swobodnej pracy, ciężko jest mu skupić się na tym, co ważne. Po drugie szkoła zabija kreatywność dzieci, a one są niesamowicie twórcze i mogą bardzo wiele osiągnąć, pod warunkiem, że będzie gotowość na popełnianie przez nie błędów. W polskiej szkole błąd jest niestety najgorszą rzeczą, jaką uczeń może zrobić. Jego nauczycielskim oszacowaniem jest jedynka. W efekcie uczymy dzieci: błędów nie należy robić, one są złe. Tylko czy da się zrobić coś innowacyjnego w świecie, jeżeli nie popełnimy po drodze kilku błędów?

Jest jeszcze coś?

Tak, po trzecie chodzi o kwestię nauki pracy zespołowej, a właściwie jej brak. Dzieci potrzebują uczyć się pracować ze sobą w różnych sytuacjach, również konfliktowych. A w szkole konflikt jest znowu postrzegany jako coś złego, co jest nieprawdą. Spory stanowią integralną część życia, zatem dzieci powinny się nauczyć gdzieś je rozwiązywać. Ostatnią rzeczą, której brakuje w tradycyjnej szkole, jest uczenie myślenia krytycznego. Jesteśmy zalewani fałszywymi informacjami i nikt nie uczy dzieci krytycznej analizy, sięgania do źródeł, opierania się na badaniach naukowych.

Pół wieku temu jedynym zasobem naturalnym ubogiej Finlandii było drewno, dziś jest nim najlepiej wykształcone na świecie społeczeństwo. Na czym Finowie oparli swój system edukacji?

Przede wszystkim na oddaniu odpowiedzialności dzieciom. W polskiej szkole (choć np. w Stanach Zjednoczonych również) dzieci są bardzo kontrolowane przez nauczyciela. W szkole fińskiej, i w NAVIGO również, decydują one o bardzo wielu rzeczach, biorą odpowiedzialność za to, czego się uczą i kiedy się uczą. Uczniowie rozwijają dzięki temu bardzo duży poziom decyzyjności i odpowiedzialności. Kolejną ważną rzeczą jest podejście do odpoczynku i zabawy, spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Zrelaksowane i dotlenione umysły o wiele łatwiej przyswajają nowe wiadomości. W fińskich szkołach nie ma ocen, sprawdzianów i testów, w naszej szkole oceny pojawią się jedynie na koniec semestru.

Jak traktowani są nauczyciele w Finlandii?

Bardzo duży nacisk kładzie się tam na autonomię szkół i nauczycieli. W Finlandii nie istnieje kuratorium w takim rozumieniu jak u nas. Podstawowym założeniem jest zaufanie do nauczyciela i szkoły. Kiedy o tym opowiadam na konferencjach dla polskich nauczycieli, parskają śmiechem. W Finlandii podstawowe przekonanie jest takie, że nauczyciel wie, co robi, dlatego jedyne co wolno organowi nadzoru, to wspierać i doradzić, a już na pewno nie nakazywać. Efekt jest taki, że nauczyciele mają poczucie dużej odpowiedzialności i sprawstwa. Warto zauważyć przy okazji, że szkolny wychowawca jest w Finlandii jednym z najbardziej prestiżowych zawodów. Trudniej tam zostać chyba tylko prawnikiem.

Czy w polskich warunkach trudno stworzyć szkołę, która zupełnie różni się sposobem nauczania, a jednocześnie spełnia wymagania polskiego systemu edukacji?

Od strony merytorycznej zaskakująco łatwo. Szkoła fińska była źródłem inspiracji na poziomie pewnych wartości. Z kolei podstawę programową realizujemy polską, tak jak to określa system oświaty, czyli co dzieci powinny umieć oraz w jaki sposób to dokumentować. Tak naprawdę trudności były bardziej organizacyjne, związane ze znalezieniem właściwego budynku, finansowaniem. Prawo polskie pozwala na bardzo dużo, bo nie jest nigdzie napisane, że w szkole muszą być dzwonki, lekcja ma trwać 45 min, a dzieci mają dostawać oceny w trakcie semestru. To wszystko szkoły robią, bo zawsze tak się robiło, nie zaś dlatego, że to działa.

Czy trzeba było specjalnie namawiać rodziców do zapisania dzieci do tej szkoły?

To było dla mnie kolejnym zaskoczeniem. Byłem przekonany, że do czerwca będę walczył o to, żeby zebrać jedną klasę, a tymczasem po pięciu tygodniach rekrutacji skończyły nam się miejsca. W tym roku mamy trzy klasy: jedną zerówkę i dwie pierwsze. Od dwóch miesięcy z przykrością musimy odmawiać rodzicom, że już nie mamy możliwości przyjąć więcej dzieci. Mam wrażenie, że potrzeba, na którą trafiłem, okazała się zaskakująco powszechna. Coraz więcej osób widzi, że system edukacji jest, jaki jest. Kiedyś się on sprawdzał i działał bardzo dobrze, natomiast rzeczywistość bardzo mocno się zmieniła, a szkoła za tymi zmianami nie poszła. Sytuacja przypomina trochę statek typu Titanic, który bardzo powoli zmienia kurs, a współczesność wymaga przyspieszonych zwrotów. Łatwiej jest manewrować taką pojedynczą żaglówką, jak nasza szkoła.

Jak z pracami domowymi?

W NAVIGO nie ma i nie będzie prac domowych. W podstawówce, a dokładniej w wieku 7-10 lat, co jest udowodnione, prace domowe obniżają wyniki edukacyjne dzieci, zniechęcają je i niepotrzebnie frustrują. W wieku 10-14 lat są neutralne, dopiero w latach licealnych zadawanie prac domowych zaczyna być skuteczne.

Czy dzieci uczą się nowych technologii, korzystania z mediów?

Jak najbardziej, przy czym to nie jest odrębny przedmiot, bowiem narzędzia cyfrowe są wplecione w codzienność. Szkoła powinna przygotowywać uczniów do prawdziwego życia. Przykładowo, jeżeli mamy zajęcia z przyrody, dzieci idą na świeże powietrze i kiedy widzą jakąś roślinę, podchodzą do nauczyciela i pytają. Mogą one również uruchomić atlas roślin, wgrany w formie aplikacji do telefonu, i tam sprawdzić. Wybierając się na wycieczkę, uczniowie są w stanie ją zaplanować przy wykorzystaniu map Google’a, GPS-u, kompasu, dokumentują ją zdjęciami z telefonu, a następnie tworzą na ten temat wpis na blogu.

Autor: Ewelina Słomka

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *